Jak rywalizowały Rodowicz i Sipińska: Pięć najważniejszych starć

Artystki ścigały się nie tylko na przeboje, lecz także na... urodę i stroje. Maryla zarzucała Urszuli, że naśladuje jej styl i fryzury, włącznie ze słynną grzywką.

Rywalizacja blondwłosych piosenkarek trwała niemal od początków ich karier. Choć Sipińska dawno wycofała się z życia estradowego, wokalistki dalej nie szczędzą sobie uszczypliwości.

Reklama

Pojedynek utalentowanych debiutantek

Obie zaczynały karierę w latach 60., słusznie uchodząc nie tylko za bardzo zdolne, ale też niezwykle urodziwe. Przebojowa i hałaśliwa Maryla z gitarą, a Urszula przy fortepianie - bardziej stonowana, liryczna. Chociaż reprezentowały podobny typ urody, różniły się od siebie zdecydowanie: Rodowicz ubrana w ekstrawaganckie stroje niemal rodem z Cepelii czy Dzikiego Zachodu, a Sipińska delikatna, chętnie jednak eksponująca zgrabne nogi. Urszula jako pierwsza zadebiutowała na festiwalu w Opolu w 1967 r., ale to Maryla została tam bardziej zauważona dwa lata później.

Wojna podjazdowa o nagrody i wyjazdy

Sipińska święciła triumfy na festiwalach zagranicznych, natomiast Rodowicz hurtowo zbierała nagrody i wyróżnienia w kraju. Osiągała też wielkie sukcesy w "demoludach"; to wówczas przylgnęło do niej określenie "Madonny RWPG". Wokalistki dbały o to, by wspólnie nie wyjeżdżać na zagraniczne koncerty organizowane przez państwową agencję artystyczną PAGART.

Wzajemne uniki stały się tak widoczne, że piosenkarki namówiono wreszcie do wspólnego występu przed kamerami, który miał zakończyć podjazdową wojnę. Stało się to w programie Kazimierza Kutza "Nareszcie razem". Jego pomysłodawczynią była Sipińska, wokalistki wspólnie wykonały tytułową piosenkę. Śpiewały, że "góra z górą się nie zejdzie", lecz one są "nareszcie razem". Obie miały na głowach identyczne peruki, założyły pasujące do siebie stroje. Zwycięsko z tej konfrontacji wyszła Maryla, scenicznie górując nad rywalką.

Skandal na festiwalu w Opolu (1977)

Przegrywająca Sipińska zaczęła naśladować konkurentkę. Teraz czesała się w podobny sposób jak Maryla, łącznie z jej słynną grzywką. Upodobniła też kreacje. Zdenerwowana Rodowicz podejrzewała nawet, że Sipińska zaczęła je kupować w tym samym butiku w Berlinie Zachodnim! Nie wytrzymała jednak, gdy u boku Urszuli pojawiły się dwie chórzystki (tak jak u niej). Dotychczas Sipińska na scenie występowała sama, często siadając przy fortepianie. Tego było za wiele i podczas festiwalu w Opolu w 1977 r. doszło do awantury.

"Jak skończyła śpiewać - wspominała Rodowicz - zdjęła swój biały kapelusz, zamachnęła się nim na mnie, a ja wzięłam swój i zaczęłyśmy się okładać tymi kapeluszami jak na szpady. W tym momencie pękł jej rękaw w białej marynarce". Panie obrzucały się także owocami. Niby miał to być zaplanowany happening, lecz nie wyglądał przyjaźnie.

Konflikt o starą piosenkę

Sipińska powoli wycofywała się z czynnego życia estradowego (ostatecznie nastąpiło to w 1991 r.) i powróciła do zawodu architekta. Gdy pewnego dnia spotkała Marylę w Opolu, okazało się, że obie pojawiły się tam z zupełnie innych powodów. Rodowicz występowała na estradzie, natomiast Sipińska przyjechała... kupić cement. I tak już miało pozostać. Maryla wciąż święciła triumfy, natomiast Urszula koncentrowała się na wyuczonym zawodzie architekta wnętrz.

Z czasem znów doszło do starcia. Przygotowując materiał na płytę "Przed zakrętem" (1998), Rodowicz nagrała utwór Katarzyny Gaertner i Agnieszki Osieckiej "Weselne dzieci". Tymczasem piosenka ta ukazała się w 1975 r. w wersji Sipińskiej jako "Komu weselne dzieci". Urszulę zbulwersował wywiad telewizyjny, w którym Maryla miała stwierdzić, że piosenkę napisano przed laty specjalnie dla niej. Podobno później przeprosiła za to konkurentkę, tłumacząc, że nie znała okoliczności powstania utworu.

Apel Urszuli: trzeba wiedzieć, kiedy już zejść ze sceny

W ten sposób Sipińska skomentowała wyjątkowo długą karierę starszej o dwa lata koleżanki. Biologiczny zegar tyka - dodała. - Pora ustąpić miejsca młodszym. Maryla Rodowicz przyjęła te uwagi ze stoickim spokojem. Skomentowała tylko, że czuje się bardzo dobrze. I że dopóki ma fanów, to będzie dla nich śpiewała...

Sławomir Koper

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje