Reklama

Polacy na potęgę pozywają sąsiadów. Tuje w ogrodzie to dopiero początek

W ostatnich latach szczególnie zwiększyła się liczba pozwów cywilnych. Wpływ na to mają również sąsiedzkie spory, których często nie udaje się rozstrzygnąć w drodze mediacji. O co sądzą się sąsiedzi?

Sąsiedzi w sądzie 

W sporządzonej przez Instytut Wymiaru Sprawiedliwości analizie "Tendencje wpływu spraw do polskich sądów powszechnych" czytamy, że liczba spraw wpływających na wokandę zwiększyła się z 9 milionów w 2002 roku do aż 16 milionów w 2017 roku. Wartym odnotowanie jest również fakt, że ponad 90 proc. z nich trafiała do sądów rejonowych. Zdecydowanie dominowały sprawy cywilne — stanowiły 60 proc. wszystkich spraw.

Nic więc dziwnego, że wśród kilkunastu milionów pozwów odnaleźć można wiele przykładów sąsiedzkich sporów, których nie udało się rozwiązać polubownie. Rozstrzygane przez sąd, wydają się błahe dla obserwatorów, jednak dla zaangażowanych w nie stron są ważne, gdyż zwykle dotyczą sposobu użytkowania nieruchomości, na których zdaniem niektórych obowiązuje święte prawo własności.

Reklama

Wolnoć Tomku w swoim domku? Niekoniecznie

Wolność korzystania ze swojej własności ma jednak swoje granice. Właściciel nieruchomości może korzystać z niej zgodnie z prawem, ale nie może wpływać negatywnie na sąsiednie posesje. To oznacza, że nie może dokonywać działań, które powodują uciążliwości dla innych właścicieli, takich jak hałas czy brzydkie zapachy, nawet jeśli korzysta ze swojej nieruchomości w dozwolony sposób, na przykład mieszka w niej lub prowadzi legalną hodowlę zwierząt.

Na taki argument powołali się właściciele ogrodu, który oddzielony był od sąsiadującej posesji, zbyt wysokim ich zdaniem, żywopłotem. Rosnące do wysokości 3,5 metra tuje zacieniały ogród i utrudniały korzystanie z niego, co naruszało ich prawo do korzystania z nieruchomości.

Sąd przyznał im rację, powołując się na art. 144 Kodeksu cywilnego, który nakłada na właściciela nieruchomości obowiązek powstrzymania się od działań, które zakłócają korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę. Biegły potwierdził, że tuje można przyciąć do wysokości 2,5 metra bez uszkodzenia ich wzrostu. - Sąd przywołał również przepisy prawa budowlanego, z których wynika, że postawienie płotu, którego wysokość przekracza 2,2 m wymaga zgłoszenia właściwemu organowi — czytamy na portalu informacyjnym Zarządca.

Zobacz również: Sąsiedzkie kłótnie o tuje nagminnie kończą się w sądach. Wyroki są podobne

Czy kura jest zwierzęciem domowym?

Kilka lat temu część mieszkańców bloków przy ulicy Klikowskiej w Tarnowie złożyła skargę na utrzymywanie przez sąsiada kogutów, które rano piały i utrudniały im sen. Straż miejska stwierdziła, że utrzymywanie zwierząt gospodarskich w tej części miasta jest niezgodne z regulaminem utrzymania czystości i porządku. Jednak właściciel kogutów upierał się, że są to zwierzęta domowe, ponieważ traktuje je jak inni psa czy kota — wpuścił je do domu, zakładał pieluszki i spędzał z nimi czas na balkonie. Po interwencji strażników miejskich zaczął wypuszczać koguty z garażu później, aby nie przeszkadzały sąsiadom w porannym śnie.

Zobacz również: Sąsiedzkie spory, wojny i awantury. Ilu Polaków je toczy?

- Sąd, który orzekał w tej sprawie, stanął na odmiennym stanowisku i stwierdził, że to są zwierzęta o charakterze gospodarskim i nie można ich traktować na takich zasadach, na jakich traktujemy zwierzęta domowe, np. kota, psa, chomika; i że trzymanie ich w tym miejscu narusza zakaz wynikający z przepisów prawa miejscowego - przytoczył stanowisko sędziego w wypowiedzi dla PAP rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Tarnowie.


Likwidacja pasieki — bo sąsiad ma uczulenie

Sąsiedzkie spory mogą mieć bardzo poważne konsekwencje, jak stało się w przypadku pszczelarza pozwanego przez właściciela sąsiadującej z pasieką posesji. W wyroku z lipca 2016 roku Sąd Rejonowy w Suchej Beskidzkiej nakazał pszczelarzowi likwidację całej pasieki, uzasadniając swoją decyzję faktem, że jeden z sąsiadów był uczulony na jad pszczeli, a działanie pasieki zwiększało ryzyko użądlenia, co mogłoby narażać zdrowie i życie ludzi. Nie uwzględniono argumentów, że pasieka działała od wielu lat i że sąsiedzi kupowali swoje działki wiedząc o jej istnieniu. Jak informowały wówczas media, sąd uznał, że obecnie pozostawienie pasieki w okolicach nowo powstałych zabudowań mieszkalnych byłoby niekorzystne dla pszczół oraz dla małoletnich dzieci sąsiadów, które również mogłyby być narażone na ataki pszczół. 

Warto wiedzieć: Takie sztuczki stosują supermarkety. Chcą, abyśmy kupowali więcej produktów

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: sąd | sąsiedzi
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy