Reklama

Reklama

Pierwsze ofiary Teda Bundy'ego

Ted Bundy to pierwszy amerykański seryjny morderca-celebryta i jedna z najbardziej przerażających zagadek w dziejach kryminalistyki. Był przystojnym, elokwentnym studentem prawa o chłopięcym uroku. Jednocześnie był też drapieżnikiem i zboczeńcem, który zamordował i okaleczył przynajmniej trzydzieści młodych kobiet. Poniżej publikujemy fragment książki "Ostatni żywy świadek" Septhena G. Michauda i Hugh Ayneswortha opowiadającej o jego okrutnych zbrodniach.

Mary Adams (pseudonim) podobnie jak Lynda mieszkała w piwnicznej sypialni z oknem, w domu, który dzieliła z kilkoma innymi osobami. Gdy w łóżku napadł ją obcy mężczyzna, twardo spała. Wielokrotnie uderzył ją w głowę ciężkim, metalowym prętem. Brutalnie wsadził w nią wziernik, powszechnie dostępny w magazynach z materiałami medycznymi próbnik dopochwowy. To krwawe, szaleńcze "badanie" spowodowało rozległe obrażenia wewnętrzne. Mary Adams spędziła kilka miesięcy w śpiączce, ale przeżyła. Nie pamiętała ataku ani napastnika.

Reklama

Wieczorem w czwartek 31 stycznia 1974 roku Lynda Healy przygotowała na kolację dla współlokatorów zapiekankę. Po posiłku poszła z jedną z dziewczyn oraz znajomym mężczyzną na kilka piw do pobliskiego studenckiego baru "U Dantego". O 21.00 była z powrotem w domu, a o 23.00 położyła się do łóżka i jak zwykle nastawiła budzik na 5.30. Mniej więcej godzinę później dziewczyna mieszkająca w prowizorycznym pokoju obok sypialni Lyndy zeszła na dół i także położyła się spać. Ta łatwo wyrywająca się ze snu współlokatorka nie słyszała żadnych hałasów przez całą noc, dopóki rano nie rozdzwonił się budzik Lyndy - i nie milknął. Po pewnym czasie zadzwonił kierownik z radia. Gdzie Lynda? Nie przyjechała do pracy. Szybkie poszukiwania pozwoliły ustalić, że w domu jej nie ma, choć rower stał na miejscu.

Współlokatorki Lyndy od razu nabrały obaw. Gdy nie pojawiła się przez cały piątek, obawy przerodziły się w strach. Około 16.00 do domu dziewcząt zadzwoniła Joyce Healy, która wraz z resztą rodziny spodziewała się córki na kolacji.

- Nie widziałyśmy Lyndy od rana! - wypaliła do słuchawki jedna z mieszkanek domu i zalała się łzami. Joyce poczuła, jak lód skuwa jej kręgosłup.

"Od razu wiedziałam, że stało się coś bardzo złego. Natychmiast zadzwoniłam na policję", wspominała w rozmowie z nami.

Razem z mężem Jimem spotkała się z funkcjonariuszami w domu Lyndy. Wszystkie dziewczyny zgromadziły się w salonie i żadna nie wychodziła z niego samotnie. Policjanci zachowywali się uprzejmie, fachowo i nie ukrywali sceptycyzmu, że doszło do przestępstwa. Podobne przypadki stanowiły dla nich chleb powszedni. Swoimi pytaniami sugerowali, że w tajemniczym zaginięciu nie ma żadnej tajemnicy. Mówili, że Lynda na pewno znajdzie się u swojego chłopaka albo zadzwoni, że niedługo wróci do domu.

Ale Joyce Healy wiedziała, że to nieprawda.

Spokojnie wyjaśniła policjantom, że Lynda by tak nie postąpiła. Nie jej Lynda.

- Cóż - odparł jeden z funkcjonariuszy - właśnie te, po których człowiek się nie spodziewa, tak robią.

Policja sprawdziła pokój Lyndy. Na jej poduszce i prześcieradle znaleziono małe plamy krwi. Należały do grupy A+, grupy Lyndy, podobnie jak z kolejnej zakrzepłej plamki odkrytej na jej koszuli nocnej, którą ktoś starannie powiesił w szafie. Oficjalny wniosek: Lynda Healy doznała nocnego krwawienia z nosa i udała się gdzieś, żeby je zatamować. Ktoś powinien sprawdzić okoliczne szpitale.

Z pokoju zniknął jej czerwony plecak oraz część ubrań, co sugerowało, że opuściła dom dobrowolnie. Jednak brakowało też kołdry i ozdobnej czerwonej jedwabnej poszewki na poduszkę. Co więcej, łóżko zostało bardzo starannie, po szpitalnemu zaścielone, co wymagało odsunięcia, a następnie ponownego przysunięcia łóżka do ściany. Policja mogłaby się zastanawiać, dlaczego młoda kobieta, która w ogóle rzadko ścieliła łóżko, zadała sobie tyle trudu przy krwawiącym nosie? Po co usunęła kołdrę? Dlaczego zabrała poszewkę?

Więcej o książce "Ostatni żywy świadek" autorstwa Stephena G. Michauda i Hugh Ayneswortha przeczytasz TUTAJ.

Dowiedz się więcej na temat: Ted Bundy | morderca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje