Reklama

Reklama

Tajemnicze kręgi na polskich ulicach. Mają nas zawstydzić

Już nie tylko dzieci sięgają po kolorową kredę. Dla uczestników akcji "Chalk of Shame" to oręż w walce z zanieczyszczaniem środowiska. Porzuconego opakowania po chipsach czy plastikowej butelki trudno nie zauważyć. Ten maleńki, ale równie groźny odpad, nie jest aż tak dobrze widoczny. A okazuje się nawet bardziej toksyczny.

Jak to zwykle bywa, zaczęło się niepozornie i od jednego człowieka, który postanowił zwrócić uwagę na powszechnie ignorowany problem. Szybko znalazł jednak naśladowców, a temat trafił na czołówki mediów. Jednorazowa inicjatywa przemieniła się w zmasowaną akcję. Jej efekty możemy oglądać na ulicach kolejnych polskich miast.

Najpierw był Poznań. Pochodzący ze Stanów Zjednoczonych Patrick Perrigue, doktor Instytutu Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk, rozpoczął na polskim gruncie kampanię "Chalk of Shame", czyli "Kredy wstydu". Wystarczyło trochę samozaparcia i nieco zapomniany przedmiot ze sklepu papierniczego. Na chodnikach zaroiło się od kolorowych kręgów.

Reklama

Ich umiejscowienie nie jest przypadkowe. Każde oznaczenie to kolejny porzucony niedopałek papierosa.

"Pety" są porzucane dosłownie wszędzie i choć wielu rażą, zazwyczaj staramy się ich nie zauważać. Zamiast trafiać do popielniczek, a następnie pojemników na śmieci, wyścielają nasze ulice, trawniki i ścieżki. Oczywiście nie wzięły się tam znikąd, a odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponoszą wyłącznie palacze.

Ten drobny odpad, ze względu na swoje wymiary, wydaje się niewielkim problemem dla środowiska. Kiedy jednak zdamy sobie sprawę, że każdego roku na świecie powstaje nawet pięć bilionów niedopałków, sprawa robi się o wiele bardziej poważna. Zwłaszcza wtedy, gdy zdamy sobie sprawę, czym tak naprawdę są.

Wbrew pozorom, to nie jest tylko papierek, który za chwilę samoczynnie się rozłoży.

Tworzywem w tym przypadku jest octan celulozy, który potrzebuje od dwóch do nawet 10 lat, aby zniknąć z powierzchni ziemi. W tym czasie ulega rozpadowi i tak powstaje równie groźny dla ekosystemu mikroplastik. Niewidoczne gołym okiem cząsteczki przenikają do wody, a wkrótce także wszystkich organizmów żywych.

Filtr z papierosa ma za zadanie gromadzić w sobie najbardziej toksyczne substancje z dymu. Niektóre rzeczywiście w nim pozostają. Porzucony na ulicy niedopałek zaczyna uwalniać je do środowiska, co może skutkować skażeniem. Ale to wciąż nie wszystko, bo każdy "pet" może być także chorobotwórczą bombą.

Wszystko przez wirusy i bakterie obecne w organizmie palacza. Te mogą się w łatwy sposób rozprzestrzeniać.

Czy kolorowe okręgi zwracające uwagę na porzucony niedopałek to rozwiązanie problemu? Oczywiście nie, bo najlepiej byłoby nauczyć palaczy odpowiedzialnego zachowania. To sposób na lekceważące podejście do tematu. Walające się pod nogami "pety" mało kto dziś zauważa, a w takiej oprawie trudno przejść obok nich obojętnie.

To akcja o międzynarodowym zasięgu, na co najlepszym dowodem jest hashtag #ChalkOfShame w mediach społecznościowych. Znajdziemy pod nim zdjęcia wykonane przez aktywistów z całego świata. Zaznaczone w ten sposób śmieci są lepiej widoczne, a przy okazji mogą wskazać miejsca, gdzie brakuje kosza.

A co najbardziej istotne – mają wywołać poczucie wstydu. Pokazać winowajcy: widzimy, co zrobiłeś i mamy tego serdecznie dość.

***
Zobacz także:

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: niedopałki | zanieczyszczenie środowiska | akcja społeczna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje