Reklama

Reklama

Tabliczka ouija: Niewinna zabawa otworzyła wrota do piekieł?

Wielu ludzi, którzy zostali opętani, sami sprowadzili na siebie ten los. Historia Stacy Collins nastolatki z New Hampshire może być zarówno przykładem takiego wydarzenia, opowieścią z dreszczykiem, jak i przestrogą dla wszystkich, którzy uprawiają "niewinne" zabawy z okultyzmem. Szczegóły historii Stacy zostały opisane w książce Ed i Lorraine Warrenów, którzy samych siebie określali mianem "parapsychicznych detektywów".

Stacy nie wyróżniała się niczym na tle swoich równolatków. Jak większość znudzonej licealnej młodzieży wolny czas spędzała w centrum handlowym, popijając gazowane napoje i zwiedzając sklepy. Pewnego dnia, podczas takiej leniwej eskapady, trafiła na nowootwarty sklep ze starzyzną. Wiedziona nieznanym przeczuciem wypatrzyła od razu wśród innych towarów starą tabliczkę ouija.

Ouija to rodzaj planszy lub tabliczki, na której nadrukowano znaki alfabetu i proste zwroty, takie jak "tak" lub "nie". Tego rodzaju akcesorium używane jest od dawna w trakcie seansów spirytystycznych, by ułatwić nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych. Osoba przy tabliczce "dostraja się" niejako do ducha, który kieruje jej dłonią przesuwającą po tabliczce specjalny wskaźnik - dzięki temu zmarły może przekazywać komunikaty uczestnikom seansu. Tak to wygląda przynajmniej w teorii.

Reklama

Stacy Collins za niewielką kwotę szybko nabyła tę okultystyczną zabawkę. Negocjacje były krótkie, gdyż właścicielka sklepu wyraźnie chciała szybko pozbyć się tego towaru. Nastolatka wróciła z nowym zakupem do domu, by go wypróbować. Tym samym postawiła pierwszy krok w drodze do przyszłych koszmarnych przeżyć.     

Głosy w ścianach

Po trzech miesiącach samotnych eksperymentów z wykorzystaniem tabliczki ouija Stacy na wspólny seans zaprosiła swoją przyjaciółkę Jenny Brooks. To spotkanie zakończyło się bardzo szybko w niemiłej atmosferze. Jenny, choć była bardzo sceptyczna wobec sił nadprzyrodzonych, mogła przysiąc, że w trakcie spotkania słyszała dziwne głosy, drapanie i szmery dochodzące z wnętrza ściany pokoju Stacy. W pewnym momencie przerażona dziewczyna poradziła przyjaciółce, by pozbyła się jak najszybciej starej tabliczki, a sama - nie mogąc wytrzymać narastającego w niej panicznego strachu - prawie wybiegła z domu Collinsów. Stacy jednak nie posłuchała jej rady.

Kryzys się pogłębia

W czasie kolejnych tygodni Stacy, choć zawsze cieszyła się zdrowym apetytem, prawie zupełnie przestała jeść. Stała się wychudzona, a jej oczy straciły wcześniejszy blask. Większość czasu spędzała zamknięta w swoim pokoju. Rodzina, przyjaciele i nauczyciele bez rezultatu starali się zdiagnozować problem gnębiący nastolatkę. Niedługo później matka Stacy po raz pierwszy usłyszała dziwne i niepokojące odgłosy dochodzące z pokoju córki. Mogła przysiąc, że takie dźwięki może wydawać jedynie para uprawiająca seks. Była pewna, że Stacy w jakiś sposób przemyciła na teren domu partnera. Gdy jednak bez zapowiedzi weszła do pokoju córki, zastała ją leżącą na łóżku ze słuchawkami na uszach, słuchającą muzyki - całkiem samą. Równocześnie w ułamku sekundy odgłosy się urwały.

Matka i ojciec Stacy zdali sobie sprawę z tego, że za dziwnym zachowaniem córki może stać jej niezdrowa ekscytacja eksperymentami z okultystyczną planszą. Jednak próby odebrania córce tabliczki ouija natychmiast doprowadziły do eskalacji przemocy i wybuchu histerii. Chuda nastolatka, gdy jej ojciec chciał siłą odebrać jej tabliczkę, złapała go mocno i z nienaturalną siłą uderzyła tym rosłym mężczyzną o ścianę.

Po tym wydarzeniu Collinsowie popadli w zupełne odrętwienie i nie wiedzieli jakie podjąć dalsze kroki, by ratować swoją Stacy. Sytuacja pogarszała się z tygodnia na tydzień, dźwięki ekstazy seksualnej dochodzące z pokoju dziewczyny stały się tak głośne, że było je słychać w całym domu, a ona sama stała się osobą wpadającą w furię lub płacz bez widocznego powodu, wszyscy domownicy słyszeli też odgłosy drapania dochodzące z wnętrza ścian.  Wzywani kolejno pastor, ksiądz i psychiatra okazali się bezradni.

W końcu Stacy Collins została zabrana do szpitala psychiatrycznego. Wtedy też jej matka skontaktowała się z małżeństwem Warrenów - znanych w całym kraju duetem demonologów i "parapsychicznych detektywów".

Egzorcyzm może ją uratować?

Dlatego też Warrenowie zdecydowali się pojechać do New Hampshire w towarzystwie zaprzyjaźnionego księdza ojca Martinsa, by zbadać dokładnie sprawę Stacy. Sytuacja na miejscu okazała się gorsza, niż początkowo zakładali.

"Chociaż została hospitalizowana i podano jej kilka różnych leków uspokajających, Stacy nie wyciszyła się w najmniejszym stopniu. Nadal miała ataki wściekłości i nadal konsultowała się z tą swoją tablicą ouija... to nas wprawiało w największą konsternację. Stacy jakimś cudem zdołała przemycić ją do szpitala. Nie mamy pojęcia, jak to zrobiła, ale późno w nocy do jej pokoju wszedł opiekun i w świetle księżyca zobaczył, jak siedzi na łóżku, nad tablicą" - mówiła matka dziewczyny. 

Pani Collins wyznała również, że pewnego dnia osobiście widziała w domu czarny kształt przesuwający się korytarzem w stronę pokoju córki. Wydawał się jej zbudowany z czarnej mgły.

"Powiedziała nam, że eksperymenty Stacy znacznie wykroczyły poza tablicę ouija. Ona i jej znajomi kupowali książki poświęcone magii i wypróbowali wiele klątw i rytuałów, które w niej znaleźli. Stacy była w znacznie głębszym kontakcie z nadprzyrodzonym, niż przekazała nam jej matka" - dodaje Ed Warren.

Warrenowie i ojciec Martins nabrali przekonania, że mają do czynienia z opętaniem przez demona. Doradzili rodzicom Stacy jak najszybsze przeprowadzenie egzorcyzmu.

Ojciec Martins otrzymał zgodę miejscowej parafii na przeprowadzenie obrządku wygnania złego ducha. Egzorcyzm trwał długo i był wyjątkowo wyczerpujący. Po jego zakończeniu ksiądz chwiał się na nogach.     

"Większość ludzi nie ma świadomości, jak brutalna może stać się ta ceremonia. Demon opętał ciało i duszę i wcale nie chce ich opuścić. Stacy wyglądała, jakby ktoś do niej strzelał niewidzialnymi kulami. Wiła się na łóżku. Czasami jej krzyki brzmiały jak ekstaza seksualna, a czasami były to wrzaski czystego bólu" - opisywała Lorraine Warren.

Przyniósł jednak oczekiwany skutek - po czterech dniach od zakończenia ceremonii Stacy opuściła szpital psychiatryczny i wróciła do domu. Znów przypomniała samą siebie sprzed feralnych wydarzeń - kochająca, opiekuńcza i grzeczna córka.

Historia ta nie ma jednak dobrego zakończenia. Warrenowie twierdzą, że Stacy wciąż ma nawroty dziwnego zachowania, a demon odwiedza ją regularnie raz na jakiś czas. Oficjalnie zdiagnozowano u niej chorobę psychiczną, a kolejne egzorcyzmy nie zostały już nigdy przeprowadzone.

***

Zobacz również:

Agnieszka Pilchowa: Polka, która widziała więcej

Niezwykła historia związku jasnowidza z Człuchowa

Morderstwo zapisane w ścianie

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy