Dziewczyny nam ufają!

Duet, jakiego jeszcze nie było. Nie tylko zasiadają w jednym fotelu w jury „The Voice of Poland”, ale i mówią jednym głosem. Nam zdradzili, że obaj są zakochani!


Reklama

Po co wam "The Voice of Poland"?

Tomson: - To program o muzyce, czyli o tym, co najlepiej umiemy robić.

Baron: - Wiele osób pomagało nam w karierze, teraz my możemy się zrewanżować i to dobro oddać innym.

Wy dwaj na wielkim fotelu w "The Voice" funkcjonujecie jak stare dobre małżeństwo.

B: - Tylko niestety mamy małe piersi. Obaj!

Na czym polega męska przyjaźń?

T: - Na wspólnym piciu wódki. Bo babki mają słabą głowę. A facet po którymś głębszym powie, o co mu chodzi naprawdę (śmiech).

A tak bardziej serio?

B: - Męska przyjaźń niewiele różni się od kobiecej. Może wy częściej rozmawiacie o ciuchach czy kosmetykach, a nas interesują gry, sport i oczywiście wy - dziewczyny!

To może inaczej, na którym poziomie przyjaźni obecnie jesteście?

T: - Na najwyższym.

B: - Lewitujemy dziesięć metrów nad ziemią, a komunikujemy się za pomocą fal naszych myśli, zupełnie nie patrząc na siebie.

Pomagacie sobie?

B: - Spędzamy ze sobą trzy czwarte roku. Śpimy przez ścianę w różnych hotelach. Jesteśmy już jak rodzina.

T: - Możemy na siebie liczyć w sprawach różnej wagi, na przykład gdy się przeprowadzamy. Chodzi o to, że ktoś inny mógłby taką prośbę potraktować jako wysiłek, za który chce się coś w zamian. A my jesteśmy dla siebie w każdej sytuacji.

Dziś nie każdy ma dobrego kumpla.

T: - Wszyscy lubią się na Facebooku, ale kiedy trzeba pomóc, nagle są niedostępni.

Skąd wy w ogóle się wzięliście?

B: - Chcesz zapytać, skąd nazwa Afromental?

W wywiadach na takie pytania odpowiadacie przykładowo tak: "Na początku były kanapki z ogórkiem i rzodkiewką. Potem była wojna secesyjna i francuska rewolucja. Wygraliśmy zarówno jedno, jak i drugie. I tak powstał zespół". Mogę liczyć na odpowiedź bardziej serio?

T: - Tak w skrócie: najpierw poznaliśmy się z Wojtusiem (Łozowskim - przyp. red.) w programie "Idol". Zaszliśmy tam daleko, ale na szczęście nie za daleko. Potem trafiłem na studia do Olsztyna. I przypadkiem zobaczyłem Wojtka na pętli tramwajowej. Pytam: "Co tu robisz?". A on mówi, że tam mieszka. No i rozmowa dalej idzie: "Grasz w kosza?". "Gram". Więc poszliśmy najpierw grać w kosza, a potem pomuzykować z organkami na molo. Potem była impreza u didżeja Faudy. Każdy podchodził do mikrofonu i coś od siebie dawał. Wtedy mniej więcej narodził się pomysł, by zacząć zbierać zespół. No i jeden znalazł drugiego.

B: - Pierwszy w składzie był Lajan, nasz basista. On polecił pianistę, z którym chodził do klasy - tak pojawił się Śniady. Miał kolegę perkusistę Torresa, z którym studiował we Wrocławiu. Potem pojawiłem się ja. A jako ostatni do składu dołączył Dzimas. Dziś jest nas siedmiu. Razem gramy od blisko dziesięciu lat.

Który w waszym boysbandzie jest "ten inteligentny", a który "ten wysportowany"?

T: - Powiedz, że żartowałaś.

B: - My jesteśmy zawodowymi muzykami, świadomymi artystami. Każdy z nas skończył uczelnię muzyczną albo przynajmniej szkołę muzyczną drugiego stopnia.

To powinniście się nieźle kłócić.

B: - Jasne. Tak samo jak w związku z kobietą. Tylko, że z sześcioma facetami.

T: - Gdy dwóch się kłóci, zostaje jeszcze pięciu mediatorów. Ale zwykle to są kilkusekundowe sprzeczki. Znamy się od tylu lat, że dobrze wiemy, o co komu chodzi. Bo człowiek wkurza się o to samo. Ludzie już tacy są: konsekwentni w swoich przekonaniach. Ale generalnie klimat w zespole jest wyjątkowy. Dlatego mamy idealne warunki, by tworzyć i nie narażać się na plotki czy na rozpad grupy.

Chyba nie słyszałam plotek na wasz temat.

T: - Bo my nie trzymamy rąk pod stołem. Niczego nie udajemy. Nie kreujemy się na innych niż jesteśmy. Plotki powstają, kiedy ludzie chcą dowiedzieć się, jak jest naprawdę. Ponieważ u nas taka sytuacja nie zachodzi, nie ma się do czego przyczepić. My wszystko robimy otwarcie. 

Ale i tak niewiele o was prywatnie wiadomo. Co robicie w wolnym czasie?

B: - Niedawno wróciliśmy z Francji, gdzie jeździliśmy na deskach. Jesteśmy kumplami także poza sceną. Jeśli potrzebujemy towarzystwa, najchętniej sięgamy po... swoje.

T: - Czasem zespoły potrzebują od siebie odpocząć. A kiedy my wracamy do domu, jest normalnie: odpoczynek, dziewczyna, telewizor, konsola...

B: - I znowu się nie rozstajemy, bo gramy on-line.

W co gracie?

T: -We wszystko, co nowego się pojawia. Musimy sprawdzić, czy dobre.

Podobno planujecie skok ze spadochronem?

B: - Ostatnio zafundowaliśmy naszemu przyjacielowi taką atrakcję. I wtedy nagle wszyscy nabrali odwagi.

O co w tym chodzi? O lot? O pokonanie lęku?

T: - O zaspokojenie ciekawości.

B: - A ja chcę polatać.

Takie rzeczy trzeba robić zanim ma się dzieci. Bo wtedy nie można już myśleć tylko o sobie.

T: - Nasz basista Lajan, od kiedy urodziła mu się Marysia, mówi to samo. Niekoniecznie chce teraz skakać. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje