Reklama

Reklama

Było inaczej niż myślicie

Więziona przez porywacza, spędziła w piwnicy 3096 dni. Właśnie ukazała się w Polsce długo oczekiwana biografia Nataschy Kampusch. Dlaczego nie potępiła w niej oprawcy?

Tamtego dnia 10-letnia Natascha pokłóciła się z mamą. Po rozstaniu z ojcem matka nadużywała alkoholu. Bywało, że uderzyła córkę w twarz. Dziewczynka wybiegła do szkoły bez pożegnania (przez lata nie będzie mogła tego przeboleć...).

Na ulicy zauważyła mężczyznę, który szedł przed nią i co chwila się oglądał. Miał około 40 lat. Coś ją tknęło i chciała przejść na drugą stronę jezdni, ale nie zdążyła. Nieznajomy zaszedł jej drogę, zarzucił koc na głowę i wepchnął do furgonetki.

Jak się potem okazało, zawiózł ją do Strasshof, na spokojne przedmieście Wiednia. Natascha dobrze znała te okolice. To zaledwie kilkanaście kilometrów od jej rodzinnego domu, tu też mieszkali teściowie jej siostry.

Reklama

"Jestem całą twoją rodziną"

Wolfgang Priklopil zamknął ją w piwnicy o powierzchni pięciu metrów kwadratowych. Stanął nad roztrzęsioną dziewczynką i powiedział: "Zapomnij o rodzicach, szkole. Teraz ja jestem całą twoją rodziną". Natascha była przerażona. Powtarzała sobie jednak, że za chwilę ten koszmar się skończy. Zjawi się policja, uratują ją. Dni jednak mijały, a pomoc nie nadchodziła. Dziewczynka nie wiedziała, że miasto jest oklejone plakatami z jej podobizną, że po okolicy biegają policjanci z psami, że zgłosił się nawet świadek, który widział dziwne zajście przy białej furgonetce. Zresztą, nawet gdyby wiedziała...

Miesiąc po porwaniu policja zapukała do domu Priklopila. Zrobił dobre wrażenie. Zatrudniony w zakładach Simensa jako elektrotechnik, miał zadbany dom i ogród, kochającą matkę, która poza synem nie widziała świata i przynosiła mu obiady. Funkcjonariusze wykonali rutynową rewizję, niczego nie znaleźli.

Natascha była ukryta za ścianą o grubości pół metra, oddzielona dwoma przedpokojami i pancernymi drzwiami. Nawet gdyby krzyczała, nie usłyszeliby jej.

Wkrótce sprawa zniknięcia 10-latki utknęła w martwym punkcie.

Herbata z róży i kruchy rogalik

Priklopil na początku obchodził się z nią jak z małym dzieckiem. "Przyszedł z herbatą z dzikiej róży i kruchym rogalikiem. Wieczorem otwierał mi usta i mył zęby jak trzylatce" - pisze Natascha w swojej autobiografii.

Dla dziewczynki najgorsza była samotność. "Bałam się jej bardziej niż porywacza. Czas spędzany samotnie w tym pomieszczeniu doprowadzał mnie do szaleństwa (...). Starałam się, by nie zostawiał mnie samej. Jadłam z nim posiłki, grałam w młynek i chińczyka".

Po kilku tygodniach, bez wyraźnego powodu, Priklopil przestał być tak miły. Często krzyczał, bił, rzucał nożem. Zabraniał się jej kąpać, nie dawał jeść, podtapiał w umywalce. "Jesteś nic nie warta" - powtarzał.

Po raz kolejny jego stosunek do niej zmienił się, gdy skończyła 12 lat. "On się bał kobiet, a ja zaczęłam stawać się kobietą". Twierdzi, że jej nie gwałcił. "Poniżał mnie, kazał mówić do siebie mój panie, ale w nocy chciał się tylko przytulać" - mówi Natascha.

Pytana, jak rozumie motywy porywacza, odpowiada: "Chciał ze mnie zrobić niewolnicę. Rozkazywał: Bądź posłuszna!". Wielbiciel Hitlera powtarzał, że najważniejsze są porządek i czystość. Nieustannie remontował dom, by zrobić z niego wymuskaną twierdzę, a Natascha musiała mu w tym pomagać.

"Ta czystość miała świadczyć o wewnętrznym porządku, którego mu brakowało. Na co dzień wiele czasu spędzał ze mną w piwnicy, później zaczął zabierać mnie na górę. Kiedy nie potrafiłam czegoś wyczyścić czy ugotować tak perfekcyjnie jak jego mama, bił mnie i poniżał".

Matka przywoziła mu wałówkę na cały tydzień i prasowała koszule. "Za bardzo się o niego troszczyła. Przez to odebrała mu szansę, by wszedł w zdrową relację z dorosłą kobietą" - mówi z przekonaniem dorosła już Natascha.

3096 dni

Trzykrotnie próbowała uciekać. Dwa razy, gdy przypadkiem zostawił otwarte drzwi. Zawsze ją jednak doganiał. Kiedyś zabrał ją na narty. W toalecie zaczęła opowiadać nieznajomej kobiecie o swojej sytuacji, ale w drzwiach stanął Priklopil i turystka uciekła. "Chciał mi tą wycieczką zrobić przyjemność, przekonać, że u niego jest mi lepiej niż byłoby w rodzinnym domu. Czasem mnie rozpieszczał, czasem upokarzał".

Gdy był na nią zły, groził, że wysadzi w powietrze jej klitkę. A potem przynosił książki, filmy, słodycze i kosmetyki. Kilka lat po wyjeździe na narty, 23 sierpnia 2006 roku, Natascha znów dostała szansę, by się uwolnić.

Odkurzali samochód, gdy zadzwonił telefon. Priklopil pobiegł odebrać i zapomniał zamknąć drzwi. Uciekła. Na ulicy spanikowana zaczepiała ludzi, ale patrzyli na nią obojętnie. Dopiero starsza kobieta wysłuchała jej i zadzwoniła na policję. Potraktowano ją brutalnie. "Ręce do góry i proszę się nie ruszać" - usłyszała. Jąkając się, zaczęła opowiadać swoją historię. Zabrali ją do szpitala, wkrótce zjawili się fotoreporterzy. Priklopil, gdy tylko odkrył, że Natascha zniknęła, wsiadł do samochodu, dojechał do trakcji kolejowej i rzucił się pod pociąg.

Syndrom sztokholmski

Po ucieczce zaczęło się dla Nataschy nowe piekło: posądzeń i podejrzeń. Jak to możliwe, że przez osiem lat dała się przetrzymywać bestii? Grali razem w gry komputerowe! Jeździli na narty! Pewnie sama do niego uciekła! Bo dlaczego nie chce mówić o Priklopilu źle?

Psycholodzy bronili Nataszy, tłumacząc to tzw. syndromem sztokholmskim (ofiara czuje więź z prześladowcą - przyp. red.). Tymczasem Kampusch próbowała normalnie żyć. Wróciła do szkoły, poszła na psychoterapię, zaczęła pracować w telewizji, ale zrezygnowała... "Wiele młodych kobiet dziwnie na mnie patrzyło. Jakby zazdrościły, że dobrze mi się wiedzie" - wyznała.

Kiedyś w metrze usłyszała dowcip: "Co to jest: rośnie w piwnicy? Natascha Kampusch". I wybuch śmiechu. Autobiografię napisała, jak mówi, "by wreszcie wyjść na wolność. Wyrzucić z siebie tę historię". Szacuje się, że zarobi na niej kilka milionów. Czy za takie pieniądze uda się jej zbudować normalne życie?

Ewa Maciąg

Więcej o książce.

Nowy większy SHOW - elegancki magazyn o gwiazdach! Jeszcze więcej stron, więcej gwiazd i tematów! Więcej przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu, w sprzedaży od 14 lutego!

Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy