Reklama

Reklama

Chcę mieć dziecko!

Po ponad roku Agnieszka Włodarczyk przerywa milczenie. Tylko SHOW opowiada o miłości swojego życia i planach powiększenia rodziny.

Wraca na scenę. Na przekór wszystkim, którzy uważają, że się "skończyła". Mówi, że piosenka "Twoja mała Aga" spotkała się z pozytywnym przyjęciem. Nam udało się namówić Agnieszkę Włodarczyk (32) na pierwszy wywiad od ponad roku. Nie było to łatwe - przez ostatni czas aktorka ukrywała się w domu, zrażona do mediów i show-biznesu, które długo nie chciały zaakceptować jej związku z Mikołajem Krawczykiem (32).

Problemy pary zaczęły się, gdy udzielili wywiadu o swojej miłości. Po odważnych wyznaniach posypały się na nich gromy. Najwyższą cenę zapłaciła Agnieszka - będąc u szczytu popularności, odeszła z serialu "Pierwsza miłość", na planie którego poznała ukochanego. Ale znowu nabiera wiatru w żagle. Nagrywa płytę, zaręczyła się z Mikołajem. Tylko nam zdradziła swoje najważniejsze plany i opowiedziała, jak wygląda teraz jej życie.

Reklama

Niedługo wydasz płytę. I co dalej?

Koncerty, koncerty, koncerty... Chciałabym również sprawdzić się w nowej roli. W roli mamy.

Jesteś gotowa na założenie rodziny?

Mało kto jest w stanie powiedzieć, że jest do tego w stu procentach przygotowany. To będzie dla mnie zupełnie nowa sytuacja, chociaż miałam już dobry trening. Wychowywałam się z młodszym o dziesięć lat bratem.

Jaką będziesz mamą?

Nie wiem, ale jestem przekonana, że zakocham się w naszym dziecku bez pamięci. Moi rodzice byli mocno zakochani we mnie, mimo że się rozwiedli, kiedy miałam dwa lata. Z perspektywy czasu i różnych doświadczeń jestem mamie wdzięczna za to, że nigdy nie buntowała mnie przeciwko ojcu i nigdy nie mówiła o nim źle.

Nie utrudniała mi również kontaktów z nim. Zawsze wręcz zabiegała o nie dla mojego dobra. Dzisiaj kobiety często mszczą się na swoich byłych, wykorzystując do tego celu Bogu ducha winne dzieci. Potem mówią, że dobro dziecka jest najważniejsze. To czysta hipokryzja.

Jesteś dość odważna w swoich wyznaniach. Taka odwaga nie zawsze popłaca. Wywiad, którego udzieliliście razem z Mikołajem, był ostro krytykowany. Czy dziś zdecydowalibyście się na taką rozmowę?

Nie wiem. Ale zastanawia mnie jedno. Mimo że w Internecie rozpętała się fala nienawiści, na co dzień odbieramy dowody sympatii od zupełnie przypadkowych osób. Często podchodzą do nas ludzie i mówią: "Trzymamy za was kciuki, bądźcie silni, nie słuchajcie tych wszystkich frustratów".

To jest bardzo miłe i prawdziwe. Więc skąd takie fabrykowanie faktów przez media? Może to kwestia wielu wyświetleń artykułów o nas na portalach i wyników sprzedaży gazet. Jeżeli okładka z nami osiąga rekordową sprzedaż, to niektórym mediom opłaca się publikować zupełnie wymyślone historie, ryzykując przegrany proces. 

Twoje nazwisko wciąż jest magnesem?

Nie mam o tym zielonego pojęcia, jednak frekwencja na koncertach świadczy o tym, że nie straciłam popularności, tak jak się to sugeruje w mediach.

A co w takim razie straciłaś?

Zaufanie do ludzi. Odgrodziłam się na półtora roku od świata. Z Mikołajem udzieliliśmy tylko jednego wywiadu, który został źle zinterpretowany przez media. Wyciąganie wypowiedzi z kontekstu, szukanie sensacji tam, gdzie jej nie ma, i czytanie bez zrozumienia to domena wielu dziennikarzy.

Nie wiem, może udzieliliśmy tego wywiadu za wcześnie. Na pewno nie zrobiliśmy tego, aby obnosić się ze swoją prywatnością. Musieliśmy bronić naszej miłości. Wszyscy wokół próbowali na niej zarobić i ją zniszczyć. Nie chcieliśmy zostać obojętni wobec bezpodstawnych ataków ze strony mediów. I tyle na ten temat.

Niczego nie żałuję, bo wiem jaka jest prawda, ale jestem pewna, że zapłaciłam za to wysoką cenę. Jak teraz wygląda twoje życie? Normalnie. Zaczynam pracę nad promocją singla "Twoja mała Aga". Piosenka została bardzo ciepło przyjęta. To zasługa Marka Kościkiewicza, który idealnie odzwierciedlił to, co mi w duszy gra i Konrada Bilińskiego, który napisał tak trafny tekst. Bardzo im dziękuję! Pracujemy nad następnymi kawałkami na płytę. Cały czas koncertuję.

Lubisz życie w trasie?

Jestem jak bumerang. Po koncertach wracam do naszego domu najszybciej jak mogę. Ostatnio po wieczornym koncercie wsiadłam w samochód i przejechałam czterysta kilometrów. Chciałam wrócić. Już nie jestem rockandrollową dziewczyną (śmiech).

Dlaczego?

Przestało mnie to bawić i czasy się zmieniły. Teraz najbardziej cenię sobie spotkania z przyjaciółmi w domowym zaciszu.

Ale ostatnio znowu pokazujesz się z Mikołajem na salonach. Nadal wzbudzacie wielkie emocje.

Bez przesady z tymi emocjami. Wbrew temu, co pisze prasa brukowa, rzadko gościmy na branżowych imprezach. Wybieramy te najważniejsze.

Często są to wydarzenia muzyczne. Robisz sobie przerwę od aktorstwa?

Nie, ale na razie skupiam się na muzyce.

Śpiewający aktorzy są bardziej narażeni na krytykę?

A kto nie jest? Trzeba być na nią przygotowanym, gdy wychodzi się na scenę lub staje przed kamerą. Krytykę należy przyjmować z pokorą, o ile jest konstruktywna. Na niekonstruktywną nie tracę czasu. Z drugiej strony, ilu jest wokalistów bez dyplomu szkoły muzycznej, którzy funkcjonują na polskim rynku i świetnie sobie radzą? Tu liczy się nie tylko warsztat. Ważne są charyzma i osobowość. Coś, co przyciąga uwagę lub nie pozwala o nas zapomnieć. Śpiewającym aktorom też się to udaje.

Rozmawiając z nimi, odniosłem wrażenie, że traktują śpiewanie raczej jako coś dodatkowego, mniej poważnego.

Już nie bądźmy tacy serio. Jeżeli ktoś traktuje śpiewanie lub aktorstwo jako coś dodatkowego i mniej poważnego, to jego sprawa. Ja szukam różnych form wyrazu i szanuję swojego odbiorcę. 

Skąd inspiracja muzyką lat 80.?

Hity z tamtych lat miały niepowtarzalne melodie i niebanalną treść. Ludzie tęsknią za takimi klimatami. Zauważyłam to na koncertach. Kiedy śpiewałam covery z lat 80., widownia bardzo żywo reagowała. Pomyślałam, że to dobry kierunek. Zresztą wychowałam się na takiej muzyce i jest mi ona bliska. Sama jestem z lat 80.

Powiedz szczerze, kiedy ostatni raz byłaś na planie filmowym?

Rok temu, w styczniu. To były tzw. dokrętki serialu "Plebania".

"Plebania" ma szansę wrócić do telewizji?

Myślę, że nie. I mówię o tym z niekłamaną przykrością. Pracowaliśmy ze sobą jedenaście lat. To była jedna trzecia mojego życia... Z wielką przyjemnością chodziłam na plan i czułam się tam bezpiecznie. Nigdy ze strony producentów nie spotkała mnie żadna przykrość. Nigdy nie było krzywdzących i naciąganych plotek na mój temat. Współpraca była oparta na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Produkcja nie robiła sobie oglądalności kosztem aktorów.

Grałaś też w popularnym polsatowskim serialu. Współpraca zakończyła się w nieprzyjemnej atmosferze.

Polsat to moja rodzima stacja. Aż miło patrzeć, jak się rozwija i widzieć jakość, którą obecnie prezentuje. Miałam przyjemność grać w wielu serialach i filmach produkowanych przez Polsat. Były to m.in. "Sara", "13 posterunek", "Zostać miss", "Dziki", "My baby".

Współpraca zawsze układała się pomyślnie. Produkcja serialu, który zapewne masz na myśli, a którego nazwy nie wymienię, niestety nie prezentuje postawy, którą znam z czasów "Plebanii". Rozumiem, że telewizja niepubliczna rządzi się innymi prawami. Czasami jest potrzebny dodatkowy PR dla zwiększenia oglądalności. Robi się to często kosztem dobrego imienia aktorów i ich życia prywatnego.

Szkoda, że w dzisiejszych czasach liczą się tylko pieniądze, a człowiek jest na ostatnim miejscu. Dopóki słupki oglądalności wspomnianej produkcji będą się wahać, prawdopodobnie moje życie osobiste będzie szeroko komentowane. Ktoś na tym zyskuje, a ktoś traci. Takie czasy.

Spodziewam się, że i tak chciałabyś jeszcze zagrać z Mikołajem.

Oczywiście. Mikołaj jest świetnym partnerem. Praca z nim to ogromna przyjemność. Chciałabym z nim spróbować sił na dużym ekranie. Niekoniecznie w komercyjnej produkcji. Może jakiś wspólny spektakl? Mamy to w planach.

Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje