Reklama

Reklama

Tupot mew o pokład statku

Zawsze był luksusowy, międzynarodowy i pełen znanych twarzy. Wiele się na nim działo i dlatego nawet zagrał w powojennych filmach.

Gdy o poranku Wojciech Młynarski wyszedł na pokład statku "Batory", zobaczył Wiesława Gołasa mówiącego dowcip o człowieku, który miał tak wielkiego kaca, że przeszkadzały mu nawet kroki kota. Na statku kotów nie było, za to biegały mewy i to one właśnie drażniły Gołasa. Młynarski aluzję pojął w lot, zszedł więc do kajuty i napisał słowa piosenki "Tupot białych mew". Stała się hitem, choć tylko wtajemniczeni wiedzieli, że piosenka o kacu po nocnej imprezie powstała właśnie na "Batorym".

Reklama

Statek wodowano jeszcze przed wojną. W 1936 roku ruszył w pierwszą podróż do Nowego Jorku. Miał dwa pochylone kominy i siedem pokładów. Poruszał się z prędkością 35 km/h, prezentował się okazale. Miał palarnię, werandę widokową z wiklinowymi meblami, czytelnię, bar, wielki salon z parkietem do tańca i ołtarzem, który odsłaniano na czas mszy. Był na nim basen, szpital i sala gimnastyczna.

Goście jedli śniadanie między 8.00, a 9.00, potem był lunch, podwieczorek, a o 19.00 posiłek na ciepło. Menu było na światowym poziomie, towarzystwo też. Dziennikarz Melchior Wańkowicz bardzo polubił tutejszy bar z alkoholem. Po jednej z dłuższych wizyt w tym miejscu wszedł na maszt i długo nie mógł zejść. Morze solidnie bujało, panikował, a wystający brzuch utrudniał mu manewry. Spędził na górze kilka godzin.

W czasie wojny "Batory" przewoził żołnierzy i uchodźców, ale potem znów przerobiono go na pasażerski. Wrócił do Polski w 1947 roku. Kierował nim wówczas kapitan Jan Ćwikliński. Przez dziesięć lat jednostka pływała pod jego dowództwem. W 1949 roku z rejsu do Nowego Jorku nie wróciło 24 członków załogi. Sam Ćwiklinski poprosił o azyl z Anglii w 1953 roku, zostawiając w kraju rodzinę i była to najsłynniejsza ucieczka na Zachód w tym czasie. Za to największa nastąpiła cztery lata później, kiedy z portu w Kopenhadze nie wróciło 70 osób.

Statek nadal pływał w trasy międzynarodowe, ale gości staranniej sprawdzano i ograniczono wydawanie paszportów na rejs. Na pokładzie spotykała się elita polityczna i artystyczna PRL. - Podróż na "Batorym" ma tę jedną złą stronę, że za krótko trwa - wpisał się do księgi pamiątkowej Stanisław Dygat.

Rejsy trwały około 10 dni, ale czas szybko płynął. Program artystyczny zapewniały zakontraktowani artyści. Śpiewali na nim: Alibabki, zespół Mazowsze, Tercet Egzotyczny, Skaldowie, Anna German, Jerzy Połomski, występował Kabaret Dudek. Barmani uwielbiali artystów, po występach nie szczędzili im drinków.

Sam statek inspirował reżyserów i grał w kilku filmach m.in w "Jadą goście jadą", "Żonie dla Australijczyka" i komedii "Kochaj, albo rzuć". Przez 36 lat opłynął cały świat. W 1970 roku sprzedano go na złom.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje