Reklama

Reklama

Przemoc, czyli wyraz bezsilności

Przemoc rówieśnicza jest dla wielu młodych ludzi sposobem na poradzenie sobie z trudnościami czy deficytami, często nieuświadomionymi. Jest wyrazem bezsilności, braku możliwości uwolnienia przykrych emocji albo formą poczucia się lepiej, choćby przez chwilę - mówi pedagog Lucyna Kicińska z Fundacji Dzieci Niczyje.

Monika Szubrycht: Z jakich powodów nastolatkowie najczęściej dręczą swoich rówieśników?

Reklama

Lucyna Kicińska: - Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie o to, co sprawia, że dzieci stosują przemoc rówieśniczą. Badania nie przynoszą jednoznacznych rozstrzygnięć. Pokazują jednak ważny problem: społeczne przyzwolenie na przemoc! 60 proc. rodziców przyznaje się do tego, że bije swoje dzieci.

- Jeżeli dziecko uczy się w domu przemocowego zachowania przy rozwiązywaniu konfliktów czy rozładowywaniu emocji, to naprawdę dziwne wydaje się oczekiwanie, że dzieci nie będą zachowywały się podobnie w stosunku do swoich rówieśników. I to nie dotyczy tylko dzieci doświadczających przemocy ze strony dorosłych, ale również takich, które przemoc obserwują z perspektywy świadków, także w Internecie. 

- Inną sprawą jest to, że dzieci często nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele cierpienia zadają słowami czy gestami. Swoje zachowania identyfikują jako neutralne, ponieważ takie widzą albo takich doświadczają. W świecie pełnym agresji dziecko może sobie nie uświadomić, że przemoc jest zła. Ona jest codzienna, często "naturalna".

W książce "7 dni"  Eve Ainsworth Kez dręczy koleżankę z klasy. Nikt nie wie, że dziewczyna, która stała się katem, sama jest dręczona za zamkniętymi drzwiami domu. Czy przemoc jest zawsze wołaniem o pomoc? 

- Przemoc rówieśnicza jest dla wielu młodych ludzi sposobem na poradzenie sobie z trudnościami czy deficytami, często nieuświadomionymi. Jest wyrazem bezsilności, braku możliwości uwolnienia przykrych emocji, albo formą poczucia się lepiej, choćby przez chwilę. Kez swoim przemocowym zachowaniem radziła sobie z frustracją, złością, poczuciem poniżenia, smutkiem i zawodem. Nie jest natomiast tak, że nikt o jej problemach nie wiedział. 

Kez mówi: "Umiem niszczyć. Jestem moim ojcem". Na ile młodzi ludzie z dysfunkcyjnych rodzin identyfikują się z matką, czy ojcem?

- Kez nie identyfikuje się ze swoim ojcem. Dziewczyna podejmuje zachowania przemocowe, ponieważ są one formą poradzenia sobie z niepewnością, zdobycia pozycji w grupie, utrzymania przyjaźni, poczucia mocy,  poradzenia sobie z doświadczeniem przemocy w domu, smutkiem, złością, frustracją. Słowa "jestem moim ojcem" to moment, kiedy dziewczyna uświadamia sobie, że sposób, który wybrała, by uwolnić się od trudnych do zniesienia upokorzeń... przynosi upokorzenia komuś innemu. Z tego Kez nie czerpie siły.  

- Bohaterowie wiedzą, że nie mogą liczyć na pomoc dorosłych. Dlaczego nauczyciele i wychowawcy nie widzą jak rozpędza się machina nienawiści? Dlaczego tak często lekceważą sygnały, które wysyłają podopieczni?  

- Kez doświadcza przemocy psychicznej i fizycznej w domu - jak ma się do tego przyznać? Jak ma zdradzić swoją rodzinę, jak powiedzieć komuś o tym, że od wielu lat  jest upokarzana? Kez wie, co czeka ją w domu. To czego nie wie, to to, co wydarzy się, jeśli poprosi o pomoc. Nie robi więc tego, ponieważ boi się odrzucenia, wyśmiania, zbagatelizowania, zemsty ojca, złości matki. 

- Jess nie chce dokładać zmartwień swojej matce. Wstydzi się tego, co ją spotyka, boi się zemsty ze strony swoich oprawczyń. Dlatego nie mówi nauczycielowi o przemocy, kiedy ten pyta ją wprost o to, co się dzieje. Książka "7 dni" pokazuje, że przemoc nie jest czarno-biała. Nie jest tak, że wszyscy dorośli decydują się widzieć, albo nie widzieć problemów dzieci. Dzieci wkładają bardzo dużo energii w to, by dorośli nie dowiedzieli się o ich problemach. Mylą samodzielność, której wszyscy od nich wymagają, z samotnością. 

- Czy to jednak jest usprawiedliwieniem na brak reakcji na przemoc - w rodzinie czy rówieśniczą - ze strony dorosłych? Nie. Dorośli powinni zadbać o to, by dzieci wiedziały, że mogą na nich liczyć, że mogą im ufać. Dorośli powinni wyposażać dzieci w umiejętności rozwiązywania konfliktów, radzenia sobie z emocjami, identyfikowania przemocy, szukania pomocy. 

Kez ma ojca tyrana, używającego przemocy.  Jess - nie ma go wcale, dlatego matkuje swojej mamie i siostrze. Ojciec Lyna wychowuje go sam, ale nie pojawia się na kartach powieści. Czy kryzys ojcostwa kiedyś się skończy?  

- To co łączy Kez i Jess to doświadczenie przemocy ze strony ojców. Pierwsza z dziewczynek doświadcza przemocy fizycznej, werbalnej i relacyjnej. Druga - "tylko" relacyjnej. Obie są odrzucane przez ojców, co ma ogromne znaczenie m.in. dla ich poczucia własnej wartości i dla zachowania. Kez nieświadomie naśladuje przemocowe zachowanie ojca, Jess myśli, że zasługuje na to, co ją spotyka, ponieważ nic nie znaczy dla swojego ojca.  

- Na to, jak zachowują się główne bohaterki książki "7 dni" wpływają również postawy ich matek. Matka Kez pokazuje jej niemoc i bierność. Matkę Jess pochłaniają własne problemy, dziewczyna nie chce jej dodatkowo martwić swoimi. W książce - oprócz problemu przemocy - widoczny jest raczej kryzys rodzicielstwa, niż ojcostwa.  

Bohaterowie książki Kez, Jess, czy Lyn mają problemy, które będą się za nimi ciągnęły przez całe życie. Myśli pani, że słowa matki Jess: "Czasami trzeba pogodzić się z tym, że ludzie nie są dobrymi rodzicami" - potrafią dotrzeć do tak młodych ludzi? Czy zrozumieją je dopiero kiedy sami będą dorośli, być może w procesie terapii? 

- Jeśli ich problemy zostaną właściwie zaopiekowane - a na to wskazuje zakończenie książki - to wcale nie będą się za nimi ciągnęły przez całe życie. Właściwe zaopiekowanie to czasem terapia, czasem zajęcia socjoterapeutyczne, kiedy indziej warsztat umiejętności komunikacyjnych, czasem trening asertywności czy radzenia sobie z emocjami, czasem wkroczenie do rodziny odpowiednich służb, a czasem budowanie właściwej relacji z dorosłymi. Nie ma jednej odpowiedzi, co na pewno się wydarzy. Pewne jest tylko to, że nic nie jest na całe życie. Jedna z koncepcji psychologicznych - resillience - w bardzo przystępny sposób wyjaśnia fenomen prawid­łowego przebieg procesu adaptacji i rozwoju dziecka pomimo istniejących czynników ryzyka i negatywnych doświadczeń życiowych. Czynników chroniących, pozytywnie wpływających na adaptację, możemy szukać w każdej sferze życia dziecka.  

- Odnoszę natomiast wrażenie, że podczas rozmowy Jess z matką, w której padają cytowane słowa, dziewczyna już wie, że "nie wszyscy ludzie są dobrymi rodzicami", nie potrzebuje więc terapii, by je zrozumieć.    

"Cierpienie nie jest oznaką słabości. Prawdziwą siłę człowiek odnajduje w sobie, gdy postanawia zmienić własne życie." Kto, lub co, może pomóc nastolatkowi je zmienić?  

- Uświadomienie sobie tego, że proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości, a siły. A także wiedza na temat osób i miejsc, gdzie może szukać pomocy. Dziecko, które słyszy od swojego rodzica, nauczyciela lub rówieśnika "Wszyscy mamy problemy, to naturalne. Jeśli będziesz jakiś miał, to mi o tym powiedz, postaram się Ci pomóc", w sytuacji kryzysowej będzie miało przewagę nad tym dzieckiem, które tego nie usłyszało. Bardzo często słyszymy w Telefonie dla Rodziców i Nauczycieli w sprawie Bezpieczeństwa Dzieci 800 100 100 od dorosłych, że mają "żal" do dziecka, że nie powiedziało im wcześniej o problemach. Pytamy wtedy - czy dziecko usłyszało od nich kiedyś "Jakby coś się działo, to możesz do mnie przyjść" i w odpowiedzi słyszymy, że nie, bo to przecież oczywiste. W przeżywaniu problemów nic nie jest oczywiste, a już na pewno nie proszenie rodziców czy nauczycieli o pomoc. To pokazuje zarówno książka, jak i setki tysięcy kontaktów młodych osób z Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111.   


Dowiedz się więcej na temat: przemoc wśród nastolatków

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje