Reklama

Reklama

​Jane Seymour nie planuje operacji plastycznych, ale też i nie wyklucza

15 lutego gwiazda serialu "Doktor Quinn" obchodziła okrągłe 70. urodziny. Z tej okazji w okładkowym wywiadzie udzielonym magazynowi "NewBeauty" Seymour pokusiła się o refleksję nad starzeniem.

Ten nieuchronny proces nie jest dla niej, jak sama zapewnia, źródłem kompleksów, przeciwnie - metryka zdaje się nie mieć żadnego wpływu na jej poczucie własnej wartości. "Czuję się tak samo, jak kiedyś. Moje podejście jest takie: Bądź tak młoda, jak tylko możesz i chcesz" - wyjaśniła.

Reklama

Jane Seymour należy do grona aktorek, które zdają się opierać bezlitosnym prawom przemijania. Niegdysiejsza dziewczyna Bonda, która w 1973 roku zagrała u boku Rogera Moore’a w filmie "Żyj i pozwól umrzeć", wciąż zachwyca nienaganną sylwetką i młodzieńczym wyglądem. Gwiazda kultowego serialu "Doktor Quinn" 15 lutego obchodziła okrągłe 70. urodziny. Jak zapewnia w najnowszym wywiadzie, liczba ta bynajmniej jej nie przeraża. Metryka nie wpływa bowiem negatywnie na jej samoocenę czy poczucie atrakcyjności.

"Czuję się tak samo, jak kiedyś. Moje podejście jest takie: Bądź tak młoda, jak tylko możesz i chcesz" - stwierdziła w rozmowie z magazynem "NewBeauty". Choć proces starzenia nie napawa jej lękiem, aktorka chciałaby cofnąć czas - nie po to wszelako, by chociaż przez chwilę móc rozkoszować się młodością, lecz by nie popełniać pewnego błędu, który mógł mocno zaszkodzić jej urodzie. 

"Dziś powiedziałabym tej młodej dziewczynie, która większość czasu spędza w pochmurnej i deszczowej Anglii, żeby nie wylegiwała się na słońcu wysmarowana olejem podczas każdych wakacji! Na szczęście dawno temu przestałam wielbić słońce, więc moja skóra ma szczęście" - wyznała gwiazda.

Jak zatem 70-letnia Seymour dba na co dzień o swój wygląd? Prócz rezygnacji z kąpieli słonecznych, jedną z jej kluczowych zasad jest skrupulatna i systematyczna pielęgnacja. "Myślę, że to, jak dbamy każdego dnia o swoją skórę, ma ogromne znaczenie w kwestii tempa starzenia się naszej twarzy. Wieczorem zawsze stosuję krem z retinolem, rano zaś używam preparatu z filtrem przeciwsłonecznym. To mój najlepszy i najprostszy sekret przeciwstarzeniowy" - zaznaczyła aktorka.

I zdradziła, jakie ma podejście do kwestii poprawiania urody przy pomocy skalpela lub strzykawki. Choć, jak zapewnia, sama nigdy nie poddała się liftingowi twarzy, nie uważa, by w chirurgicznym pomaganiu naturze było coś niewłaściwego. "Na razie nie zdecydowałam się na ten krok, ale nie mam nic przeciwko temu. Prawie każda kobieta, którą znam, ma to już za sobą i jest naprawdę podekscytowana rezultatami. Myślę, że to świetny pomysł. Gdybym miała pewność, że taki zabieg nie zmieni rysów mojej twarzy, a ja pozostanę sobą, poddałabym się mu. Może kiedyś się zdecyduję" - ujawniła gwiazda.

***
Zobacz więcej:
 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje