Reklama

Reklama

Blanka Lipińska o pracy przy filmie "365 dni"

Film "365 dni" na podstawie bestsellera Blanki Lipińskiej wejdzie do kin dopiero 7 lutego, ale już teraz autorka odsłania kulisy tej produkcji. Pisarka nie przypuszczała, że jedną ze scen erotycznych, która w filmie trwa raptem 4 minuty, będzie nagrywana przez 16 godzin.

Andrzej Grabarczuk: Nie przypominam sobie, by w Polsce nakręcono film podobny do "365 dni".

Reklama

Blanka Lipińska: - To jest pierwszy polski film erotyczny. Ale uważam, że zrobiliśmy coś, czego do tej pory nie udało się zrobić w polskim kinie. Również na świecie próżno szukać drugiego filmu, w którym tak wiarygodnie przedstawiony byłby seks. Obraz "50 twarzy Greya" miał być pełen pikanterii, tymczasem seksu było w nim tylko trochę. Mam nadzieję, że "365 dni" rozbudzi temperament u dorosłych Polaków, pokaże im, czym jest dzika namiętność.

Co cię najbardziej zaskoczyło podczas kręcenia filmu?

- Czas! Wiesz, jak długo realizowaliśmy 4-minutową scenę erotyczną? 16 godzin! Kręciliśmy ją z osiemnastu różnych ustawień kamery. Można więc sobie wyobrazić, jaką orkę mieliśmy przez dwa miesiące zdjęć i jak wiele osób musiało być zaangażowanych w ten projekt. Produkcja jest taczką obłędu. W pewnym sensie ja byłam sprawczynią tego zamieszania, bo wymyśliłam sobie, że premiera będzie w Walentynki 2020 roku. Podobno przygotowanie scenariusza takiego filmu trwa około rok, a my całą produkcję zrobiliśmy w 10 miesięcy. Teraz film jest w postprodukcji.

Podobno, gdy powstaje ekranizacja książki, której autor wciąż żyje, jest to przekleństwo dla ekipy.

- Na nieszczęście ekipy, jestem żyjącym autorem, co więcej, nie sprzedałam praw do powieści (śmiech). Bardzo dziękuję ekipie za cierpliwość, którą mi okazała. Gdy na plan wchodzi osoba, która nie ma zielonego pojęcia o kręceniu filmów i mówi innym, co mają robić, na przykład próbuje reżyserować sceny erotyczne, to domyślam się, jak musi działać na nerwy ekipie.

Czy podczas zdjęć mieliście zatem jakąś karczemną awanturę?

- Tak! Była to kłótnia o buty (śmiech). Kozaki są niezwykle istotne, zarówno w moim życiu, jak i w moich powieściach. Zwróciłam uwagę męskiej części ekipy, że kadr jest zły, bo nie widać butów. Oni mówią: "To tylko buty. "Ale jakie buty?! To są kozaki Givenchy, model Shark Lock" - odpowiedziałam . Marzyłam o tych bardzo drogich butach, gdy pisałam powieść i wreszcie je mam. Ekipa nie chciała spełnić mojej prośby, więc obraziłam się i wyszłam z planu. Ale koniec końców te kozaki są w filmie (śmiech).


Dowiedz się więcej na temat: Blanka Lipińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje