Karolina Winkowska: młoda Polka, z której powinniśmy być dumni!

Karolinę Winkowską, aktualną mistrzynię świata w kitesurfingu, najłatwiej spotkać w jej naturalnym środowisku, czyli na plaży. Filigranowa 25-latka, której uśmiech nie schodzi z twarzy z rozwianymi włosami przymierza się do kolejnego skoku na fale. Udało nam się porozmawiać z nią w egipskim Soma Bay, gdzie przygotowuje się do kolejnych zawodów, tym razem w Hiszpanii.

Dominika Dziubińska: Opowiedz trochę o tym, co to w ogóle jest kitesurfing.

Reklama

Karolina Winkowska: - Kitesurfing to sport wodny, w którym przemieszczamy się za pomocą siły wiatru, w rękach trzymamy latawiec, a pod nogami mamy małą deseczkę (dzięki, której możemy płynąć po wodzie). Deski mogą mieć różne rozmiary w zależności od tego, co chce się w danej chwili robić. Można wykonywać skoki i akrobacje, pływać po falach, ścigać się, możliwości jest naprawdę sporo i każdy może znaleźć coś dla siebie. To jest chyba w kitesurfingu najfajniejsze.

Sportów wodnych jest wiele. Dlaczego zdecydowałaś się akurat na ten?

- Mój tata był kiedyś zawodnikiem w windsurfingu i to on zaraził mnie miłością do sportów wodnych. Całą rodziną również żeglowaliśmy, ale mimo wszystko ani jedno ani drugie jakoś mnie nie pochłonęło. I wtedy pojawił się w moim życiu kitesurfing. To jest w gruncie rzeczy bardzo młoda dyscyplina, ma dopiero ok. 18 lat.  Ja, kiedy zamieniłam windsurfing na kite’a, miałam 14.

- W windsurfingu coś mi wciąż nie pasowało, deska była duża, żagiel za ciężki. Zaniesienie całego sprzętu na plażę to była męka. Kite od razu mi się spodobał, bo okazał się po prostu "lekkim" sportem. Latawiec pompuje się pompką albo kompresorem, a deska ma najwyżej 130 - 140 cm, przemieszczanie nie wymaga użycia zbyt wielkiej siły. Poza tym we mnie zawsze tkwił duch freestylera, więc to, że na kitesurfingu tak łatwo jest skakać i wykonywać różne akrobacje, tylko mnie do niego zachęciło. Kiedy na dodatek okazało się, że całkiem nieźle mi to wychodzi, wszystkie inne sporty poszły w odstawkę.

Można powiedzieć, że kitesurfing jest sportem dla wszystkich?

- Oczywiście, każdy może zacząć pływać, ale najpierw trzeba zapisać się na kurs i rozpocząć lekcje pod okiem instruktora, żeby nauczyć się obsługiwać całą machinę: trzeba umieć kite’a rozłożyć, złożyć, dbać o to, aby linki się nie poplątały, poznać cały system bezpieczeństwa. To jest tak, jak z nauką jazdy samochodem - lepiej zrobić to pod okiem specjalisty niż na własną rękę. Oczywiście należy pamiętać, że jeżeli ktoś nie uprawiał nigdy żadnego sportu, to na pewno będzie mu trudniej. Ale na kiteboardzie rzeczywiście pływają wszyscy, zarówno dzieci (niektóre zaczynają już w wieku 5 lat) jak i dorośli, kobiety w ciąży i ludzie starsi, widziałam nawet panów po 80-tce, którzy świetnie się bawili fruwając na na falach, także nie ma tu specjalnych ograniczeń.

Dzięki kitesurfingowi dużo podróżujesz. Masz jakieś ulubione miejsce, które jest twoim "oczkiem w głowie"?

- Prawda jest taka, że wszędzie, gdzie pojadę, tam mi się podoba. Cały rok podążam za wiatrem i zawsze bardzo się cieszę na powrót w znajome rejony. Wychowywałam się w Warszawie, więc nie mogłam pływać cały czas. Teraz, kiedy większość roku spędzam w miejscach, w których kitesurfing mogę uprawiać cały czas, to jest to dla mnie pełnia szczęścia. Błękitne niebo, dobry wiatr, czego chcieć więcej? Jeśli te warunki są spełnione od razu jestem zadowolona. Ostatnio bardzo lubię jeździć do Egiptu z uwagi na to, że jest blisko domu, ale nie mam chyba swojego "oczka w głowie", nigdy nie mówię - "Tylko tam i nigdzie indziej!".

Nie masz czasami dosyć tego życia na walizkach?

- Jasne, że mam! Uprawiam ten sport ponad 10 lat i przez cały ten czas, co tydzień lub dwa zmieniam miejsce pobytu. To jest bardzo wyczerpujące fizycznie, biorąc pod uwagę, że podróżuję z 50 kilogramowym bagażem i ostatnio czuję, że jestem już  trochę tym zmęczona. Poza tym bardzo źle znoszę zmiany czasu. Zazwyczaj potrzebuję kilku dni, żeby oswoić się z nowymi warunkami. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie zatrzymania w jednym miejscu, bo kiedy jestem gdzieś przez dłuższy czas, to już po kilku dniach chcę podróżować dalej, do kolejnego punktu na mojej mapie. Wiem, że pewnego dnia będę musiała się zatrzymać, ale przyznam, że trochę boję się tego momentu.

Słyszałam, że regularnie trenujesz też jogę. Pomaga ci to w kitesurfingu?

- Ciało od wyczynowego uprawiania sportu robi się bardzo sztywne i moja postawa jest zamknięta. Okazało się również, że mam lekkie skrzywienie kręgosłupa. Zaczęłam ćwiczyć jogę i zauważyłam, że poprawia mi to jakość życia - mój kręgosłup się otwiera, prostuję plecy i mogę zapanować nad swoją postawą.

- Staram się ćwiczyć codziennie, bo nie dość, że joga jest świetna na rozciągnięcie mięśni, to jeszcze dochodzą do tego techniki oddychania i relaksacji bardzo przydatne zarówno przed jak i w trakcie zawodów. Pomagają mi one również w codziennym życiu. Wszyscy żyjemy w ciągłym pędzie, a joga mówi wyraźnie: "Zatrzymaj się, nie myśl o niczym, zrelaksuj się". W trakcie zawodów pozwala mi skoncentrować myśli tylko i wyłącznie na dobrym starcie i wykonaniu wszystkich trików. Mimo ogromnego stresu, jestem w stanie odciąć się od zgiełku i skupić tylko na zawodach. Poza tym joga, wbrew pozorom, jest bardzo podobna do kitesurfingu, bo zarówno kite'owe triki jak i pozycje w jodze zawsze można wykonać lepiej i precyzyjniej.

Twój kontrakt ambasadora sportów wodnych Egiptu został właśnie przedłużony o kolejny rok. Masz z tego tytułu jakieś dodatkowe obowiązki, to będzie dla ciebie wyzwanie?

-Tak, wraz z agencją MM4PR przedłużyłam właśnie współpracę z Ministerstwem Turystyki Egiptu i to jest dla mnie naprawdę fantastyczna możliwość. Mogę przyjeżdżać do tego kraju i pływać na najlepszym akwenie wodnym na świecie! Trzeba pamiętać o tym, że dla Egipcjan turystyka jest bardzo ważna i niestety przez różne zamieszania na świecie ludzie coraz częściej rezygnują z wakacji w tej części świata. Odbija się to na mieszkańcach, którzy tracą pracę. Jedną z moich funkcji jest właśnie promocja tego regionu, pokazanie potencjalnym turystom, jak w ciekawy i aktywny sposób można tutaj spędzić swój urlop.

Masz już jakiś plan na przyszłość? Zamierzasz być trenerką, czy twoje myśli podążają w zupełnie innym kierunku?

- Chciałabym jednak na dobre związać się z kitesurfingiem, to w końcu już teraz aż 12 lat mojego życia. Środowisko nie jest mi obce, bardzo dobrze się na tym znam, więc chciałabym zostać w branży kitesurfingowej jak najdłużej. Szczególnie, że daje ona naprawdę dużo możliwości, jeśli chodzi o pracę i rozwój. Są przecież firmy produkujące sprzęt, gazety dla sportowców, produkcje filmowe, organizacja zawodów. W tym sporcie jest dużo różnych ścieżek i mam nadzieję, że znajdę jedną dla siebie.

A co na to wszystko twoi rodzice, nie martwią się trochę o ciebie?

- To w zasadzie dzięki nim zaczęłam pływać na kiteboardzie, oni mnie trochę wypchnęli w ten świat. Na pewno martwią się tym, że tak rzadko jestem w Polsce i nie mogą spędzać ze mną tak dużo czasu jakby chcieli, ale dzięki nowoczesnym technologiom jesteśmy ze sobą w ciągłym kontakcie. Przede wszystkim z moim tatą, który zawsze jest na bieżąco, jeśli chodzi o moje podróże. Wystarczy, że wyślę mu SMS-a -"Tato samolot mi uciekł, bagaż nie dojechał" - a on już jest w gotowości.

- Zawsze staram się, żeby moi rodzice wiedzieli, gdzie aktualnie jestem, niezależnie od tego czy to tylko międzylądowanie, czy dłuższy pobyt. Teraz wydają się dużo spokojniejsi, ponieważ podróżuję z moim chłopakiem, a we dwójkę zawsze jest raźniej. Myślę, że oni sami chcieliby tak żyć, tylko kiedy byli młodzi nie mieli takich możliwości. Mój tata był zawodnikiem i ledwo dostawał pozwolenia, żeby lecieć na zawody do Francji czy Hiszpanii. Teraz jak tylko mają czas podróżują ze mną.

Teraz kiedy jesteś już mistrzynią świata masz jeszcze jakieś marzenia?

- Po zdobyciu mistrzostwa rzeczywiście jest ciężko. Wiem już dokładnie, jak to wygląda i co się w takiej chwili czuje. Od tej pory nie znalazłam chyba rzeczy, której chciałabym równie mocno, jak zostać mistrzynią świata. Zaczęłam trochę inaczej patrzeć na życie. Planuję wszystko w zasadzie z dnia na dzień, mogę powiedzieć, że są to takie cele krótkodystansowe np. skupiam się na doskonałym wykonaniu jakiegoś triku. Po spełnieniu takiego wielkiego marzenia, które pielęgnujesz w sobie dobrych kilka lat, ciężko jest znaleźć coś, co pochłonie cię w tak dużym stopniu. Mimo wszystko bycie mistrzynią świata jest zdecydowanie fajniejsze niż marzenie o tym tytule, więc absolutnie nie żałuję!


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje