Reklama

Reklama

Przypadkowi bohaterowie

Przypadek sprawił, że John i Osman dokonali wielkich rzeczy. John pomaga seniorom, podczas gdy Osman opiekuje się zwierzętami. Historie ich życia pokazują, że czasem pozornie nieistotne zdarzenia mogą być początkiem inicjatyw zmieniających świat na lepsze.

Pomoc seniorom


John jest elektrykiem i wyremontował cały dom pewnej starszej pani, i to zupełnie za darmo. Pewnego dnia, dostał zlecenie naprawy oświetlenia w domu pewnej kobiety. Kiedy przybył pod wskazany adres zobaczył, że budynek wymaga wielu napraw, a w zasadzie pilnie potrzebuje generalnego remontu. Nie działała w nim instalacja elektryczna, przeciekał dach, z sufitu odpadał tynk, podłoga była w opłakanym stanie, a po domu biegały gryzonie.

Starsza pani nie miała ani siły, ani środków, by się tym zająć sama. Nie miała też rodziny, która mogłaby jej w tym pomóc. Gloria nie zdawała sobie sprawy, że mieszkanie w tym miejscu jest niebezpieczne. John zdecydował, iż musi zrobić coś w tej sprawie. Zebrał grupę przyjaciół i uporządkowali dom za darmo. Niestety, im więcej robili, tym więcej wychodziło rzeczy do zrobienia.

Reklama

Mężczyzna zamieścił apel w internecie, a zaczął go słowami "miła starsza pani potrzebuje pomocy". Niepodziewanie ludzie z wszystkich zakątków Stanów Zjednoczonych zaczęli deklarować chęć wsparcia seniorki z Minnesoty. Internauci w miesiąc uzbierali 150 tys. dolarów  na gruntowny remont jej domu. Dzięki ich hojności, John wraz ze swoja ekipą zmienili ruderę, w piękne, wygodne i bezpieczne miejsce otoczone malowniczym ogrodem.

Jego akcją zainteresowała się telewizja, a dostawcy nieodpłatnie podarowali wiele materiałów budowlanych. Wkrótce inni starsi ludzie zaczęli prosić o pomoc w remoncie ich domu. Jednorazowa akcja zapoczątkowała narodową kampanię pomocy seniorom. Pod nazwą "Gloria’s Gladiators" czyli "Wojownicy Glorii" profesjonaliści z wolontariuszami wykonywali remonty domów należących do starszych osób. Czasem zmienianie świata zaczyna się od jednego dobrego uczynku.

Pomoc zwierzętom

Osman Salih mieszka w Sudanie. Pewnego dnia poszedł do parku Al-Qureshi ze swoim małym synkiem. To, co tam zobaczył, nie dawało mu spokoju. Kilkanaście lwów leżało na ziemi, gdyż były zbyt słabe, by chodzić. Zwierzęta wyglądały na wygłodzone, niektóre z nich straciły 2/3 wagi. Jednej lwicy nie udało się uratować. Mężczyzna postanowił zainterweniować z tej sprawie.

Dowiedział się, że park jest w tragicznej sytuacji finansowej i nie stać go na jedzenie dla zwierząt. Osman zaproponował finansowe wsparcie, ale instytucja odrzuciła jego propozycję. Wyjaśniła, że nie ma pozwolenia na przekazanie darowizny. Sudan zmaga się nie tylko z kryzysem gospodarczym, ale i biurokracją.

Osman był zły i zawiedziony. Postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. Zrobił zdjęcia lwom i udostępnił je w internecie. Jego wpis stał się viralem w sieci. Dziesiątki tysięcy osób z USA, Europy i Azji udostępniło post oraz wpłaciło pieniądze na ratowanie 11 lwów. Zbiórka osiągnęła imponującą kwotę, za którą Osman kupił jedzenie, zorganizował wolontariuszy i zamówił plan leczenia lwów. Jego wysiłek opłacił się, bo teraz z dumą może podziwiać te majestatyczne zwierzęta przechadzające się po wybiegu.

Tutaj możesz zobaczyć, jak wygląda stan zbiórki obecnie.

Salih poszedł o krok dalej. Postanowił otworzyć schronisko dla wszystkich zwierząt, nie tylko dla lwów. Swoja rodzinną farmę przekształcił w sanktuarium dla dzikich zwierząt, które nie mogą żyć na wolności. Budowa tego wyjątkowego miejsca trwała 9 miesięcy. Trafiły tu wszystkie lwy, które uratował od głodowej śmierci.

W końcu mają dużo miejsca do biegania, zabaw i co najważniejsze, zawsze mogą najeść się do syta. W jego ośrodku mieszkają hieny, dzikie koty, małpy, jelenie, żółwie i masę innych gatunków. Choć wiele osób uważa go za bohatera, mężczyzna mówi, obowiązkiem ludzi jest ochrona zwierząt, gdyż te nie potrafią mówić i to my powinniśmy zabierać głos w ich imieniu.

Zobacz również:

 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy