Bankiety? Unikam

O tym, komu przeszkadza jej uroda, co daje jej intelektualną przyjemność, co sądzi o medialnej popularności i dlaczego nie pracuje jako ekonomistka lub historyk sztuki, rozmawiamy z aktorką Agnieszką Wagner.

Zrezygnowałaś z medialnej popularności. To twój świadomy wybór?

Reklama

Tak, choć w dzisiejszym świecie dla wielu osób popularność jest jedynym miernikiem zawodowych osiągnięć. Jeśli ludzie kogoś nie widują w kolorowych czasopismach, dziwią się: "To pani jest aktorką?". Pod tym względem jestem niedzisiejsza. Nie lubię agresywnej autopromocji. Nie biorę udziału w programach typu talk-show i programach rozrywkowych, które mają ogromną oglądalność, ale niczemu nie służą. Nie chodzę na przyjęcia i bankiety. Ale nic na to nie poradzę. Nawet obowiązkowy bankiet po własnej premierze traktuję jak zło konieczne i najgorszą mękę. To dla mnie najczarniejsza strona tego zawodu.

Skończyłaś historię sztuki, ekonomię i Europejską Akademię Filmową w Berlinie. Nie masz dyplomu żadnej polskiej szkoły aktorskiej. To dość nietypowe...

Widocznie jestem z innej planety (śmiech). Zdecydowałam, że poza graniem chcę też się uczyć i rozwijać intelektualnie. Na studia ekonomiczne tuż po transformacji było najwięcej chętnych na miejsce. A dla mnie ambicja zawsze była ważna, więc podjęłam wyzwanie. Drugie studia, historię sztuki, też na Uniwersytecie Warszawskim, wybrałam już tylko sercem.

Szkoła teatralna tej przyjemności nie daje?

Zdecydowałam, że nie chcę się w ten sposób zamykać. A wtedy niepójście do szkoły teatralnej było rzeczą zupełnie wyjątkową. Mało kto decydował się na taką drogę, jeśli chciał ten zawód uprawiać. A ja chciałam. Zdawałam sobie przy tym sprawę, że aktorstwo traktowane poważnie wymaga doskonalenia warsztatu. Trzeba gdzieś się tego nauczyć, na prywatnych lekcjach, na kursach. Stąd m.in. decyzja żeby postudiować w Europejskiej Akademii Filmowej w Berlinie.

Dziś młodzi aktorzy wybierają raczej aktorską edukację po amerykańsku...

Jeśli chce się być uczciwym w stosunku do widzów, to trzeba popracować nad dykcją i innymi rzemieślniczymi umiejętnościami. Choć wydaje się, że dziś to już chyba nie jest postrzegane jako obowiązek. Ale za to możliwości jest znacznie więcej. Młodzi adepci aktorstwa wybierają prywatne szkoły, kursy gdzieś w świecie albo w ogóle nie zaprzątają sobie tym głowy. To nie zawsze znaczy gorzej czy łatwiej. Taka jest pewnie normalna kolej rzeczy.

Co dało ci staranne wykształcenie?

Pod względem praktycznym nic. Traktuję je wyłącznie w kategoriach przyjemności. To luksus życiowy, że stać mnie na hobby, które nie przynosi wymiernych korzyści.

Myślałaś kiedyś, że z braku aktorskich propozycji zasiądziesz za biurkiem jako ekonomistka?

Świat za szybko pędzi do przodu, nie da się mieć wszystkiego. Nie mogę w tej chwili rzucić aktorstwa i powiedzieć sobie: "Mam parę dyplomów, to wezmę się za coś innego". Zaczynać teraz nową karierę znaczyłoby stracić te lata, które moi koledzy ze studiów przepracowali w zawodzie. Z propozycjami aktorskimi bywa wprawdzie raz lepiej, raz gorzej, ale na szczęście nigdy nie wpadłam w aż tak poważny zawodowy dół. Tfu, tfu, odpukać.

Kojarzysz się z romantyczną szlachcianką, ale wygląda na to, że trzeźwo stąpasz po ziemi...

Powiedziałabym, że jestem "harmonijnie wymieszana". Mam romantyczną i idealistyczną naturę, a z drugiej strony skłonność do racjonalizacji. U mnie się wszystko ze wszystkim musi zgadzać. Ale stać mnie też na irracjonalnie romantyczne gesty. Uważam się za nowoczesną kobietę, która sobie dobrze radzi we współczesnym życiu i korzysta ze zdobyczy babć-feministek. A mimo to czasem sprawiam wrażenie, jakbym była oderwana od rzeczywistości i unosiła się kilka centymetrów nad ziemią. Na pewno jednak nie jestem "z mgły i galarety" (śmiech).

Znasz kilka języków. Podobno grałaś nawet po albańsku i macedońsku?

Zawsze lubiłam uczyć się języków. To był jeden z powodów, dla których wybrałam inne studia, bo szkoła teatralna języków praktycznie nie uczyła. Czuję się na siłach grać po angielsku, francusku i rosyjsku. A to wcale nie jest takie proste. Nie chodzi tylko o gramatykę czy wymowę, ale też wczucie się w sposób myślenia w danym języku. Zdarzyło mi się grać po niemiecku i czesku, czyli w językach, których nie znam ni w ząb. Uczyłam się wszystkiego na małpę, czyli na pamięć. Paradoksalnie, to świetne doświadczenie warsztatowe.

Osiem lat spędziłaś w słynnej Gawędzie. Tam poznałaś smak sceny?

Wtedy ten zespół był szczytem marzeń każdej dziewczynki. Był jedynym wówczas miejscem, które dawało dzieciom możliwość artystycznej ekspresji. Gawęda była na absolutnym topie, wyjeżdżała za granicę, dawała mnóstwo koncertów. Przygotowała mnie do estradowego trybu życia - na walizkach, z próbami, odpowiedzialnością za to, co się prezentuje, nauczyła kontaktu z widownią. Poza tym byłam strasznie nieśmiałym dzieckiem, pobyt w Gawędzie mnie otworzył. Dużo zyskałam, ale były też ciężkie momenty. W Gawędzie po raz pierwszy doświadczyłam, jak brutalne bywa czasem życie. Bardzo wcześnie, jak na taką lekcję.

Powiedziałaś kiedyś "Uczę się żyć ze swoją urodą". Dla aktorki to chyba raczej atut...

Nie narzekam na urodę, jeszcze nie zwariowałam (śmiech). Prywatnie nie czuję się ze sobą źle, ale mój "nieelastyczny" typ urody niełatwo wpasowuje się w różne konwencje. Na szczęście po wielu rolach wydostałam się już z szufladki. Gram więcej ról współczesnych niż jakichkolwiek innych. Poza tym latka lecą, a warunki się zmieniają (śmiech).

Teraz grasz w "Talkach z resztą", adaptacji felietonów znanej dziennikarskiej pary. Czy łatwo się je przekłada na język serialu?

Wydaje się, że to humor wyjątkowo trudno przekładalny. I rzeczywiście, aktorom nie jest łatwo wpasować się w tak specyficznie zarysowane postaci. Dopiero się rozkręcamy. Na pewno więcej ducha oryginału będziemy w stanie oddać, gdy powstaną kolejne odcinki, a my dotrzemy się ze scenarzystami.

Narzekałaś, że reżyserzy obsadzają cię w rolach panienek z dworku. Ale żona Roszka to całkiem współczesna rola...

Z Tomkiem Saprykiem gramy parę mieszczan XXI wieku, takich snobistycznych, dobrze zarabiających, uważających się za elitę. Znam paru takich. Talkowie sportretowali ich ironicznie, ale z sympatią, i tak staramy się ich zagrać. Bardzo mnie to bawi. A panienki z dworków już dawno w naszym kinie wyginęły.

Piękna i dyskretna
Tomasz Sapryk, aktor: - Z Agnieszką znamy się od dawna, ale zawodowo po raz pierwszy spotkałem ją w "Talkach z resztą". Gramy małżeństwo z długim stażem i od razu przypadliśmy sobie do gustu. Jest dyskretna, niekrzykliwa, nie plotkuje, co jest wyjątkowe w naszym środowisku. Agnieszka jest piękną kobietą i profesjonalistką. Bardzo uważnie słucha uwag partnera. W pracy jest zdyscyplinowana, nie lubi "złej" improwizacji, woli mieć wyćwiczony efekt. Często chodzi na spektakle kolegów, co też jest nietypowe dla aktorki z jej dorobkiem.

Agnieszka Wagner

Ma 34 lata, zaliczana do najpiękniejszych polskich aktorek, znana m.in. z roli Poppei w "Quo Vadis". Obecnie gra Dorotę Roszko w "Talkach z resztą". Jako dziecko występowała w zespole Gawęda. Absolwentka Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończyła także Europejską Akademię Filmową w Berlinie i historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Z filmem fabularnym związana od lat 80. Zagrała w wielu filmach i serialach telewizyjnych, m.in. w "Ciemnej stronie Wenus", "Szamance", "Tygrysach Europy", "Fali zbrodni". Lubi święty spokój, harmonię, wewnętrzne poukładanie, podróże.

Dowiedz się więcej na temat: Grzegorz Wagner | studia | szkoły | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje