Reklama

Reklama

Psie wybiegi – raj czy piekło dla właścicieli?

Decydując się na psa, bierzemy na siebie ogromną odpowiedzialność. Mogłoby się zdawać, że nawet dzieci o tym wiedzą, ale okazuje się, że nie zawsze. Na wybiegach dla psów dzieją się dantejskie sceny - pogryzienia, bójki między właścicielami i przerażający brak odpowiedzialności.

Z założenia psie wybiegi mają być miejscem socjalizacji zwierząt, przestrzenią do wspólnej zabawy oraz jednym z punktów spacerowych. Czy rzeczywiście tak jest? 

Reklama

W mediach często można natrafić na wiadomości o tragicznych finałach takich zabaw, gdzie jeden pies pogryzł drugiego na oczach spanikowanych właścicieli. Taka sytuacja miała miejsce latem 2020 roku w sąsiedztwie krakowskiego osiedla "Avia", gdzie nieopodal znajduje się mały psi park. 

Bulterier pogryzł tam o wiele mniejszego od siebie psa. Cała sytuacja została wówczas nagrana i opublikowana w sieci. Na filmie doskonale widać, że właściciel agresora, trzymającego mniejszego od siebie psa w szczękach, nie potrafił zapanować nad swoim pupilem. 

Jedna z bywalczyń wybiegów dla psów zwraca uwagę na ważną rzecz dotyczącą psów, które uczestniczyły w całej sytuacji: 

"Istotne jest, żeby nie winić psów za te zachowania, a jedynie ich właścicieli. Rasa nie ma tu nic do rzeczy, psy po prostu nie zostały poddane odpowiedniej socjalizacji we wcześniejszych latach życia i może nikt nie pochylił się wystarczająco nad ich wychowaniem..." - mówi Paula, która sama ma dużego psa, dlatego sporą uwagę przywiązuje do jego zachowania w kontaktach z innymi ludźmi i psami.


To jednak nie koniec całej sytuacji, na pogryzieniu się nie skończyło, bo mężczyzna rzucił się z pięściami na osobę nagrywającą całe zajście. Nagranie trafiło na policję, w efekcie czego 46-letni właściciel bulteriera dostał zarzuty kierowania gróźb karalnych i uszkodzenia ciała. 

Pani Aleksandra (imię zmienione), która mieszka niedaleko tego wybiegu i zawodowo zajmuje się szkoleniem psów, zaznacza, że niejednokrotnie była świadkiem  podobnych sytuacji właśnie w tym miejscu: 

"Ten sam wybieg notorycznie przez te osoby jest używany jako teren do spotkań towarzyskich przy alkoholu. Osobiście, jeszcze przed zajściem z bulterierem, wzywałam tam policję dwukrotnie. Za pierwszym razem policja przyjechała, potem już olewali sprawę. Psy osób, które uczestniczyły w ‘spotkaniach sąsiedzkich’, były agresywne i decydowałam się wzywać policję dopiero, gdy dochodziło do pogryzień, a dochodziło notorycznie. Oczywiście za akcje z policją zaczęłam być szykanowana przez uczestników tychże spotkań....". 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje