Reklama

Reklama

Szokujący wykład na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym

Studenci i studentki pielęgniarstwa Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego są zszokowani po słowach, które usłyszeli na wykładzie z socjologii. "Gazeta Wyborcza" donosi, że prowadzący zajęcia mówił m.in., że "homoseksualizm to nerwica" oraz że "antykoncepcja powoduje bezpłodność".

Wykład, który zszokował studentów i studentki Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego dotyczył zajęć z socjologii na wydziale pielęgniarstwa. Studentki przyznały, że prowadzący głosił swoje prywatne, kontrowersyjne poglądy, które nie są zgodne według ich opinii z obecną wiedzą medyczną.

"Homoseksualizm to nerwica"

Prowadzący zajęcia dr Rafał Maciąg podczas wykładu miał stwierdzić, że "homoseksualizm to nerwica" oraz, że "lobby homoseksualne w Amerykańskim Towarzystwie Psychiatrycznym doprowadziło do wykreślenia homoseksualizmu z listy chorób i że to samo lobby miało wpłynąć na uznanie homoseksualności za jedną z orientacji psychoseksualnych przez Światową Organizację Zdrowia". Zdaniem studentek wykładowca powoływał się na podręcznik do socjologii zdrowia, który został wydany ponad 25 lat temu.

Reklama

Odniesienia do prawa aborcyjnego

Szokujące poglądy dotyczące orientacji seksualnej nie były jednak jedynymi z kontrowersyjnych stwierdzeń, które padły podczas wykładu. Dr Rafał Maciąg miał odnieść się również do pozytywnych jego zdaniem konsekwencji nowego prawa aborcyjnego:

- cytują studentki.

Wykładowca zdaniem studentek głosił też swoje prywatne poglądy dotyczące Strajku Kobiet. W jego kontekście miał powiedzieć, że "miejsce kobiety jest w kuchni" i że "kobieta nawet w nieudanym związku jest szczęśliwsza od kobiety, która nie ma partnera, a badania wskazują, że kobiety zamężne mniej się stresują". Dodał też, że "stosowanie antykoncepcji powoduje bezpłodność".

Reakcje na słowa wykładowcy

Studentki podkreślają, że w trakcie wykładu reagowały na szokujące słowa wykładowcy. - Gdy powiedzieliśmy, że osoby nieheteronormatywne mogą otrzymać wsparcie seksuologa, stwierdził, że w głowie nam seksualność, bo w takim jesteśmy wieku - zrelacjonowały studentki. 

Po pomoc w sprawie zgłosiły się do samorządu studenckiego. Ten jednak odesłał je do samorządu Wydziału Nauk o Zdrowiu. W tym przypadku również spotkały się z brakiem reakcji, dlatego postanowiły wyjść ze sprawą poza uczelnię.

W sprawę zaangażował się jednak Robert Biedroń, który wysłał list do rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Napisał w nim m.in., że "przekazywanie tego rodzaju treści na uczelni medycznej to rzecz trudna do wyobrażenia i niesłychanie szkodliwa".

Do sprawy odniosła się rzeczniczka WUM Marta Wojtach. Zapowiedziała, że "W toku wyjaśnień konieczne jest wysłuchanie obu stron: wykładowcy i studentów. Poinformujemy o wynikach działań w tej sprawie".

Przeczytaj również: 

Dwie głowy, jedno ciało. Jak dziś żyją bliźniaczki syjamskie?

Święta państwowe w Polsce. Które z nich są wolne od pracy?

Błędne koło wychowania. Jak nie wpaść w pułapkę?

Zobacz również: 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy