Reklama

Reklama

Gangsterzy z Wall Street. Tu liczą się tylko pieniądze

Cristina Alger jest prawniczką i finansistką, absolwentką Harvardu i nowojorskiej szkoły prawniczej. W swojej debiutanckiej powieści "Darlingowie", obnaża amoralne oblicze nowojorskich finansistów i bankierów. W rozmowie z INTERIA.PL opowiada o ciemnych stronach Wall Street, o kryzysie finansowym z 2007 roku oraz o pracy nad książką, która okazała się być wielkim sukcesem.

Bartosz Rylski, INTERIA.PL: Jesteś analitykiem finansowym i prawnikiem, czy możesz mi powiedzieć jak to się stało, że wpadłaś na pomysł napisania książki i co było inspiracją?

Reklama

Cristina Alger: - Studiowałam literaturę angielską. Nienawidziłam matematyki i nigdy nie przewidywałam kariery w finansach, pomimo tego że moi rodzice pracowali na Wall Street. Myślałam, że pozostanę na uczelni i uzyskam doktorat z literatury.

Mój ojciec zginął 11 września 2001 roku w ataku na World Trade Center. W tamtym czasie byłam na studiach wyższych. Moje priorytety zmieniły się radykalnie. Chciałam tylko dostać pracę, która pozwoliłaby mi wrócić do Nowego Jorku - żeby być blisko rodziny. Ważna dla mnie była również pensja, aby moja mama nie musiała się o mnie martwić.

Wiedziałam także, że będę musiała przejąć niektóre obowiązki w firmie mojego ojca. Prowadził on fundusz inwestycyjny. Wtedy pomyślałam, że powinnam się kształcić w dziedzinie finansów. Firma Goldman Sachs była na tyle miła, by zaangażować mnie do swojego dwuletniego programu dla analityków banków inwestycyjnych. Po upływie tego czasu zdecydowałam się pójść do szkoły prawniczej. Byłam blisko domu - studiowałam na Uniwersytecie Nowojorskim, a gdy skończyłam, poszłam do pracy jako prawnik korporacyjny. Było to w 2007 roku, sytuacja na rynku pracy zaczynała się załamywać. To był straszny czas dla wszystkich w Nowym Jorku i w kraju. Moja praca stała się niezwykle stresująca. Wówczas podjęłam próbę przeanalizowania tego, co widziałam dookoła siebie. Zaczęłam pisać o rodzinie, która znalazła się w samym środku kryzysu i po prostu nie mogłam przestać. Książka stała się dla mnie twórczym relaksem i uwolnieniem.

Po przeczytaniu twojej książki mam wrażenie, że finansiści są jak gangsterzy. Troszczą się o swoją rodzinę, a losy zwykłych ludzi w ogóle ich nie interesują. Czy uważasz to środowisko za pozbawione zasad moralnych?

- To zabawne, ale wczoraj ktoś mi powiedział, że spodobała mu się moja książka, bo przypomina mu rodzinę Soprano. Pomyślałam, że to naprawdę fajne porównanie. Myślę, że kryzys finansowy był rezultatem działań zbyt wielu ludzi z Wall Street, tracących zasady moralne. Było jak na Dzikim Zachodzie. Ludzie zaczęli kierować się swoimi własnymi zasadami, nie mając szacunku dla podstawowych reguł moralnych i etycznych, jak również przepisów, które zostały ustalone w celu kontrolowania branży. Nie sądzę, aby całe środowisko było pozbawione zasad. Znam wielu bardzo uczciwych ludzi, którzy pracują w bankach i funduszach hedgingowych oraz firmach prawniczych. Ale sądzę, że trudno jest trzymać się zasad, gdy szef i koledzy oraz konkurenci pchają cię do dokonywania wyborów niezgodnych z etyką lub gdy sami to robią.

Czy ludzie ze środowisk prawniczych i finansowych nie mieli do ciebie pretensji o obraz przedstawiony w książce?

- Nie słyszałam o tym! Właściwie dużo prawników powiedziało mi, że książka ich ucieszyła, ponieważ tak realnie przedstawia ich świat. Jedyną rzeczą, która sprawiła mi dużą trudność, było przedstawienie danych dotyczących nadużyć finansowych i późniejszego śledztwa, tak aby było to zrobione dokładnie i realistycznie. Chciałam ukazać ludzi, którzy żyli w okresie kryzysu finansowego tak, aby czytając moją książkę mogli powiedzieć - Tak! To jest dokładnie to, co wtedy czułem. Dla prawnika nie ma niczego gorszego niż źle napisany prawniczy thriller.

Czy powinniśmy się nadal obawiać piramid finansowych?

- Tak. Choć mam nadzieje, że SEC (Komisja Papierów Wartościowych i Giełd - przyp. red.) ma się na baczności. To było ogromne niedopatrzenie z ich strony - przegapić główne oznaki schematu Ponziego w analogicznym do niego systemie Madoffa, który działał płynnie przez lata.

 Czy twoje doświadczenia zawodowe pomogły podczas pracy nad książką?

- Tak, ogromnie! Bez tego nie mogłabym napisać książki. Miałam tylko wątpliwości, jak dużo szczegółów umieścić w powieści. Wiem dużo o prawnych niuanssch dotyczących piramid finansowych. Są one fascynujące, ale musiałam uważać, aby książki nie czytało się jak podręcznika. Przestępczość finansowa jest ekscytująca, ale szczegóły są na ogół suche.

Akcja książki jest bardzo skompresowana w czasie, trwa tylko 5 dni. Czy odzwierciedla ona tempo życia na Wall Street?

- Tak, czułam, że to ważne, aby ukazać nie tylko tempo Wall Street, ale także przedstawić ten szczególnie kiepski okres. Rzeczy działy się tak szybko, gdy rynki zaczęły się załamywać. Bank Lehman Brothers rozpadli się przez weekend. Fundusze hedgingowe zamykały się w przeciągu jednej nocy. To było bardzo stresujące i dramatyczne.  Chciałam, aby czytelnik czuł ten niepokój.

"Darlingowie" to doskonały materiał na scenariusz. Są jakieś plany nakręcenia filmu na podstawie tej książki?

- To właściwie jest rozważane przez telewizje Bravo, może powstanie serial. Proszę trzymać kciuki, aby się udało!

Czy John Grisham, autor thrillerów prawniczych i kryminałów był dla ciebie wzorem?

- Podczas pisania "Darlingów" ponownie przeczytałam  kilka powieści Grishama. Szczególnie lubię "Firmę", "Czas zabijania", "Raport Pelikana". Grisham jest mistrzem. Jego proza jest klarowna, a jego historie są starannie przemyślane i doskonale napisane.  Ma także wspaniałe poczucie humoru, które wiele daje jego twórczości. Jego pisarstwo jest inspirujące, a zarazem cechuje je skromność. Właśnie wczoraj zaczęłam  "Sycamore Row", książka natychmiast mnie wciągnęła i czytałam do późnej nocy.

Ile zajęła ci praca nad książka?

- Około 2,5 roku. W tym czasie pracowałam i pisałam, więc musiałam to robić w chwilach wolnych. Teraz piszę w pełnym wymiarze czasu i nie mam pojęcia, jak mi się to udawało, kiedy praktykowałam prawo.

Czy już myślisz o napisaniu następnej książki?

- Tak, pracuję nad nową książką. To bardziej thriller polityczny, akcja również rozgrywa się w Nowym Jorku. To nie jest ciąg dalszy "Darlingów" , ale kilka z moich ulubionych postaci pojawi się ponownie.


Dowiedz się więcej na temat: Darlingowie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje