"Czterej pancerni i pies": Na planie żartom nie było końca

Odtwórcy głównych ról mieli aktorski talent, ale i duże poczucie humoru. To bardzo pomogło w sukcesie serialu.

Realizując serial o wojennych losach załogi czołgu Rudy 102, reżyser Konrad Nałęcki miał do dyspozycji duże pieniądze oraz wsparcie decydentów i wojska, które pomagało w scenach batalistycznych. Kluczem do sukcesu byli więc aktorzy.

Reklama

Bez większych dyskusji obsadzono role Olgierda i Gustlika. Roman Wilhelmi i Franciszek Pieczka byli już wówczas znanymi aktorami. Także Pola Raksa w roli Marusi nie wzbudzała kontrowersji, w tych czasach uchodziła za najpiękniejszą aktorkę młodego pokolenia. Była tak śliczna, że jej ówczesny mąż, operator i reżyser Andrzej Kostenko przychodził na plan serialu - zapewne po to, żeby... pilnować ukochanej.

Honoratę zagrała Barbara Kraftówna, mająca już za sobą sukcesy teatralne i filmowe. W castingu wybrano studentkę PWST Małgorzatę Niemirską (Lidkę) oraz Janusza Gajosa (Janka) i Włodzimierza Pressa (Grigorija), który akurat przegrał z Jerzym Zelnikiem rywalizację o rolę Ramzesa w "Faraonie".

Zatrudniono setki statystów, w tym żołnierzy jednostek z Dolnego Śląska, gdzie kręcono serial. W rolach drugoplanowych grali na ogół aktorzy śląskich teatrów. Tak na plan trafił Witold Pyrkosz, wcielając się w rolę Franka Wichury. - Wsiadłem do czołgu i starałem się go uruchomić - wspominał aktor. - Wtedy syn Konrada Nałęckiego krzyknął: "Pyrkosz, Pyrkosz, a nie jedziesz!" Ruszyłem z takim impetem, że ekipa pouciekała! Pyrkoszowi i Pieczce spodobała się ta scena i przekonali reżysera, aby włączył ją do 10. odcinka. W filmie Gustlik mówi tak do Wichury naprawiającego czołg. W nagrodę Witold Pyrkosz kupił synowi Nałęckiego czekoladę.

Pojazdami używanymi podczas realizacji serialu próbowali jeździć niemal wszyscy i zdarzało się, że... ścinali drzewa czołgami. Z reguły było to jednak spowodowane przez brak umiejętności, a nie przez brawurę. Dość powiedzieć, że kierujący czołgiem Włodzimierz Press nie miał wówczas nawet prawa jazdy!

Polubiliśmy pancernych także dlatego, że byli ciepli, sympatyczni i weseli. W roli szeregowego Czereśniaka pojawił się znakomity aktor kabaretowy Wiesław Gołas. Jego obecność na planie stała się powodem ciągłych utarczek z Pieczką, szczególnie w scenach zajmowania miejsca w czołgu podczas alarmu. - Wszystko musiało odbyć się regulaminowo... Siedem sekund, nie dłużej. Pamiętam, że wciąż przy tym dochodziło do kolizji z Gustlikiem. On jest długi, zanim się władował do czołgu, to już mu siedziałem na głowie. "Tomuś, pieronie zatracony - klął mnie. - Kaj mi leziesz z tymi kulasami na głowa!" - wspomina Wiesław Gołas.

Już sam wygląd i sposób mówienia Gustlika, Wichury i Tomka Czereśniaka wywoływały uśmiech, a co dopiero komiczne powiedzenia, sytuacje i scenki, które przeplatały się z dramatycznymi przeżyciami wojennymi bohaterów. Ze wspomnień aktorów wynika, że sami też dobrze bawili się podczas zdjęć.

Komediowy talent ujawnił nawet młodziutki wtedy przystojniak Janusz Gajos, na użytek serialu przefarbowany na blondyna. Przekomarzał się z Pyrkoszem, który pewnego razu... pociągnął go przed kamerą za nos. Gajos sprawdził się także jako podrywacz - podczas komisyjnego pokazu serialu ówcześni decydenci uznali jego pocałunki z Polą Raksą w przyszpitalnym parku za... zbyt namiętne. Potem co prawda aktor najbardziej ze wszystkich odżegnywał się od swojej roli. Jednak nawet on po latach pogodził się z fenomenem popularności Janka.

Gajos miał na planie poważny wypadek - przejechała go ciężarówka. Doznał poważnych obrażeń, miał uszkodzony kręgosłup i na pewien czas trafił w gips. Produkcji jednak nie przerwano, nakręcono wówczas sceny w szpitalu. W gipsie grał również Pyrkosz, który doznał złamania śródstopia. Gdy zdjęto mu opatrunek, to okazało się, że dla potrzeb serialu powinien go dalej nosić. Zakładano mu więc gips przed zdjęciami. Uważni obserwatorzy mogą jednak dostrzec, że kapral Franek Wichura ma opatrunek raz na prawej, raz na lewej nodze.

W roli Szarika wystąpili milicyjny owczarek Trymer i dublerzy: Spik i Atak. Trymer był psem karnym, ale łagodnym. Jako pieszczoch też lubił zabawy i figle z załogą...

Sławomir Koper

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje