Beata Sadowska: radio czy telewizja?

Pracując zarówno w radiu i w telewizji, Beata Sadowska ma porównanie. Zdaniem dziennikarki radio to magia i intymność, choć pracę na wizji też lubi. Sadowska nie wstydzi się wpadek, jakie jej się zdarzyły - uważa wręcz, że są pouczające i sztuką jest z nich wybrnąć.

Beata Sadowska - dziennikarka, prezenterka telewizyjna i radiowa - zapytana przez PAP Life o to, gdzie w swojej pracy odnajduje się najlepiej odpowiada: "Radio to magia, jest bardzo intymne, to jest spotkanie z drugim człowiekiem, którego nie widać. Radio to jest głos, to są emocje i to, co mówimy, a nie to, jak wyglądamy, więc sercem jestem mu bliższa."

Dziennikarka przyznaje jednak, że telewizję też lubi - zwłaszcza, że w ciągu około 20 lat swojej pracy zawodowej związana była z różnymi stacjami, co pozwoliło nabrać jej doświadczenia. "Dobrze się z tym czuję, nie krępuje mnie to, więc to też jest mój świat. Aczkolwiek uważam, że radio jest bardziej ludzkie" - zaznacza.

Co doświadczona dziennikarka doradziłaby młodym ludziom, którzy po zdaniu matury jeszcze nie do końca wiedzą, w którą stronę chcieliby pójść, a mają ochotę związać się z dziennikarstwem? Sadowska przekonuje, że trzeba próbować.

Reklama

"Dla jednego to będzie radio, dla drugiego telewizja - być może dla jednej osoby będzie to jedno i drugie. Ja byłam przekonana, że dla mnie tym pierwszym medium jest prasa - bo nie widać, nie słychać, a ja byłam nieśmiała i najchętniej schowałabym się za wszystkich, a wylądowałam w telewizji i w radiu, a więc kompletne zaprzeczenie" - opowiada.

Co ciekawe, dziennikarka zachęca do tego, aby na początku swojej pracy w stacji radiowej czy telewizyjnej nie zrażać się i nawet parzyć kawę. "Warto zacząć od pucybuta, uczyć się wszystkiego, nie mieć oczekiwań nie wiadomo skąd, przejść tę ścieżkę, tę całą drabinę, bo wtedy można najwięcej zobaczyć, najwięcej się nauczyć, najwięcej chłonąć. Także, próbować, testować, a potem się okaże, co jest nasze" - zachęca.

Na początku swojej drogi nie trudno o wpadkę, jednak te zdarzają się nawet najlepszym. "Pamiętam, jak kiedyś w programie śniadaniowym przeprowadzaliśmy jakiś konkurs, to było przed świętami, a ja mówiłam: za chwile przyjedzie Mikołaj z bronią - byłam pewna, że mówię Mikołaj z brodą" - żartuje.

Co więcej, Sadowska wpadki uważa za bardzo ludzkie i widzi w nich pozytywne strony, bo pokazują, że jesteśmy prawdziwi. "Sztuką jest wybrnąć z takiej niefortunnej sytuacji, ale ja to lubię i za to właśnie kocham telewizję na żywo, że jak da się ciała to trzeba to natychmiast naprawić - w sytuacji na żywo nie da się tego wyciąć, zmontować, zatuszować. Jesteś z tym twarzą w twarz i musisz sobie z tym poradzić" - kwituje.


Dowiedz się więcej na temat: Beata Sadowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje