Reklama

Reklama

Wybór kobiety trzeba uszanować

Ilona Łepkowska, scenarzystka

Kiedyś w jednym z wywiadów powiedziałam trochę żartem, że powinnam być ikoną polskich feministek. Miałam trzech mężów, jestem samowystarczalna, zarabiam, decyduję o sobie. Niedługo potem feministki zaprosiły mnie na dyskusję. Z rozbawieniem wspominam moment, kiedy mnie przedstawiały: - Nasza honorowa gościna, Ilona Łepkowska. Nie mogły powiedzieć: gość, bo to rodzaj męski. Miały do mnie pretensje, że w moich serialach najczęściej kobiety myją naczynia, prasują i opiekują się dziećmi. Ale czy tak właśnie nie jest w życiu? Ten rodzaj feminizmu trochę mnie śmieszy. Ale nie można wkładać do jednego worka całego procesu i różnych zjawisk społecznych.

Reklama

Dla mnie feminizm oznacza przede wszystkim obronę godności kobiety, która jest naruszana - choćby molestowaniem w pracy. Szklany sufit, dyskryminacja? Czasami na pewno tak. Myślę, że w niektórych środowiskach zdarza się też rodzaj lekceważenia kobiet. Na feminizmie straciły pewnie najwięcej te z nas, które lubią być noszone na rękach, obsypywane kwiatami i biżuterią. Ale wartością jest to, że każda kobieta sama decyduje o swoim losie. Feministki robią złą robotę, kiedy próbują wmówić tym wykształconym, które siedzą w domu, że są niepełnymi kobietami. Ich wybór trzeba uszanować.

Jest jeszcze coś, w czym kompletnie się z feministkami nie zgadzam. Hasło "Mój brzuch - moja sprawa". Można tak powiedzieć wtedy, kiedy znajduje się w nim zjedzony godzinę temu obiad. Dziecko jest owocem dwojga istot ludzkich, powstaje z jajeczka i plemnika. Nie jest więc sprawą kobiety mieć wyłączność na decydowanie o jego losie!

Dowiedz się więcej na temat: Ilona Łepkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje