Reklama

Reklama

Swatka Anna: Dla tych ludzi jestem ostatnią deską ratunku

Odkąd pamięta, łączy ludzi w pary. Od ośmiu lat zajmuje się tym zawodowo i ma na swoim koncie wiele sukcesów. Nie narzeka na brak klientów, a pandemia sprawiła, że jeszcze więcej osób zapukało do jej drzwi. Dla wielu z nich jest ostatnią deską ratunku. Kto w dzisiejszych czasach korzysta z usług swatki? W czym jej biuro bije na głowę popularne serwisy randkowe? Ile kosztuje miłość? O tajnikach swojej pracy w rozmowie z Interią opowiedziała swatka Anna Guzior-Rutyna.

Iwona Wcisło, Interia: Kto w XXI wieku, kiedy portale randkowe typu Tinder czy Badoo mamy na wyciagnięcie ręki, korzysta z usług swatki?

Reklama

Anna Guzior-Rutyna: - Ludzie, którzy mają po dziurki w nosie takich portali. Ale też tacy, którzy ze względu na wykonywany zawód czy status społeczny nie mogą sobie pozwolić na założenie konta na Tinderze. Boją się, że ktoś ich rozpozna albo padną ofiarą oszusta matrymonialnego. Dzięki mnie mogą tego uniknąć. To osoby z pierwszych stron gazet, politycy, osoby publiczne, ale też lekarze, prawnicy, biznesmeni i nauczycielki.

Nauczycielki?

- Tak. One mają ogromne problemy ze znalezieniem drugiej połówki i dlatego tak wiele z nich do mnie trafia.

Czyżby mężczyźni bali się nauczycielek?

- I to jak! Panowie stereotypowo postrzegają je jako przemądrzałe i znerwicowane. Uważają, że za bardzo matkują, rządzą się i wywyższają. Wielu ma też uraz z dzieciństwa, bo mieli w szkole nauczycielkę, której nie znosili. A jeśli ktoś ma nauczycielkę w rodzinie, to już nawet nie chce słyszeć o kobiecie, która wykonuje taki zawód. Podobnie, gdy była nią pierwsza żona. Na początku śmiałam się z tych stereotypów, ale panowie naprawdę się ich boją. Jakby tego było mało, nauczycielki nie mogą sobie po prostu założyć konta na portalu randkowym, bo mógłby je tam zobaczyć na przykład jakiś rodzic. U mnie mają zapewnioną dyskrecję i staram się im wszystkim pomóc.

Jakie inne zawody znajdują się na "czarnej liście"?

- Panie bardzo boją się policjantów, ponieważ uważają, że oni piją i biją. Unikają też instruktorów nauki jazdy, bo twierdzą, że zdradzają. To może się wydawać śmieszne, ale kiedy mam łączyć tych ludzi w pary, to często muszę się bardzo nagimnastykować z powodu uprzedzeń i stereotypów.

- Miałam kiedyś klientkę, której przesyłałam wiele ofert, ale ona z nikim nie chciała się spotkać. W końcu wyszło na jaw, że to z powodu ciemnych oczu. Jej były ciemnooki partner źle ją potraktował, dlatego unikała takich mężczyzn. Przegadałam z nią ten temat i umówiłam na randkę z Markiem. Są ze sobą do dziś, mimo że on ma ciemne oczy. Gdybym nie wpadła na to, w czym tkwi problem, mogłaby ją ominąć taka szansa. Inny przykład: wysyłam klientowi ofertę, w której wszystko się zgadza i wiem, że do siebie pasują. Ale ona ma na imię Grażyna, a on ma siostrę o takim imieniu i jej nie lubi, dlatego nie chce żadnej Grażyny. I co ja w takiej sytuacji mogę zrobić?

Kto jeszcze jest pani klientem?

- Wierzę, że w tego typu miejscach można spotkać miłość, ale dużo osób szuka tam jedynie seksu. Niektórzy zdradzają albo chcą się dowartościować czyimś kosztem. A druga strona tylko marnuje swój czas i naraża się na cierpienie. Wiele z moich klientek to, jak je żartobliwie nazywam, "ryczące czterdziestki", czyli kobiety, które dopiero w dojrzałym wieku zapragnęły założyć rodzinę i mieć dzieci. I niekoniecznie z tego powodu, że poświęciły młode lata na robienie kariery. Wiele z nich latami było zwodzone przez partnera, który ostatecznie nie zdecydował się na poważny związek. Sporą grupę stanowią też rozwodnicy i rozwódki oraz wdowcy i wdowy.

Podsumowując, do swatki zgłaszają się osoby, które wypróbowały już wszystkie dostępne opcje, takie, które chcą sobie ułożyć życie po rozwodzie lub śmierci partnera, oraz takie, którym zależy na dyskrecji?

- Tak, ale jest też grupa osób, którym po prostu imponuje fakt, że zajmuje się nimi ekspert. Wierzą w moją intuicję oraz doświadczenie. W branży działam już osiem lat, napisałam pięć poradników, a do tego sama od 15 lat jestem w szczęśliwym związku, w tym 13 lat po ślubie. To moje drugie małżeństwo, ale dzięki temu lepiej rozumiem rozwódki i rozwodników. Swoim życiem udowadniam, że warto spróbować jeszcze raz.

- W biurze mam również osoby niepełnosprawne, którym trudniej jest znaleźć partnera. Z moją pomocą często to się udaje. W takich przypadkach działam jednak nieco inaczej. Nie zaczynam od przedstawiania im kandydatów, tylko odwrotnie - najpierw pytam innych klientów, czy są zainteresowani taką ofertą, informując o sytuacji i chorobie. I dopiero, kiedy ktoś wyrazi zainteresowanie, przesyłam jego ofertę niepełnosprawnej osobie. Dzięki temu nie narażam jej na przeżywanie odmowy.

W jakim wieku są pani klienci i klientki?

- W biurze mam oferty osób w wieku od 22 do 87 lat, ale największa grupa moich klientów, to ludzie z przedziału 30-55 lat. Osiem lat temu najwięcej miałam emerytów, ale to dlatego, że zaczynałam pracę w roli swatki od organizowania wieczorków zapoznawczych. Przyjeżdżali na nie ludzie z całej Polski, głównie starsi. Dziś ten przedział wiekowy jest inny.

Czym swatka wygrywa z portalami randkowymi?

- Na randce z portalu musimy wierzyć w to, co mówi druga osoba i jej zaufać. Nie mamy pewności kim jest, ani czy rzeczywiście jest nami zainteresowana. A jeśli ktoś korzysta z moich usług, to mogę to łatwo sprawdzić. Przed przyjęciem oferty do biura każdy jest weryfikowany, a po randce dzwonię do każdej ze stron i badam sytuację. Kobieta może być zachwycona po spotkaniu i robić sobie nadzieję, bo on się do niej uśmiechał. Ale kiedy taki klient prosi mnie o kolejne oferty, to wiem, że nic z tego nie będzie i delikatnie mówię jej, że szukamy dalej. Dzięki temu kobieta nie traci czasu.

Tak sobie myślę, że na pierwszej randce nie o wszystko wypada pytać, a swatka może nas w tym wyręczyć.

- Ma pani rację. Na pierwszej randce nie pyta się przecież o chęć posiadania dzieci czy wiarę, a ja nie muszę być taka taktowna, kiedy przeprowadzam wywiad z klientem. To ważne sprawy, w których trudno o kompromis, dlatego staram się łączyć ludzi o podobnych oczekiwaniach. Dla wielu osób ważny jest również ślub kościelny, a dla innych znalezienie kogoś z tego samego miasta, bo przeprowadzka nie wchodzi w grę.

- Kiedy pytam klientów o wymagania, to często zdarza mi się sprowadzać ich na ziemię. Jeśli dajmy na to kobieta o wzroście 158 cm, szuka mężczyzny, który musi mieć dokładnie 182 cm, to czasem podsuwam jej mężczyznę, który ma 179 cm. Bo z tych paru centymetrów naprawdę możemy zrezygnować - w końcu biuro matrymonialne to nie sklep.

A co jeśli w bazie nie ma odpowiedniej osoby?

- Oczywiście w pierwszej kolejności korzystam z bazy, która stale się rozrasta, bo przychodzą nowi klienci. Ale też sporo rozmawiam z różnymi ludźmi i jeśli gdzieś spotykam mężczyznę, który pasuje do mojej klientki, to przechodzę do działania. Wiem, dokąd się udać, gdy muszę znaleźć lekarza, a dokąd, gdy potrzebny jest prawnik. Mam swoje metody, ale nie chcę ich zdradzać.

Wyobraźmy sobie, że szukam drugiej połówki. Jak wyglądałaby moja pierwsza wizyta u swatki Anny?

- Jeśli wybierze pani wizytę w biurze, bo możemy też umówić się na rozmowę online, to spotykamy się z zachowaniem wszystkich zasad bezpieczeństwa, przedstawiam pani pakiety i podpisujemy umowę.

Jakie pakiety mam do wyboru?

- Najtańszy jest pakiet indywidualny, którego cena zaczyna się od 500 zł za pół roku i daje gwarancję minimum sześciu kontaktów, czyli sześciu propozycji randek za zgodą obu stron. W tym pakiecie moja rola ogranicza się do przesyłania ofert - nie ma tu dodatkowej opieki. Kolejny jest pakiet Komfort, za który trzeba zapłacić od 1100 zł za pół roku z gwarancją minimum 18 kontaktów. Tu zapewniona jest większa dyskrecja i anonimowość, ponieważ zdjęcie udostępniane jest tylko wybranym osobom. Usługi VIP, kiedy jako swatka opiekuję się klientem, zaczynają się od 5 tys. zł za rok i obejmują minimum 36 kontaktów. To właśnie z tego pakietu korzystają osoby publiczne oraz prawnicy czy lekarze.

- Staram się, aby regulamin moich usług był korzystny dla obu stron - dlatego w każdej umowie jest określona liczba kontaktów. Zdarza się, że kontrakt się kończy, a ja bezpłatnie nadal opiekuję się klientem, dopóki nie wywiąże się ze swoich zobowiązań. Ja łatwo się nie poddaję i walczę do końca - pod warunkiem, że klient mi na to pozwoli.

Rozumiem. Wróćmy zatem do naszego spotkania.

- Po wybraniu pakietu i podpisaniu umowy, przychodzi czas na wypełnienie ankiety, którą wspólnie omawiamy. Pytam o przeszłość, dlaczego jest pani sama, a jeśli była pani w związku, to dlaczego on się rozpadł. Wypytuję o zawód, zainteresowania i ulubione formy spędzania wolnego czasu. Ważne są również pani oczekiwania wobec partnera - tu być może sprowadzam panią trochę na ziemię (śmiech). Jeśli usłyszę, że tylko wyższe wykształcenie wchodzi w grę, to dopytuję, czy ewentualnie możemy brać pod uwagę również średnie. Nikogo do niczego nie zmuszam, tylko nie chcę komuś dawać złudnej nadziei, że uda mi się znaleźć dokładnie taką osobę. Jeśli ktoś ma wysokie wymagania i nie chce iść na kompromis, to musi liczyć się z tym, że dłużej poczeka.

Czy pyta pani również o bardziej intymne sprawy, takie jak seks?

- Pytam, ponieważ uważam, że nie kupuje się kota w worku i o pewnych sprawach trzeba porozmawiać wcześniej. Ludzie powinni być dopasowani również pod kątem temperamentu seksualnego.

Tylko czy klienci są szczerzy? W końcu to dość intymna i wrażliwa sfera.

- Ja za bardzo nie wchodzę w intymne szczegóły. Najbardziej interesuje mnie, czy ktoś jest sprawny seksualnie i jakie ma w tym obszarze potrzeby. Z mojego doświadczenia wynika, że ci którzy mają problemy, przyznają się do nich. Ta wiedza jest tylko dla mnie i nie zdradzam jej innym klientom. W tym wszystkim chodzi po prostu o to, żeby zaoszczędzić ludziom nieporozumień, jakie mogą się pojawić, gdy na przykład pan z problemami trafi na panią o dużych potrzebach.

Na kolejnej stronie dowiesz się wszystkiego o klientach VIP >>


Dowiedz się więcej na temat: portal randkowy | swatanie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje