Reklama

Reklama

​Przewodnik po Watykanie dla czarownic

Przez wieki nękano zielarki, akuszerki, szeptuchy, oskarżając je o czary. Po pokazowych procesach prowadzono je wprost na stosy. Tortury, jakim poddawano kobiety uznane za czarownice, do dziś przyprawiają o dreszcze. Przeczytaj fragment książki "Polowanie na wiedźmy", w którym autorka opowiada o wiedźmach w Watykanie i udziale Kościoła w całym procederze.

Przewodnik po Watykanie dla czarownic

"Wiedźmowa turystyka" w Watykanie jest... skomplikowana. Już słyszę pomruki niezadowolenia. Jaki szanujący się podróżnik śladami czarownic ośmieliłby się wkroczyć do ciemnego serca organizacji, która przez swoje zgubne kaprysy i żelazne dogmaty zadała cierpienie niezliczonym osobom?

Podobnie jak w przypadku wielu historii polowań na czarownice kryje się w tym coś więcej, niż może się z pozoru wydawać. Dla śmiałków, którzy chcą przebrnąć przez wielowiekową dżunglę herezji i stanąć twarzą w twarz z instytucją, która niegdyś podsycała ogień w prześladowcach czarownic, Watykan to strefa zero.

Reklama

Wizyta w Stolicy Apostolskiej prawie każdego dnia w roku wiąże się z pewnego rodzaju bliskim kontaktem. Jest tu duszno, tłoczno i wiele razy zdarzyło mi się otrzeć o kogoś obcego w odbywającej się bez obopólnej zgody chrześcijańskiej orgii uwielbienia. Kiedy ludzi jest wyjątkowo dużo, a pewne przybytki, jak kaplica Sykstyńska, robią się przeładowane, masy pielgrzymujące przez siedzibę katolicyzmu zostają uwięzione w korytarzach.

Aby przygotować się na ścisk zwiedzających, spakowałam sobie przekąskę na pokrzepienie, zabrałam ulubiony apotropaiczny amulet dla ochrony i owinęłam się szalem, by wyglądać skromnie, a tym samym zagwarantować sobie wejście do środka.

Watykan - tak ociekający przepychem, że aż kręci się w głowie - ma wiele świetnych galerii i muzeów, ogrodów, willi, kaplic i jedną monumentalną bazylikę. W obliczu takiego wachlarza wspaniałych opcji wybór jest tylko jeden: iść na całość w pogaństwo. W przeciwieństwie do tego, co myśli większość, przedchrześcijańskie bóstwa są jawnie obecne w dużej części Watykanu - podobnie jak chrześcijańskie ikony odgrywające ważne role w neopogaństwie. (...)

Przyglądając się wspaniałym watykańskim artefaktom, nie mogłam się powstrzymać od stworzenia w pamięci listy kilku powszechnych mitów o polowaniach na czarownice i Kościele katolickim. W kwestii czarownic błędnych informacji jest naprawdę sporo.

MIT 1. Za polowania na czarownice odpowiada inkwizycja

To kuszące obarczyć polowaniami na czarownice wyłącznie Kościół katolicki, ale bez laickich - a później protestanckich - władz prześladowania maleficium pewnie rozegrałyby się zupełnie inaczej. W XII wieku zbuntowane grupy chrześcijańskie, takie jak katarzy i  waldensi, a  także żydzi i  muzułmanie zachęcili Kościół do powstrzymania herezji. Ta nowa ofensywa zainspirowała daleko idącą zmowę pomiędzy Kościołem i państwem, w wyniku czego do roku 1231 za herezję zaczęto skazywać w trybunałach eklezjastycznych tak samo surowo jak za zdradę w sądach świeckich: na karę śmierci. Wpłynęło to na powstanie inkwizycji, budzącej grozę instytucji, która do dziś kojarzy się z krzykiem torturowanych i płomieniami fanatycznych prześladowań. Inkwizycja była po prostu ręką Kościoła, która miała władzę, by prowadzić dochodzenia i  skazywać wszelkiego rodzaju heretyków - w tym czarownice.

Inkwizytorzy nie działali jednak w pojedynkę, lecz współpracowali z władzami świeckimi. Czasem stosowano ekskomunikę lub różne lżejsze kary. Ale w wielu przypadkach zasłona dymna w postaci starego dekretu Ecclesia non sitit sanguinem (Kościół nie łaknie krwi) była wykorzystywana tylko do ograniczenia odpowiedzialności za skazywanie heretyków na śmierć.

W książce Witchcraft and the Papacy Rainer Decker tłumaczy to w następujący sposób: "W kwestii formalnej to nie inkwizytorzy nakładali karę śmierci [...], [lecz] przyjmowali strategię, zgodnie z którą przekazywali podejrzanego organom świeckim z prośbą o łagodne traktowanie. Były to jednak tylko puste słowa, ponieważ władze świeckie bardzo dobrze wiedziały, czego tak naprawdę się od nich oczekuje".

Gdy byłam w Watykanie, spędziłam godziny, wyciągając szyję i robiąc zdjęcia od dołu figurom oraz freskom w górze, ale moja przewodniczka cały czas upominała mnie, żebym patrzyła w dół. Gdy weszłyśmy do sali Greckiego Krzyża, rozpłynęłam się na widok wspaniałej mozaiki przedstawiającej popiersie Ateny otoczone złotymi gwiazdami i fazami Księżyca (doskonałe miejsce do odbycia ukradkowego rytuału podczas pełni). Jakiś czas później zauważyłam kolejną piękną rzymską mozaikę, z III wieku naszej ery, na której widać Meduzę i jej imponującą grzywę z wijących się węży. Pogańska magia rzeczywiście pulsuje w tym przybytku w każdym skrawku podłogi.

MIT 2. Kościół katolicki zabił najwięcej czarownic

Choć być może inkwizycja wyznaczyła standardy dotyczące tego, jak ścigać domniemane przez nią herezje  - od wróżenia przez nekromancję po czary, pod koniec nowożytnych polowań na czarownice świeckie sądy i protestanccy duchowni prawdopodobnie mieli równie splamione krwią ręce.

Najnowsze badania wykazują, że do części najbardziej haniebnych polowań dochodziło na terenach, na których katolicy i protestanci szli łeb w łeb, konkurując o wyznawców. Jak argumentują Peter T. Leeson i Jacob W. Russ w swoim badaniu na temat prześladowań czarownic opublikowanym w "The Economic Journal": "Procesy o  czary w  Europie odzwierciedlały konkurencję pozacenową pomiędzy Kościołami katolickim i protestanckim o udział w rynku religijnym w wyznaniowo niedookreślonych częściach świata chrześcijańskiego".

Autorzy porównują ideologiczną walkę reformacji i kontrreformacji do współczesnych republikanów i demokratów w Stanach Zjednoczonych, koncentrujących aktywność kampanii wyborczej na kluczowych obszarach.

"Przez wykorzystanie powszechnej wiary w magię prześladowcy czarownic reklamowali zaangażowanie swoich marek religijnych i ich siłę w chronieniu obywateli przed doczesnymi manifestacjami szatańskiego zła, by zaskarbić sobie lojalność niezdecydowanych chrześcijan", piszą dalej.

Gdzie są zatem wiedźmy w Watykanie? (Oczywiście oprócz tych z nas, które podróżują incognito?) Choć w tym miejscu jest wiele "czarownic", najbardziej wiedźmowym dziełem sztuki nie jest żaden z wymienionych dotąd przykładów, ale freski Michała Anioła w kaplicy Sykstyńskiej. Kiedy weszłam do środka, kustosze muzeum poprosili zwiedzających o ciszę. Nie wolno robić zdjęć, więc usiadłam na podłodze i zaczęłam się wpatrywać w sufit i ściany, by nasycić się ich doskonałością. Misterny, centralny fresk w  kaplicy Sykstyńskiej, wykonany pomiędzy 1508 a 1512 rokiem, obrazuje Upadek i wygnanie z raju, w którym to antropomorficzny wąż o cechach kobiety wyciąga do Ewy lewą dłoń.

Przebiegła kusicielka, pół kobieta, pół wąż, mocno oplata drzewo figowe za pomocą grubego, różowego, umięśnionego ogona, podczas gdy Adam mierzy ją wzrokiem. Przed tą interpretacją istniało wiele obrazów przedstawiających węża z kobiecą twarzą, ale Michał Anioł obdarza diabła także piersiami, pośladkami i taflą długich włosów. Wokół krawędzi centralnego fresku znajduje się grono pogańskich dzieci, którym należy się przyjrzeć.

Michał Anioł namalował pięć Sybilli ze świata antycznego: Sybillę Perską, Sybillę Erytrejską, Sybillę Kumańską, Sybillę Libijską i mającą złą sławę grecką wieszczkę, Sybillę Delficką, która przepowiadała przyszłość podczas wojny trojańskiej i odbierała zesłane przez Apollina wizje. Jak święci i czarownice mają pewne wspólne atrybuty, tak samo jest z sybillami i czarownicami.

Jules Michelet w La Sorcière (Czarownica) napisał: Z powodu regularnie powracających fal wielkiej rozkoszy jest Sybillą; z powodu miłości magiczką. Ze względu na wysublimowaną intuicję, podstępne fortele - często fantastyczne, często dobroczynne - jest czarownicą i rzuca zaklęcia...

Na kolejnej stronie przeczytasz, czy Kościół katolicki chciał zniszczyć czarownice za wszelką cenę >>

* Więcej o książce "Polowanie na wiedźmy" przeczytasz TUTAJ.

MIT 3. Praktyki uznane za czary były odrębną formą przedchrześcijańskiej magii

Czarnoksięstwo prześladowane przez inkwizycję było mieszanką magii ludowej, magii rytualnej i nietradycyjnych praktyk chrześcijańskich, które wywodzą się z różnych epok i z czasem przeszły ewolucję. Spora część tak zwanych czarów, które praktykowano we Włoszech w późnym średniowieczu i na początku ery nowożytnej, czerpała z katolicyzmu, ale "często mijały się z oficjalną doktryną", zauważa Matteo Duni.

"Znaczna większość praktyk magicznych obejmowała elementy zapożyczone z  rytuałów kościelnych. Rzeczywiście, najpopularniejsze rodzaje magii miłosnej znane były jako »oriazoni«, czyli modlitwy, których formę i język imitowały", kontynuuje.

Czasem katolicyzm i magia tworzyły dziwnych, ale zgodnych partnerów. Popatrzyłam w stronę Sądu Ostatecznego na ścianie ołtarza naprzeciw Upadku i znalazłam się twarzą w twarz z wygrzebującymi się z najgorszego, podziemnego piekła demonami, które próbują pociągnąć ze sobą jak najwięcej osób. Nie ma tu czarownic w sensie dosłownym, ale potępieni przedstawiają zwierzęce cechy: uszy, rogi i szpony ziemskich stworzeń. Ten ograny motyw miał być wykorzystywany w opisywaniu diabelskiej wiedźmy przez cały renesans, kiedy uważano, że umie się ona zmieniać w koty, psy i inne zwierzęta lub posiada demonicznego chowańca.

Kiedy wyszłam z kaplicy Sykstyńskiej, znalazłam się tuż przy wspaniałym Behemocie, jakim jest bazylika Świętego Piotra. Grupa szwajcarskich wartowników w wymyślnych mundurach z innej epoki przemaszerowała obok mnie i mogłabym przysiąc, że przeniosłam się w czasie, gdyby nie kijki do selfie blokujące mi pole widzenia. Weszłam przez monumentalne drzwi do wnętrza bazyliki. W środku zaintrygował mnie wsparty na marmurowych filarach baldachim nad ołtarzem Świętego Piotra.

Moja przewodniczka pokazała mi w górze herb przedstawiający pełne cierpienia oblicze rodzącej kobiety, pod którą znajduje się uśmiechnięta twarz satyra. Zaproponowała mi jeszcze jedną wycieczkę - po watykańskiej nekropolii w podziemiach, w której znajdują się papieskie sarkofagi i pogańskie grobowce z I wieku naszej ery, ale odmówiłam. Musiałam sobie zostawić coś na powrót.

MIT 4. Kościół katolicki obrał sobie za cel zniszczyć czarownice za wszelką cenę

Przez średniowiecze i we wczesnej nowożytności nie było jednego wspólnego poglądu Kościoła na temat czarów i kary, na jaką zasługiwały. "W zamian istniało mnóstwo teorii i sposobów na praktyczne radzenie sobie z diabłem i magią", pisze Rainer Decker.

Wbrew powszechnym przekonaniom podczas licznych prześladowań czarownic Rzym był momentami głosem rozsądku, a nie wyłącznie żądnym krwi podżegaczem. Jak przestrzega Decker: "Nie należy mówić o polowaniach na czarownice, uogólniając je do polityki całego Kościoła katolickiego" albo dać się zwieść "»czarnej legendzie« propagowanej niegdyś przez protestanckich, oświeceniowych i liberalnych historyków".

Kościół bez wątpienia w ogromnym stopniu przyczynił się do prześladowania magii i czarów - oraz popularnego postrzegania herezji - ale jego rola w polowaniach na czarownice została wypaczona przez oszczerstwa i półprawdy. Kiedy miałam już dość rzymskokatolickiej dramaturgii, ruszyłam za hordami turystów do wyjścia przez watykański sklep z pamiątkami. Przeglądając niespiesznie złote i srebrne krucyfiksy, figurki świętych, medaliki ze świętymi i buteleczki z wodą święconą mieszczące się w kieszeni, myślałam o tym, jak wiele znanych mi czarownic zrobiłoby dobry użytek z tych rytualnych materiałów - taki sam jak moja głęboko wierząca katolicka babcia.

Ten magiczny synkretyzm to nic nowego, bo wiele oskarżonych czarownic ze średniowiecznej i wczesnonowożytnej Europy czerpało swoją materia magica z Kościoła katolickiego. Gładząc koraliki różańca, który przed chwilą kupiłam, uświadomiłam sobie, że ze wszystkich miejsc, jakie odwiedziłam we Włoszech, Watykan jest chyba najbardziej wiedźmowy. Ironia ta była tak uderzająca, że roześmiałam się na głos. Z przedchrześcijańskimi bóstwami i symboliką okultystyczną na każdym kroku oraz pogańską kryptą pod ziemią, na której leży miasto, Watykan jest wartym odwiedzenia miejscem podczas podróży śladami czarownic. Choć Kościół katolicki próbował zetrzeć wiedźmy z powierzchni ziemi, nadal żyją i mają się świetnie, ukrywając się na widoku.

* Więcej o książce "Polowanie na wiedźmy" przeczytasz TUTAJ.

Zobacz również:

Fragment książki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje