Reklama

Reklama

Zatopiona wieś, znikające miasto

Zmiany klimatyczne przekształcają planetę na naszych oczach. Jednym z globalnych problemów jest podnoszenie się poziomu wód w morzach i oceanach. Nigdzie na świecie proces ten nie spowodował większego zniszczenia niż w Indonezji.

Ostatni mieszkańcy  

We wsi Bedono, w Środkowej Javie, kiedyś mieszkało 200 rodzin, które żyły z uprawy ryżu i kukurydzy.

Obecnie została tylko jedna, bo morze od lat zawłaszcza sobie ten teren. Starsza kobieta - Pasijah i jej czterech dorosłych synów nie zamierzają się przenieść w inne miejsce. Staruszka mówi, że musi tu zostać, aby wszystkiego dopilnować, bo póki ona tu mieszka, wioska istnieje.

Zresztą przystosowali się do nowych okoliczności. Zamiast chodzić, wszędzie pływają łódką, nie uprawiają ziemi, bo przykryła ją woda. Choć warunki są trudne, to nie na tyle by myśleli o wyprowadzce.

Już w 2005 roku mieszkańcy wsi dostali nakaz opuszczenia domów. Na początku byli temu bardzo przeciwni, ale z roku na rok obserwowali podnoszący się poziom wody, która zalewała ich gospodarstwa. W końcu wyprowadzili się wszyscy, poza rodziną Pasijah.  

Reklama

Dżakarta 

Jak podaje BBC, stolica Indonezji, Dżakarta, jest jednym z miast, w którym poziom wód podnosi się najszybciej. W ciągu roku nawet o 25 cm. Mieszka tu 10 milionów ludzi, a w aglomeracji ponad 30 mln. Szacuje się, że do 2050 roku metropolia zostanie zalana w 95 proc., pomimo nieustannej walki człowieka z niszczącym żywiołem.

W wyniku globalnego ocieplenia lodowce topią się i poziom mórz i oceanów ponosi się.   

Północna Dżakarta w ciągu 10 lat zapadła się o 2.5 metra, co daje  wynik dwukrotnie wyższy w porównaniu z innymi nadmorskimi miejscowościami. Niektóre budynki zostały zalane do wysokości pierwszego piętra.

Niestety, miasto powstało na terenie podmokłym i stopniowo się zapada.  

Kolejnym problemem jest nielegalne pozyskiwanie wody z ziemi. Zapotrzebowanie na wodę w tak dużym mieście jest ogromne, a państwu udaje się je zaspokoić tylko w 40 proc. Stąd zaradni deweloperzy i właściciele domów prywatnych nielegalnie montują urządzenia, które wydobywają wodę z gruntowych warstw wodonośnych. To oczywiście osłabia glebę. Pękają ściany i fundamenty w luksusowych willach w mieście, woda okresowo zalewa ich ogrody i wypełnia przydomowe baseny.

Mieszkańcy, którzy, jeszcze kilka lat temu, mieli z okien piękny widok na morze, teraz widzą głównie szarą tamę, która jest sukcesywnie podwyższana, bo morze nie daje za wygraną.  

Pozyskiwanie wody z ziemi jest dozwolone, ale według władz, ludzie pobierają jej więcej niż potrzebują. Wielu inwestorów i właścicieli nieruchomości w ogóle nie stara się o pozwolenie. Na 80 sprawdzonych budynków tylko 56 miało system pozyskiwania wody, a 33 robiły to nielegalnie.

Nowym projektem w walce z żywiołem jest budowa 30 kilometrowej zapory chroniącej zatokę, której koszt wyniesie 40 mld dolarów. 
Do tej pory zbudowano tylko 6 km inwestycji, ale eksperci uważają, że dużo bardziej skuteczna byłaby tama 60- kilometrowa.

Sceptycy alarmują, że taki mur stanowiłby dodatkowe obciążeni dla gleby, co może przyspieszyć zatapianie miasta.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje