Reklama

Reklama

Wspomnienia ze studniówek. Tak zmieniały się bale maturzystów na przestrzeni lat

Styczeń to czas, w którym rozpoczynają się długo wyczekiwane przez maturzystów studniówki. Na 100 dni przed maturą bawią się i zapominają o przyswajaniu materiału do egzaminu dojrzałości. Nie da się ukryć, że na przestrzeni lat organizacja balu maturzystów zmieniła się niemal całkowicie. Od stylizacji i fryzur aż po muzykę. Oto kilka wspomnień, które dokładnie ukazują zarówno obecne studniówki, jak i te sprzed ponad 20 lat.

Studniówki obecnie

Studniówka do dla wielu maturzystów ogromne wydarzenie. To bal, którego organizacja wymaga sporego nakładu czasu i pieniędzy. Do tego dochodzi wybieranie idealnych sukni oraz garniturów, a także fryzur oraz makijaży. 

O ile lata temu stroje studniówkowe również były ważnym elementem, o tyle nie było mowy o tak wystawnych kreacjach jak obecnie. Ponad 20-30 lat temu najczęściej można się było spotkać z czarno-białymi stylizacjami, które przypominały stroje na szkolne przedstawienie. W grę wchodziły koszule oraz spódnice lub zwykłe, proste sukienki. Dziś pojawiają się długie, wieczorowe suknie szyte na miarę w różnych kolorach. Od czerni, po czerwienie, róże i fiolety. O tym, jak wygląda studniówka obecnie, opowiedziała Aleksandra. 

"Miałam studniówkę w 2016 roku. Panował wtedy zwyczaj na ustalenie motywu przewodniego imprezy - u nas maski karnawałowe rodem z Wenecji i... szejkowie z Dubaju. Nie mam pojęcia dlaczego, wydawało nam się, że będzie super, a w klasie miałyśmy tylko pięciu chłopaków, więc to oni odgrywali te role. Wszędzie było pełno sztucznych pieniędzy i co chwilę pojawiała się główna piosenka - "Ona czuje we mnie piniądz". Grał DJ, lokal rezerwowaliśmy chyba z dwa lata wcześniej. Był fotograf i kamerzysta. Założyłyśmy wtedy, że wszystko musi być na najwyższym poziomie. Niemal wszystkie byłyśmy w długich, ciemnych sukienkach, chyba taki wtedy był boom. Moją szyła mama, ale o matko!, ile było szukania i wybierania tej idealnej! I obowiązkowo - zrobione paznokcie, pełny makijaż i włosy prosto od fryzjera. Nie chcę nawet myśleć, ile nasi rodzice za to zapłacili...".

Reklama

O kosztach studniówki opowiedziała nam również Estera, która na swoim balu bawiła się w 2018 roku. Wspomniała, że temat organizacji pojawił się już w 1 klasie technikum, czyli kilka lat wcześniej. Wówczas największym problemem było podjęcie decyzji, czy lepszym wyborem będzie DJ, czy może zespół regionalny. 

"Studniówka miała miejsce w domu weselnym. Wyglądała jak wesele i podobnie kosztowała. Za parę trzeba było zapłacić około 700 zł, co pięć lat temu, dla osiemnastolatki (a raczej jej rodziców) było sporym wydatkiem. Ja sama nie miałam aż tak ogromnych chęci na zabawę studniówkową, więc gdyby nie było mnie na nią stać, po prostu nie poszłabym. Kilka miesięcy wcześniej zaczęłam jednak dorabiać, więc pozwoliłam sobie na taki wydatek. Ale nie każdego było na to stać, większość nie pracowała, więc rodzice musieli mocno zaciskać pasa".

To jednak nie wszystkie koszty organizacji. Estera podzieliła się wspomnieniami dotyczącymi dalszych przygotowań. Okazuje się, że jej portfel odczuł zbliżającą się studniówkę.

"Wydatki nie kończyły się na samej studniówce, szczególnie w przypadku dziewczyn. Wiele z nich miało szyte sukienki, a jeśli nie, to standardem była kreacja za minimum 200-300 zł, co te parę lat temu było znacznie wyższą kwotą, niż dziś. Ja moją sukienkę kupiłam za 40 zł w jednym z chińskich sklepów wysyłkowych. Nie chciałam przepłacać za stroje, ale musiałam wydać kilkaset złotych na garnitur dla partnera, bo go po prostu nie miał. Sama studniówka była dla mnie jak zwykła impreza - nie byłam szczególnie związana z moją klasą, wręcz za nią nie przepadałam, więc na studniówce czułam się trochę jak na weselu dalszej kuzynki. Czy wspominam studniówkę dobrze? Tak, ale w mojej pamięci wyraźniej zaznaczyły się wszystkie przygotowania do niej, niż sama impreza".

Swoimi wspomnieniami podzielił się z nami Sebastian. Okazuje się, że dziewięć lat temu koszty studniówki również nie należały do najniższych, a wybranie idealnej kreacji było jedną z najważniejszych kwestii. 

"Styczeń roku 2014. Długi czas oczekiwań, ale i sporo emocji towarzyszących studniówce, na którą wielu z nas wtedy czekało. Wyjazd do wykwintnej sali, znajdującej się 30 kilometrów od naszego miasta spowodował, że niektórzy młodociani uczestnicy po dotarciu na miejsce potrzebowali chwili, by dojść do siebie po intensywnej "pracy" w autobusie. Na miejscu czekał na nas DJ, fotograf oraz szykownie przygotowana sala. Przedstawicielki płci żeńskiej miały na sobie gustowne suknie, z kolei panowie prześcigali się ze sobą w wyścigu o najładniejszy garnitur. Przez całą imprezę parkiet był mocno oblegany przez licealistów, a co poniektórzy zakładali się ze sobą, który z nich zaprosi do tańca znienawidzoną panią nauczycielkę. Alkohol lał się strumieniami, a w okolicach północy można było dostrzec coraz większą liczbę osób zmęczonych trudami imprezy. Całość jak na tamte czasy sporo kosztowała, wszakże lokal do najtańszych nie należał, ale kto się wtedy tym przejmował, kiedy do kieszeni sięgali rodzice".

Zobacz także: Studniówka w PRL. Tak się bawiliśmy! [ZDJĘCIA]

Jak wyglądały studniówki ponad 20 lat temu?

Z kolei historia Agnieszki pokazuje, jak wyglądały bale maturzystów w latach 90. Widać, że wówczas panowały zupełnie inne zwyczaje i chociaż każdy chciał się prezentować jak najlepiej, podejście do stylizacji i makijażu było zupełnie inne. 

"Na mojej pierwszej studniówce wylądowałam z moim ówczesnym chłopakiem w 1998 roku. Chodziliśmy do jednego liceum i obecność pierwszoklasistki z maturzystą wzbudziła wśród naszych wspólnych nauczycieli niemałe poruszenie. Czułam się nieco zagubiona wśród dziewczyn w pełnych makijażach i fantazyjnych upięciach, jako 16-latka założyłam po prostu "małą czarną" z krótkim rękawkiem i szyfonowe bolerko, za cały makijaż służył mi błyszczyk na ustach, a naturalne brązowe kosmyki przycięte równo w klasycznego boba swobodnie wirowały w tańcu. Chłopcy byli w garniturach, dziewczyny nosiły sukienki w różnych fasonach i krojach, jednak panowała czerń. Na grupowym zdjęciu widać to bardzo wyraźnie - jedyny słuszny kolor wieczorowych kreacji".

Chociaż na studniówce Aleksandry królował hit disco polo, to w przypadku balu Agnieszki młodzież bawiła się do zupełnie innej muzyki. 

"Tańczyliśmy w rytm mieszanki szlagierów, na które składały się takie hity jak Whisky moja żono Dżemu, czy Przeżyj to sam Lombardu, choć nie zabrakło popularnych wtedy przebojów, które podbijały polski rynek muzyczny - Chłopaki nie płaczą T.Love, Barbie Girl czy Wannabe zespołu Spice Girls. Na stołach pojawiały się nieśmiertelne klasyki - sałatki z dużą ilością majonezu, danie ciepłe typu kotlet z ziemniakami i surówką, a po północy obowiązkowy krokiet z barszczem. Alkohol lał się strumieniami, oczywiście pod stołem z reklamówki, oficjalnie na stołach stały soki w kartonach i napoje gazowane, o tym, aby postawić wśród nich wodę, nikt wtedy nie myślał".

Zobacz także: Ferie w czasach PRL-u. Tak kilkadziesiąt lat temu Polacy spędzali "zimowe wakacje"

Studniówka 2000-2001

Okazuje się, że w ciągu kilku lat zaszły wielkie zmiany, które odmieniły podejście do studniówek. Pojawiły się szykowne kreacje i odejście od klasycznych czarnych strojów. Agnieszka na swojej studniówce wyglądała zupełnie inaczej. 

"W 2001 roku w tym samym miejscu, z tym samym chłopakiem bawiłam się na swojej studniówce. Co się zmieniło przez te kilka lat? Najbardziej chyba ja - z nieopierzonej licealistki, stałam się pewną siebie przyszłą maturzystką, która wiedziała już, że po egzaminie dojrzałości będzie studiować w Krakowie. W dniu imprezy fryzjerka upięła moje włosy, makijażystka zrobiła profesjonalny makijaż, założyłam kreację, którą szył dla mnie zaprzyjaźniony krawiec, a którą sama zaprojektowałam, wybierając wcześniej lejący materiał w kolorze czerwonego wina. Wśród moich koleżanek królowała tafta, i mimo że czerń wciąż była najpopularniejszym kolorem, kreacje nabrały rozmachu - były gorsety, rozkloszowane suknie na kołach z katowickich salonów mody wieczorowej, nieco większe dekolty i sporo innych kolorów - granat, bordo czy srebro. Miłośnicy trendu Y2K byliby na mojej studniówce w siódmym niebie".

Jak widać, nie zmieniła się muzyka, a maturzyści przed zbliżającym się egzaminem dojrzałości tańczyli do największych polskich oraz zagranicznych przebojów. 

"Do tańca przygrywał ten sam zespół z tymi samymi szlagierami, ale początkiem lat dwutysięcznych na parkiecie pląsało się w rytm Czerwonych korali Brathanków, hitów Golec uOrkiestry czy Californication Red Hot Chili Peppers. Mimo że oficjalnie nastał XXI wiek, menu nie zmieniło się wcale - majonezowe sałatki, kotlety z ziemniakami, krokiet i barszcz wjeżdżały w określonej, niezmiennej kolejności. Mam z tej studniówki kasetę wideo, mam zdjęcia zrobione przez fotografa i robione aparatem z kliszą 36 klatek. Nie mam ani jednego selfika czy postu w mediach społecznościowych. Z prostego powodu - nikt nie miał wtedy komórki, którą można by było zrobić zdjęcie, ba niewiele osób w ogóle miało ten cud techniki, a media społecznościowe po prostu nie istniały". 

Obecnie studniówki odbywają się w na wielkich salach, a sam bal przypomina huczne wesele. Od pewnego czasu głośno jest o kosztach organizacji takich imprez. Okazuje się, że za lokal, DJ-a, fotografa, kamerzystę, fotobudkę, menu i inne dodatkowe rzeczy trzeba zapłacić niemałe pieniądze. O tym, jak organizowało się studniówki na początku lat dwutysięcznych, opowiedziała również Monika. 

 "Styczeń roku 2000. Czas, w którym niby było już lepiej, ale jednak sukienkę na studniówkę można było kupić albo na bazarze, albo w sklepie z tzw. konfekcją damską, czyli taką na panie w wieku naszych mam, a nawet oczko wyżej. Z przyjaciółką wybrałyśmy się więc do "dużego miasta" na łowy. Nie miałyśmy pojęcia, co jest fajne, w czym będziemy dobrze wyglądać i w ogóle jak to wszystko załatwić. Chodziłyśmy w martensach i wyciągniętych swetrach, długa suknia była więc co najmniej abstrakcją. Ale udało się, wydałyśmy kupę forsy i do domu wróciłyśmy z kreacjami. Czesałyśmy się same, misternie upinając wsuwkami nieprzywykłe do tego włosy. Oko podkreśliłyśmy tuszem do rzęs, paznokcie przejechałyśmy bezbarwnym lakierem - tyle było przygotowań.

Jednak nie zawsze studniówki bywają w stu procentach udane. Monika swoją wspomina tak: "Studniówka liceum ogólnokształcącego w jednym ze śląskich miasteczek. Jako pierwszy rocznik - wbrew naszej woli - imprezę mieliśmy poza miastem, w modnej wtedy dyskotece. Zima, mróz, śnieg, daleko, buty na obcasach, cienkie rajstopy - to się nie mogło udać. Wieźli nas autokarami jak na wycieczkę szkolną. Na miejscu stroboskopy, mocne dyskotekowe światła, loże, w których siedzieliśmy po sześć osób - bezosobowo, bez klimatu. Jedna ciekawostka. Tydzień po imprezie dowiedzieliśmy się, że nie będziemy mieć ani zdjęć, ani wideo, bo pan, który miał je robić, w drodze do tej dyskoteki miał wypadek samochodowy... Ponieważ nie był to czas smartfonów, zdjęć mamy dosłownie kilka".

***

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: studniówka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy