Reklama

Reklama

Skandaliczna pomyłka w żłobku. W sieci rozpętała się burza

W jednym ze żłobków w Stanach Zjednoczonych doszło do poważnego incydentu. O wszystkim opowiedziała pewna kobieta na Tik Toku, a sprawa szybko odbiła się echem w mediach. Historia ta przyprawiła o szybsze bicie serca niejednego rodzica, oddającego swoje dziecko do żłobka. W sieci pojawiło się natomiast sporo komentarzy zszokowanych internautów.

Pobyt w żłobku to dla każdego rodzica jak i dziecka niemały stres. Opiekunowie zanim oddadzą maluszka pod opiekę obcych osób, sprawdzają dokładnie opinie o placówce i bacznie przyglądają się pracownikom. Niestety nie zawsze wszystko da się przewidzieć, o czym niedawno przekonała się jedna TikTokerka.

Brianna Dunkin-Funk podzieliła się w publicznie tym, co wydarzyło się w żłobku, do którego uczęszcza dziecko jej znajomej. Ta historia prawdopodobnie zmrozi wielu rodziców - nikt nie chciałby przeżyć czegoś podobnego.

Zobacz też: Niemowlak uciekł ze żłobka. Na ulicy znalazła go rowerzystka

Reklama

Karygodna pomyłka w żłobku

Kobieta została poproszona przez koleżankę o odebranie jej najmłodszego dziecka ze żłobka i zaopiekowanie się nim, dopóki nie wróci z pracy. Co ciekawe, Brianna wcześniej nie widziała malucha, jednak zgodnie z ustaleniami pojechała do placówki, podała dane swoje oraz dziecka, następnie została skierowana do jednej z sal.

Jak opisywała na Tik Toku kobieta - w pomieszczeniu, który wyglądem pasował do opisu przekazanego przez pracownika, ponownie została poproszona o podanie imienia dziecka. Odebrała je i zgodnie z prośbą znajomej - pojechała z nim do domu.

Droga zajęła około 20 minut. Po przyjeździe Brianna zajęła się przygotowywaniem czegoś do jedzenia. Wszystko szło bardzo sprawnie i w miłej atmosferze, do momentu, gdy ze szkoły wróciło starsze dziecko i zaskoczone oznajmiło, że to nie jest jego rodzeństwo. Zdezorientowana kobieta popatrzyła wtedy na telefon i zobaczyła wiadomość od znajomej:

W tym czasie skontaktowała się z kobietą także policja. Zszokowana Brianna wyjaśniła sytuację i natychmiast pojechała odwieźć malucha z powrotem do żłobka. Jak się okazało - dziecko jej znajomej miało tak samo na imię, ale bawiło się wówczas w innym pokoju.

Czytaj także: Rasistowskie komentarze pracowniczek przedszkola. Wszystko się nagrało

Oburzeni internauci komentują

Po zdarzeniu Brianna była długo przesłuchiwana przez policję, jednak udało jej się uniknąć oskarżenia o porwanie. Incydent sprawił też, że kilku pracowników tego żłobka zwolniono. Jak później kobieta się dowiedziała, omyłkowo zabrany przez nią maluch jest dzieckiem prawnika.

Ta niewiarygodna historia okazała się mieć pozytywne zakończenie, a znajomi wciąż oddają swoje dzieci pod opiekę Brianny. Pod filmem, który kobieta zamieściła na Tik Toku pojawiło się mnóstwo komentarzy od zbulwersowanych internautów. Krytykę kierowano przede wszystkim pod adresem pracowników żłobka, którzy dopuścili tej skandalicznej sytuacji. Niektórzy zastanawiali się z kolei, jak to możliwe, że dziecko nie zareagowało w żaden sposób na obecność w obcym domu.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: żłobek | dziecko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy