Reklama

Reklama

Dama i dżentelmen cierpią w milczeniu

O tym, jak przetrwać Boże Narodzenie, nie zaliczając towarzyskiej wpadki, opowiada Adam Jarczyński, współzałożyciel Polskiej Akademii Protokołu i Etykiety, autor bloga sv24h.pl traktującego o dobrych manierach.

Aleksandra Suława: Wyobraźmy sobie taką sytuację:  Do świąt został tydzień. Byliśmy już na firmowej wigilii i jesteśmy przekonani, że na tym nasze obowiązki towarzyskie wobec kolegów z pracy  się skończyły. A tu nagle dzwoni nasza przełożona z zaproszeniem na kawę w drugi dzień świąt. Co robić jeśli nie mamy ochoty na składanie takiej wizyty?

Reklama

Adam Jarczyński: W takiej sytuacji trzeba trochę nagiąć fakty. Każdy kto chce zachować dobre relacje w pracy, nie powie szefowej wprost: " Nie przyjdę, bo nie mam ochoty", dlatego dla własnego dobra musimy wysilić  fantazję. Na szczęście Święta są okresem, który sprzyjają wymyślaniu rozmaitych wymówek. Zawsze możemy powiedzieć, że mamy wcześniejsze zobowiązania związane z wyjazdem do rodziny. To jest wymówka - pewniak.

I przez całe święta zastanawiamy się: Obraziła się szefowa czy nie?

 - Żeby zatrzeć złe wrażenia po odmowie, możemy w spróbować zadośćuczynić za odrzucone zaproszenie. Ja proponuję taki sposób: Przynosimy do pracy własnoręcznie upieczone ciasto i mówimy, że to prezent od babci czy cioci, u której rzekomo byliśmy. Kładziemy takie ciasto szefowej na biurku i mówimy: "Żałuję, że nie mogłam przyjąć zaproszenia, a tutaj taki mały poczęstunek od cioci, o której wspominałam".

A jeśli mamy pecha i ciocia - wymówka, naprawdę do nas zadzwoni? Od jej zaproszenia nie wykręcimy się wyjazdem do rodziny...

 - Wtedy mówimy, że jesteśmy zaproszeni do szefowej!

I słyszymy od cioci, że dla nas liczy się tylko praca...

 - W takich sytuacjach zawsze powtarzam sobie, że dama i dżentelmen cierpią w milczeniu. Jednak to nie musi być cierpienie bezgraniczne. U cioci nie trzeba nocować, wystarczy pójść do niej na kawę i ciastko. Wymówki w rodzaju: "Nie mogę przyjść  bo wyjeżdżam" niech posłużą do odrzucania zaproszeń od  osób, z którymi jesteśmy naprawdę skłóceni. Jeśli  czujemy, że spotkanie z kimś byłoby mało komfortowe, możemy pokusić się o wymówkę.  Jednak jeśli sytuacja nie jest tak dramatyczna, starajmy się przyjmować zaproszenia.

Jesteśmy damami i dżentelmenami więc zdecydowaliśmy, że  idziemy do cioci.  Ale w czym idziemy?

 - Jako dama i dżentelmen cierpimy dalej i dostosowujemy  nasz styl do stylu osób, które odwiedzamy.  Jeśli wiemy, że ciocia i wujek są wcieleniem  sznytu i elegancji, to do takiej konwencji staramy się dopasować.  Bezpiecznym wyborem  jest tzw. smart casual. U mężczyzn będzie to oznaczało strój złożony np. ze spodni, marynarki i koszuli bez lub z krawatem, a u kobiet np. elegancka sukienka czy spodnium z bluzką.   Taki styl możemy nazwać codzienną elegancją,  czymś pomiędzy strojem formalnym i swobodnym.

Znam osoby, dla których smart casual to szczyt elegancji...

 - Jeśli ktoś jest wiecznym buntownikiem z wyboru i nie chce rezygnować ze swojego alternatywnego wyglądu, to nie musi tego  robić.  Powinien jednak ubrać się nieco inaczej niż na co dzień, założyć coś szczególnego. Buntownik nadal możne wyglądać awangardowo, ale niech podkreśli to, że wizyta jest dla niego czymś wyjątkowym np. wkładając kolorową, ale jednak, marynarkę. Pamiętajmy o tym, że idąc do kogoś z wizytą strojem okazuje szacunek dla gospodarzy.

A przyjście do gospodarzy na kolację wigilijną czy świąteczne przyjęcie  z pustymi rękami jest brakiem szacunku?

 - Nie jest to nietakt, zwłaszcza że w święta zwykle kupujemy więcej jedzenia niż potrzebujemy. Niemniej warto spytać gospodarzy, czy nie chcieliby aby odciążyć ich w przygotowywaniu potraw. Zwłaszcza gdy w towarzystwie słyniemy z jakiegoś "popisowego  dania". Wtedy w odpowiedzi na nasze pytanie możemy usłyszeć:  "Wiesz co, przynieś tę swoja pyszną sałatkę z ananasów, którą robisz zawsze na święta".

Dobrze ubrani, z sałatką z ananasów stajemy w drzwiach i...

-I wita nas ciocia czyli nasz gospodarz

A jeśli przyszliśmy z osobą towarzyszącą, której ciocia nie zna? Kto, kogo i komu najpierw przedstawia

- Modelowe powitanie powinno wyglądać tak: Wchodzimy, gospodarz pierwszy wyciąga dłoń do powitania w kierunku kobiety, którą mężczyzna może w tym samym momencie przedstawiać, o ile kobieta sama tego już nie zrobi, a następnie gospodarz wita się z mężczyzną. A jeżeli to mężczyzna jest tą osobą, której nasza Ciocia nie zna, to po powitaniu z nami przedstawiamy cioci mężczyznę, z którym przyszłyśmy. Przy powitaniach obowiązuje jeszcze jedna zasada, według której osobę mniej znaczną przedstawiamy znaczniejszej albo tej wyższej rangą przedstawiamy osobę o randze niższej. Młodszą starszej, a kobiecie mężczyznę.

Tylko jak zdecydować kto jest ważniejszy,  partner czy ciocia?

 - W tym momencie najważniejszy jest gospodarz. I to on jest odpowiedzialny za to, aby wprowadzić nas na salony i przedstawić reszcie gości, którzy są już na miejscu. Jeżeli na przyjęciu jest już tłoczno, gospodarz  zapoznaje nas tylko z kilkoma osobami i dalej musimy radzić sobie sami, ewentualnie z pomocą znajomych czy współgospodarzy.  Takie zachowanie nie wynika z faktu, że zaraz po tym, jak gospodarz wprowadzi nas na salony, musi wracać do drzwi, żeby powitać kolejnych nowoprzybyłych. Sytuacja wygląda inaczej, jeśli jesteśmy gościem honorowym. Wtedy zwykle przychodzimy na końcu, bo zasada jest taka, że najważniejszy nie czeka na innych i to nam jest przedstawiana reszta gości. Choć może być i tak, że to gość honorowy wita przybyłych razem z gospodynią i gospodarzem.

Byłam kiedyś świadkiem zażartego sporu o to czy na te salony wchodzimy boso czy obuci...

 - Obuci. Wyjątkiem są spotkania bardzo nieformalne, w których uczestniczą osoby, które dobrze się znają i nie obowiązuje ubiór taki jak garnitur, kostium czy elegancka sukienka lub pory roku, w których pogoda sprawia, że chętnie zdjęlibyśmy nie tylko buty.

Na przykład wizyta u mamy

 - Chyba, że do mamy przychodzą też dziadkowie czy znajomi i wiemy, że będzie nieco bardziej szykownie. Wtedy nie polecam chodzenia boso. Niektórzy tłumaczą, że wolą zdejmować obuwie, bo  zima jest okresem, w którym jest bardzo mokro i wchodząc w ociekających butach możemy np. zniszczyć dywany gospodarzy. Aby pozbyć się tych obaw, a jednocześnie wyglądać elegancko, polecam przyniesienie ze sobą butów na zmianę. 

Obuci, przedstawieni pozostałym gościom, siadamy do stołu, a przy stole cisza. Jakie tematy wybrać, żeby ewentualna rozmowa nie przerodziła się w kłótnię?

 - Przede wszystkim, unikać tzw. tematów min: polityki, religii, finansów, zdrowia...

Zdrowia? Może się wydawać, że to jeden z naszych ulubionych wątków

 -  Polacy lubią narzekać, ale nawet w naszym narodzie zdarzają się rekordziści. Są osoby, które swoimi niezliczonymi chorobami uwielbiają zamęczać innych.  Jeżeli otworzymy taką puszkę Pandory, to za chwilę,  przy pięknie zastawionym stole,  będziemy rozmawiać  o tak apetycznych rzeczach jak  choroby skórne czy polipy.

Wobec tego o czym można rozmawiać  przyjemnie i bez ryzyka?

 - Dobrym zwyczajem ze strony gospodarza jest to, żeby poinformować gości, kto będzie na przyjęciu. Bo jeżeli wiem, że będzie ciocia Lucynka, wujek Michał, Grzesio i Stasio, których doskonale znam od lat,  to po przyjściu na przyjęcie, od razu wiem co robić. Siadam  i pytam:  "Co u ciebie słychać, jak żona, jak idzie dzieciom w szkole"?

Trudniej będzie,  jeśli zamiast Grzesia i Stasia na przyjęciu zjawi się tłum nieznajomych...

 - Wtedy odpowiedzialny gość powinien się przygotować do spotkania. Dobrym, starym zwyczajem jest uprzedzenie zaproszonych, że na spotkaniu będzie np. pani generałowa, pani ambasadorowa, pan prokurator, tak żeby gość mógł mieć jakieś punkty zaczepienia  przy ewentualnej rozmowie. Dziś raczej nie spotkamy  się z określeniami typu "pani ambasadorowa",  ale za to możemy powiedzieć, że będzie  np. pani Joasia, która prowadzi zajęcia w katedrze filozofii.

A co jeśli pani Joasia- filozofka, trafi na przyjęcie zorganizowane np. przez programistów. Jak rozmawiać z kimś, z kim nie mamy o czym rozmawiać?

 - Poszukajmy w pamięci tematów bliskich osobom, z którymi zasiadamy do stołu. Może nie wiemy wiele na temat C++, ale pewnie obiło się nam o uszy, że portal pana Zuckerbergera wprowadził nowe zasady dla użytkowników.  Jest to temat, którym możemy zagaić rozmowę, lecz musimy być przygotowani na to, że nasz rozmówca nie będzie miał ochoty na dyskusję o swojej pracy. Przebywanie w środowisku, które operuje hermetycznym językiem zawsze jest wyzwaniem. Zapewne trudno będzie nam też rozmawiać z kimś kto operuje biznesową nowomową. Bardzo ważne jednak jest to, by być dobrym słuchaczem. żeby być dobrym słuchaczem.

Jest jednak coś co może popsuć efekt tych przygotowań do spotkania. Oczko w rajstopach, poplamiona w trakcie jedzenia bluzka, naszyjnik, z którego rozsypały się koraliki. Jak wyjść z twarzą z takiej gafy?

 - Są sytuacje, które możemy zignorować. Jeśli coś nam się gdzieś polało, to staramy się z tego nie robić wielkiego halo.  Jeśli chodzi o rajstopy to jest to tak częsty wypadek, że warto mieć ze sobą zapasową parę. Gdy przydarzy nam się coś poważniejszego np. potrzebujemy tabletki, bo nagle rozbolała nas głowa, to idziemy do gospodarza. Oczywiście gospodarze to osoby, które w jednym momencie mają na głowie gotowanie, zabawianie, powitania, ale taka właśnie jest ich rola. I zdecydowanie lepiej szukać pomocy u nich,  niż zawracać głowę innym gościom.

Może się wydawać, że im bardziej familiarne warunki, tym luźniejsze podejście do stosowania dobrych manier. Można wyznaczyć jakąś granicę, po przekroczeniu której protokół już nie obowiązuje?

 - Zależy, jaką wyznaje się filozofię.  Ludzie kulturalni pozostaną kulturalni nawet wtedy, gdy będzie się na nich patrzył tylko ich kot. Natomiast ten kto jest elegancki na pokaz, w domu będzie się zachowywał zupełnie inaczej niż na salonach. Ja uważam, że damą i dżentelmenem jest się cały czas.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje