Reklama

Reklama

Ewa Chodakowska pokazała, jak naprawdę wygląda

Popularna trenerka fitnessowa, która na co dzień prezentuje nienagannie wystylizowane zdjęcia swojego ciała, tym razem postanowiła pokazać wszystkie swoje blizny i "niedoskonałości" urody. Jak sama przyznała, robi to, bo nie ulega dyktatowi wydawców pism dla kobiet.

O tym, że Chodakowska ma niedużą bliznę nad prawym biodrem (po usunięciu wyrostka robaczkowego), wiadomo od kilku lat, bo nieraz ją prezentowała w mediach społecznościowych. To ten sam rodzaj "powracającej melodii", jak przypominanie fanom, jakie zabiegi poprawiające urodę przeszła, a jakich - wbrew pozorom - nie (w skrócie: pośladki ma naturalne, piersi powiększone) oraz czy zamierza mieć dzieci (do tego tematu różnie się odnosiła na przestrzeni lat, choć w tym roku kategorycznie stwierdziła, że ona i jej mąż Lefteris Kavoukis dzieci nie planują).

Reklama

Co do samej blizny na brzuchu, to wcześniej spotykała się z dziwnymi zarzutami, że poprawiała ją chirurgicznie. Ostatnio pojawiły się inne, typu: "Gdybym miała coś takiego na brzuchu, to nie pokazywałabym jej publicznie".

Prawdopodobnie w odpowiedzi na tego typu niewybredne docinki, trenerka-celebrytka w swoim najnowszym poście na Instagramie nie tylko wyeksponowała na selfie bliznę po wyrostku, ale dodała jeszcze kilka innych zdjęć, na których widać "kurze łapki" wokół oczu, bliznę "na pół twarzy", blizny na nogach oraz rozstępy na udach.

Publikując nietypową serię zdjęć, Chodakowska nawiązała do praktyk, jakie panują w pismach kolorowych. "Pamiętam jak dziś mój szok, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam swoje zdjęcia do jednego z magazynów kobiecych... po POSTPRODUKCJI. Złapałam za telefon: "ODDAJCIE MI MOJE MIĘŚNIE... Usłyszałam: ale wiesz... my chciałyśmy, żeby było tak BARDZIEJ KOBIECO... (pisownia oryginalna).

Trenerka wspomina, że wtedy ją zmroziło. "Hej! Ale KOBIECOŚĆ JEST W GŁOWIE. Na swoje ciało pracuję całe życie i chcę je widzieć TAKIM JAKIM JEST!" - miała wówczas odparować do grafików przygotowujących magazyn do druku, żądając, żeby na miejsce wróciła choć jej blizna po wyrostku. Na to usłyszała, że zdjęcia muszą być estetyczne, bo takie są wymogi rynku.

"Moje blizny 10 lat temu nie wpisywały się w wymogi rynku, BYŁY NIEESTETYCZNE, a mięśnie były niekobiece" - skarży się w poście. I dowodzi, że jej blizny są kobiece, ponieważ ona jest kobietą, która w dzieciństwie była łobuziarą. Wspinała się na drzewa, trzepaki, szalała na rowerze, a wakacje spędzała na wsi. "Zawsze chodziłam tam, gdzie nie było wolno" - podkreśla. "Te blizny to część mojej osobowości, mojego buntu, mojej siły".

Odnosząc się do opublikowanych właśnie zdjęć, Chodakowska, zaczęła od blizny na twarzy: "To pamiątka po plastikowym kocie, którego roztrzaskałam na swoim policzku, zaraz po tym, jak tato krzyczał: NIE PĘDŹ TAAAAK! Się potknęłam i rozprułam sobie twarz..." - napisała.

Blizna po wyrostku to, jak się okazuje, także pamiątka z dzieciństwa: "10-letnia wylądowałam w szpitalu i pewnie, gdybym po wyjściu z niego, pokazała zwolnienie na wf, to nie wyglądałaby dziś jak blizna po rzeźniku. No, ale to też pamiątka po tym, jak bardzo nie potrafiłam usiedzieć na du**e".

Rozstępy na udach nazwała czule "kocimi paskami". I na koniec dodała, że łącznie z zarysem mięśni i piegami wszystkie te naturalne ślady na ciele kocha i akceptuje. 

***
Zobacz również:


Ewa Chodakowska będzie odchudzać dzieci! "Jedyny taki program na świecie"

Esmeralda Godlewska przesadza z poprawianiem urody na zdjęciach?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje