Reklama

Reklama

Co złości malucha?

Niektóre zachowania rodziców irytują dzieci, zawstydzają je lub po prostu sprawiają przykrość. Dowiedz się, jak nie ranić uczuć swojej pociechy.

Przypomnij sobie, w jakich sytuacjach czułaś złość na swoich rodziców, gdy sama byłaś dzieckiem? Pewnie wtedy, kiedy na siłę nakłaniali cię do czegoś, czego nie chciałaś zrobić, ignorowali twoje potrzeby lub dawali do zrozumienia, że "nie masz nic do powiedzenia, bo przecież jesteś tylko dzieckiem".

- W takich chwilach mały człowiek marzy o tym, żeby zamienić się rolami z mamą lub tatą i nie być "tylko dzieckiem", ale samodzielną istotą, która może mieć własne zdanie - mówi Helena Turlejska-Walewska, psycholog dziecięcy.

Dlatego zrób teraz mały rachunek sumienia: przyjrzyj się różnym codziennym sytuacjom oczami malucha i zastanów, czy w danym momencie rzeczywiście chciałabyś być na jego miejscu. A potem wyciągnij z tego wnioski...

Reklama

Traktowanie go jak maskotki

Rodzicom bardzo często się wydaje, że ich pociechy nie marzą o niczym innym, jak tylko o tym, by przytulić namolną ciocię czy pocałować wujka, który ma drapiące wąsy.

Zdarza się, że do tych całusów, dziecko dostaje jeszcze w komplecie mocne przytulanie, pieszczotliwe targanie po włosach, itp.

Za takimi zachowaniami przeważnie stoi sympatia do malca, jednak nikt go nie pyta: "Czy mogę cię pocałować?".

- Nie przyznajemy dziecku prawa do decydowania o tym, czy chce, by ktoś dotykał jego ciała, czy nie. Zapominamy, że maluch nie jest pluszakiem, którego każdy może przytulać do woli dla swojej przyjemności - mówi Helena Turlejska-Walewska. - Pamiętam te ciotki, prawdziwe i przyszywane, które na dzień dobry i na do widzenia wpijały się ustami w moje policzki, zostawiając na nich ślady szminki - mówi Tomek, tata 4-letniego Marcina.

- Nienawidziłem tego, ale obok stała mama, więc nie mogłem nic zrobić. Dlatego daję mojemu synkowi prawo wyboru: może wyraźnie powiedzieć, że woli się witać, podając rękę - dodaje młody tata. Warto uczyć dziecko, że nikt bez jego zgody nie może go głaskać.

- To ważne również dlatego, że jeśli ktokolwiek będzie usiłował np. dotykać jego intymnych miejsc, malec od razu poczuje, że "coś jest nie tak" - wyjaśnia psycholog.

Zmuszanie do popisów

Kiedy jeszcze dzieci chciałyby być już dorosłe? Na przykład wtedy, gdy rodzice pragną się nimi popisać przed znajomymi i krewnymi: "Kasiu, powiedz wierszyk!", "Olu, "zatańcz!", "Krzysiu, pokaż, jak grasz na pianinie!".

Niektóre maluchy lubią takie występy, ale wiele z nich - nie! Wstydzą się, krępują, czują się speszone.

Ale zarówno te, które chętnie zatańczą, jak i te, które marzą o tym, by wtedy schować się w mysią dziurę, zazwyczaj łączy jedno: nikt ich nie zapytał, czy w ogóle chcą wystąpić.

Czasami rodzice uważają, że takie publiczne popisy to dobry trening przed szkołą, element oswajania dziecka z życiem w grupie, późniejszymi odpowiedziami na lekcji przed całą klasą. Jednak jest wręcz przeciwnie.

- Maluch będzie miał dobre skojarzenia tylko wtedy, gdy to on sam zechce zaprezentować swoje umiejętności, np. przed rodzicami czy dziadkami. Z nimi czuje się bezpiecznie, a zatem rzeczywiście oswaja się z nowymi sytuacjami - wyjaśnia Helena Turlejska-Walewska.

Natomiast jeśli na samą myśl, że ma wystąpić przed klasą, przypomni sobie, jak chciał się zapaść pod ziemię, kiedy rodzice kazali mu śpiewać przed zebranymi na imieninach gośćmi, natychmiast poczuje się zestresowany i stremowany.

Pamiętaj, że dziecko to nie "małpka", która zrobi wszystko na zawołanie. Nie zmuszaj go, by popisywało się przed innymi.

Publiczne zawstydzanie

- Miałam chyba około pięciu lat, kiedy ze zmęczenia zasnęłam w tramwaju mamie na kolanach i... posiusiałam się - wspomina 30-letnia Renata, mama 2-letniej Oliwki. - Potem zaciskałam zęby ze wstydu i upokorzenia za każdym razem, kiedy mama opowiadała znajomym i rodzinie tę historię.
A przytaczała ją często i to przez wiele lat! - dodaje Renata. Czy w takich sytuacjach nie lepiej być już dorosłym?

Można by wtedy powiedzieć mamie: "Nikomu nie mów o tym zdarzeniu. Jest mi przykro, gdy bez mojej zgody opowiadasz innym o czymś dla mnie wstydliwym". - Dziecko tak powiedzieć nie może i to nie tylko dlatego, że obawia się reakcji rodziców.

Ono po prostu nie umie jeszcze nazywać swoich uczuć. Tym bardziej więc rodzice nie powinni tego wykorzystywać - wyjaśnia psycholog. Opowiadanie innym historii, których dziecko się wstydzi, to publiczne ośmieszanie malucha.

My - dorośli - słysząc śmiech innych, możemy np. zignorować go lub zaprotestować. Malec nie, dlatego wtedy nie lubi być dzieckiem i czuje się "zdradzony" przez rodziców.

Ignorowanie jego potrzeb

- Kiedy byłam mała, często słyszałam, że dzieci i ryby głosu nie mają - wspomina 25-letnia Ania. - Bolało mnie to, że gdy rozmawiałam z mamą o czymś dla mnie ważnym, w każdej chwili inny dorosły mógł przerwać moją wypowiedź i mama kierowała swoją uwagę na niego.

A ja zawsze musiałam czekać, aż dorośli skończą rozmowę.

Kiedy próbowałam przerwać rozmowę dorosłym, słyszałam: "A o jakich ważnych sprawach chcesz nam teraz powiedzieć?

O kłótni z kolegą w piaskownicy czy o zgubieniu ulubionej laleczki?". Do dziś pamiętam, jak było mi przykro - dodaje Ania. Choć dziecięce problemy dorosłym wydają się mało ważne, dla maluchów zazwyczaj są wielkimi dramatami.

Rodzice często zapominają, że dzieci dopiero uczą się życia i patrzą na świat ze swojej perspektywy. Nie potrafią realnie ocenić wagi problemu, bo nie mają doświadczeń, do których mogłyby się odwołać.

- Dla malucha każde zignorowanie lub, co gorsza, zbagatelizowanie jego problemów to sygnał: "Jesteś dla mnie mało ważny, nie obchodzą mnie twoje sprawy". Każde takie wydarzenie burzy w dziecku poczucie bezpieczeństwa - komentuje psycholog. Smyk z wieloma sytuacjami nie potrafi sobie poradzić.

Potrzebuje więc pomocy rodziców. Na pewno bardziej niż sąsiadka, która oczekuje, że przerwiemy rozmowę z dzieckiem, by podać jej przepis na ciasto. W takiej sytuacji to ona może poczekać, nie dziecko.

- Wysłuchując malca tworzymy w nim przekonanie, że to, co mówi, jest dla nas istotne i że ma prawo opowiadać o swoich uczuciach - wyjaśnia Helena Turlejska-Walewska.

Taka postawa rodziców zaprocentuje w przyszłości mocniejszą więzią z dzieckiem i poczuciem wzajemnego zaufania.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje