Reklama

Reklama

Anna Dereszowska: Moje święta są gwarne i wesołe

W Bożym Narodzeniu jest coś magicznego i niezwykłego, co łączy pokolenia – mówi aktorka z uśmiechem. Święta to dla niej błogi czas spotkań z rodziną...

Utarło się w ich domu, że w jednym roku jadą na Boże Narodzenie do Jaworza koło Bielska, gdzie mieszka rodzina aktorki, zaś w kolejnym - w okolice Olsztyna, skąd pochodzi jej narzeczony, Daniel Duniak. I tu, i tam gromadzi się liczne grono najbliższych. Jest dużo dzieci, mnóstwo zamieszania, śmiechu i radości. To chwila, na którą czeka się przez cały rok. - W obu miejscach czujemy, że jesteśmy u siebie, pośród tych, których kochamy i którzy kochają nas - nie "za coś", lecz po prostu za to, że jesteśmy. I to jest w tych spotkaniach najwspanialsze - uważa.

Reklama

Gdzie zatem ruszacie w tym roku na Boże Narodzenie?

W moje strony, na południe Polski. Obecnie mój tata wraz z rodziną osiadł w Jaworzu, ale wcześniej mieszkaliśmy w Mikołowie. Tam przyszłam na świat i tam, jak się śmieję, jeżdżę rodzić dzieci! Mój tata był przez lata lekarzem w tamtejszym szpitalu, ginekologiem, czułam się więc w tym miejscu najbezpieczniejsza w świecie! Ale w Jaworzu jest też pięknie - wokół góry, które uwielbiam, cudowne krajobrazy, czyste powietrze. Żyć nie umierać!

Skoro jest pani gościem, to pewnie omijają panią przedświąteczne przygotowania?

Nie da się ukryć, że na święta przyjeżdżamy najczęściej na gotowe. Mam naprawdę fantastyczną teściową i cudowną macochę... Czy jedziemy na Warmię, czy do mnie, w góry, witają nas szeroko rozpostarte ramiona i ... suto zastawiony stół. Naszym zadaniem jest tylko dowieźć pierniki, które co roku pieczemy wcześniej w domu. Moje dzieciaki -  Lena i Maks uwielbiają to: razem rozrabiamy ciasto, formujemy je, potem patrzymy, jak się powoli rumieni, a na koniec gotowe już kształty przyozdabiamy lukrowymi rysunkami i napisami. Odkąd siostra mojego partnera założyła cukiernię na Mokotowie, mamy w niej silną konkurencję, ale nasze pierniki są niepowtarzalne i robione z sercem - dla każdego z rodziny.

Jak wyglądają wasze zwyczaje świąteczne?

Zacznijmy od tego, że przy świątecznym stole jest tłoczno, obie rodziny są liczne i każdy stara się przybyć na czas. Jesteśmy bardzo tradycyjni, zatem obowiązkowo mamy sianko pod obrusem, opłatek, którym się dzielimy na samym początku. Wieczerza jest pełna wigilijnych rarytasów. Zwyczaj, który się u nas kultywuje, to wkładanie monety pod talerzyk i łusek od karpia do portfela - żeby się darzyło! Oraz do... dokumentów od samochodu - na wszelki wypadek, oby policja nie złapała (śmiech), choć to asekuracja na wyrost, bo staram się jeździć zgodnie z przepisami...


Kolacja wigilijna trwa w najlepsze, a najmłodsi pewnie wypatrują św. Mikołaja?

Oczywiście, że tak, sama pamiętam to uczucie z dzieciństwa. Kiedy jeszcze żyła mama, a zmarła jak miałam dziewięć lat, spędzaliśmy zawsze święta u dziadków, w Piotrowicach, dziś jest to dzielnica Katowic. Oczywiście, prym wiodło najmłodsze pokolenie, czyli ja z bratem, nasz kuzyn Adaś spod Katowic i Wojtek z Krakowa. Wspólnie wypatrywaliśmy tego św. Mikołaja, ale jakoś nigdy nie udało nam się złapać momentu jego przybycia. Za to zawsze, po kolacji, ktoś z dorosłych wpadał z informacją, że Mikołaj był i zostawił podarunki w drugim pokoju. Rozdawało się je pod choinką, niespodziankom i zachwytom nie było końca.

Dziś ze wzruszeniem widzę tę radość u moich dzieci. Lena już co prawda wie o co chodzi z tym Mikołajem, sama wkłada swoje upominki pod choinkę, odkryła tę prawdę, że większą frajdą jest obdarowywanie innych niż branie. Ale nasz Maks wciąż czeka na świętego - choć kiedy jesteśmy akurat u rodziny jego taty, to ma dylemat. Bo jeden z kuzynów  ma na imię Mikołaj - i właściwie trudno mu się połapać, kto tak naprawdę przynosi te prezenty...?

Święta, a po świętach i Nowym Roku - powrót do pracy. Gra pani w serialu "Echo serca". Będą też nowe role?

"Echo serca" zdążyło już sobie zaskarbić sympatię odbiorców, a moją postać, Agnieszkę, czasem porównuje się do policjantki Kaliny ze "Złotopolskich". Ale to całkiem inny serial, inna bohaterka, bardziej psycholog niż funkcjonariusz, fajna postać. Wiosną zaczynamy zdjęcia do trzeciej serii, wątek mojej bohaterki stanie się jednym z wiodących w tej odsłonie. Nowością pod koniec grudnia będzie serial "Lepsza połowa" i myślę, że to rzecz z dużym  potencjałem. Opowiadamy  o życiu kilku zaprzyjaźnionych rodzin, ja gram w parze z Tomkiem Karolakiem. Będzie bardzo wesoło, ale nie zabraknie też wzruszających wątków.

Zobaczymy panią również w kinie?

Występuję w nowym filmie kinowym pod tytułem "Mayday" w reżyserii Sama Akiny, z gwiazdorską obsadą. To adaptacja słynnej komedii, granej na scenach całego świata: o miłości, przewrotności losu, różnych aspektach relacji damsko-męskich. W sam raz na prezent na Walentynki! Mimo obowiązków rodzinnych i zawodowych  zawsze znajduje też Pani czas  na działalność społeczną... Mam zaszczyt wraz z Natalią Kukulską pełnić od lat funkcję ambasadorek akcji SOS Wioski Dziecięce. Współpracuję też ze Stowarzyszeniem Kwiat Kobiecości w ramach kampanii profilaktyki raka szyjki macicy. Nieprzypadkowo zresztą, bowiem moja mama zmarła właśnie na ten nowotwór. Wcześnie wykryty, jest obecnie uleczalny. Namawiam więc panie do badań profilaktycznych, bo ratują życie!

Jest pani osobą szczęśliwą?

Prywatnie i zawodowo wszystko układa się po mojej myśli. I jeśli miałabym sobie czegoś życzyć, to tylko tego, żeby się nic nie zmieniło. A czytelniczkom "Naj" życzę zdrowia, pomyślności i osobistego spełnienia na te nadchodzące święta i nowy rok.

***Zobacz także***

Naj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy