Reklama

Reklama

Klara Williams: Nie chce prowadzić gry z mediami

​Miała trzy lata, gdy postanowiła zostać aktorką. Zawodu uczyła się w Londynie i Wrocławiu. Kończyła studium musicalowe, gra w teatrze i kinie. Ostatnio przyjęła zaproszenie do show Polsatu "Twoja Twarz Brzmi Znajomo" i od razu wywołała sensację. "Klara Williams to siostrzenica premiera" obwieściły portale plotkarskie. "Każdy ma jakąś rodzinę", śmieje się Klara. I dodaje, że starannie przemyślała decyzję o zmianie nazwiska, bo chciała budować własną tożsamość, stanąć na własnych nogach. O swoim udziale w show, planach, marzeniach i o tym, dlaczego chce chronić prywatność, opowiedziała w rozmowie z Interią.

Anna Rzążewska, Interia: Kogo zobaczymy w kolejnym odcinku "Twoja Twarz Brzmi Znajomo" w twoim wykonaniu?

- Wylosowałam The Cardigans "Lovefull" i jestem bardzo zadowolona. Naszą główną przeszkodą w programie jest czas. Nie ścigamy się między sobą, mierzymy się ze swoimi słabościami, ale to jest przyjemność. Z czasem ściga się tu każdy, bo jest go po prostu za mało! W piątek na półtorej godziny przed emisją pierwszego odcinka kończyliśmy nagrywanie piątego. Szybko zdejmowano mi tę trudną charakteryzację, maskę, która jest jak druga skóra. Zdejmuje się ją przy pomocy oleistego preparatu. Do końca dnia nic nie widzisz, ale biegniesz na premierę, jak ja wczoraj, czy do rodzinki lub znajomych. A następnego dnia ruszamy z kolejną postacią.

Reklama

Jak zareagowałaś na propozycję udziału w programie?

- Bardzo się ucieszyłam. Pomyślałam, że to ogromna szansa dla mnie. Myślę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wcielanie się w różne osoby pewnie mi się przyda w dalszej pracy, na przykład w filmie biograficznym, bo to nie jest kreowanie jakiejś bliżej nieokreślonej postaci, tylko oddawanie konkretnego artysty, twórcy, wokalisty lub wokalistki. Podeszłam do tego zadaniowo i pomyślałam - "Super!". Potem, jak opadły emocje, zmroziło mnie - "Czy dam radę?"

Czego się bałaś?

- Przede wszystkim braku czasu. I szybko przekonałam się też, że zdarzają się sytuacje, gdy coś zagra nie tak, jak chcieliśmy. Podczas jednego z odcinków wylosowałam postać, która była da mnie wyzwaniem. Trudna choreografia, równolegle śpiewanie. Pracowaliśmy przez tydzień z choreografem i coachem od śpiewu, na próbie wyszło fantastycznie. Dzień później - emisja. Na potrzeby charakteryzacji miałam bardzo wysokie obcasy, 12 - może nawet więcej - centymetrów, kozaki do połowy uda. Wsiadam do windy, wjeżdżam na scenę, fajerwerki, akcja! I wtedy mój obcas utknął w mechanizmie windy. Zaczęłam się szarpać, w ostatniej chwili uwolniłam się, ale obcas całkiem się połamał. Nikt się nie zorientował, co się dzieje, kamera nie przerwała pracy, a ja w ułamku sekundy podjęłam decyzję, że śpiewam dalej. Show must go on. Oczywiście to się nie mogło udać. Wszystko się rozjechało, bez stabilizacji, bez balansu, nie było mowy o tańcu, a ze śpiewem też było trudno. Ze stresu nie trafiłam w dźwięki, byłam skoncentrowana tylko na tym, żeby nie upaść. W tym szoku i adrenalinie na wizji nie wspomniałam nawet o tym, co mi się przytrafiło. Miałam w głowie tylko zadanie, żeby dowieźć materiał do końca. To było moje pierwsze doświadczenie tego typu. W teatrze możesz zwolnic akcję, liczyć na pomoc partnerów. Tu masz dwie i pół minuty i wszystko musi być na tip-top. Wrzucam to do worka "nowe doświadczenia". Po wszystkim było mi bardzo przykro. Nie mogłam powstrzymać łez. To była naprawdę dobra robota, a tu coś, na co nie masz wpływu, powoduje, że wszystko wygląda nie tak. Nieczęsto towarzyszą mi takie emocje.

Występ na żywo to na pewno ogromny stres. Ale byłam na planie programu i widziałam, że panuje tam specyficzna atmosfera. Jest wesoło, czasem nawet śmiesznie.

- Lubię, jak jest wesoło, jak ludzie się śmieją. Mam duże poczucie humoru. W programie to bardzo pomaga, bo występ jest ogromnym wysiłkiem. Sama charakteryzacja trwa pięć, sześć godzin i ma wiele etapów. Śmiejemy się z tego, jak wyglądamy, kiedy mamy na twarzach tylko gumowe maski, które wyglądają upiornie. Dziewczyny od charakteryzacji starają się nam umilić ten widok i dorabiają nam na przykład uszy dla zabawy. A jeśli w takim procesie jest zabawa, od razu chce się pracować i wstaje się o czwartej czy piątej rano z uśmiechem na twarzy.

Ostatnio masz mnóstwo pracy. Wkrótce zobaczymy cię też w serialu “Pierwsza Miłość". Lubisz ten serial?

- Jestem wrocławianką, więc "Pierwsza Miłość", która jest kręcona we Wrocławiu, zawsze była w tle i w końcu mnie przyciągnęła do siebie. To fantastyczna ekipa, świetni ludzie. Bardzo się cieszę, że mogę spełniać się i w show, i w serialu.

Masz wykształcenie w obu kierunkach. Skończyłaś szkołę aktorską i studio musicalowe. Zawsze chciałaś być artystką?

- Od dziecka. Mam zdjęcia, gdy jako kilkuletnia dziewczynka bawię się w teatr z moim starszym bratem. On organizował wszystko, a ja grałam. "Sprzedawaliśmy" nawet bilety! Reżyserowaliśmy wspólnie, a brat ogłosił się dyrektorem teatru. Miałam może trzy lata, kiedy po raz pierwszy powiedziałam, że chcę być aktorką. Potem na żadnym etapie dorastania i dojrzewania to mi się nie zmieniło. Od rodziny i znajomych często słyszałam: "Super, że już wiesz kim chcesz być".  Wydawało mi się, że to normalne, że każdy od dziecka ma pomysł na siebie. Dopiero później zauważyłam, że nie każdy. Aktorstwo to zawsze była moja droga.

Występowałaś na szkolnych akademiach...

- Tak! W gimnazjum byłam w klasie teatralnej, w liceum też w kasie teatralnej. Potem byłam w studium musicalowym, a w końcu w szkole teatralnej, do której dostałam się za trzecim razem. To nie było łatwe. Jest 20 miejsc i tysiąc, tysiąc pięćset kandydatów.

Musiałaś być bardzo zdeterminowana.

- Byłam, mimo że wiele osób próbowało mnie odwieść od tej decyzji. Mój tata od zawsze zajmował się kulturą, znał wielu artystów i próbował wytłumaczyć mi, że to jest bardzo trudna droga. Dziś wiem, że miał na względzie tylko moje dobro. Tłumaczyli mi to też znajomi aktorzy. Ich wskazówki były dla mnie niezwykle cenne, tylko że nie skłoniły mnie do zmiany zdania. Myślałam wtedy: "Aha. Muszę być przygotowana na trudna drogę. OK."

Przed twoim pierwszym występem w show wypłynęła informacja o twojej rodzinie. Pochodzisz ze znanej rodziny, ale zmieniłaś nazwisko. Mogłaś sobie ułatwić start a zrobiłaś coś przeciwnego. Dlaczego?

- To była moja bardzo przemyślana decyzja. Jestem tą samą Klarą od dziecka, marzenie o aktorstwie jest ze mną od zawsze, więc tu się nic nie zmienia. Gdy stałam się młodą kobietą, pomyślałam, że chcę budować własną tożsamość. To było dla mnie niezwykle ważne, żeby stanąć na własnych nogach.

Obawiałaś się reakcji, gdy portale zaczęły o tobie pisać?

- Nie, bo każdy ma przecież rodzinę.

Jednak bardzo strzeżesz prywatności.

- Uważam, że mój zawód jest na tyle publiczny, że mam prawo mieć swoje życie prywatne. Nie chciałabym prowadzić żadnej gry z mediami. Mam szacunek do tego, co robię, do publiczności i chciałabym, żeby mnie też szanowano. Na tym opieram swoje bycie w przestrzeni publicznej.

Studiowałaś aktorstwo w Londynie. Nie myślałaś, żeby zostać za granicą i tam robić karierę?

- Myślę o tym nadal. Otwieram się na świat. Kocham Polskę, ale też jestem ogromnie dumna z Polaków, którzy osiągają międzynarodowy sukces. Mamy w programie Kasię Łaskę, która śpiewała na Oscarach jako pierwsza Polka. To dla mnie niezwykle inspirujące. Teraz czas na pierwszą Polkę....

Z Oscarem. Marzysz o tym?

- Nagrody nie są takie ważne, ale wiadomo, że to jest jak w sporcie. Startujesz i chciałbyś być na olimpiadzie. Dla mnie sama przygoda wcielania się w role to już coś fantastycznego.

Masz wszystko bardzo precyzyjnie zaplanowane. Nie zostawiasz w życiu miejsca na przypadek?

- Uważam, że mało rzeczy dzieje się z przypadku. Wszystko jest po coś. Kiedyś wyobrażałam sobie, że za każdym razem kiedy wyjdę na scenę, będę zmieniać życie ludzi, zmieniać świat. Doświadczenia ze szkoły zweryfikowały to myślenie. Zaczęłam się wtedy zastanawiać, czy dobrze wybrałam, ale wtedy przekonałam się, że choć świata nie zmienię, swoimi kreacjami mogę przekazywać ludziom emocje, które są bardzo potrzebne. To jest pięknie w tym zawodzie.

Nie zawsze jest pięknie. Wiele się mówi o rywalizacji, czasem przegrywa się casting...

- Było tak! I widocznie tak miało być. Doszłam na bardzo zaawansowany etap castingu do "Córek dancingu" Agnieszki Smoczyńskiej. Zostałyśmy tylko dwie. Ja byłam na pierwszym roku studiów, Marta kończyła szkołę. I tak się złożyło, że to ona fantastycznie zagrała w tym filmie, ale cała sytuacja zaowocowała tym, że później zagrałam u Agnieszki Smoczyńskiej w obsypanej nagrodami "Fudze". Nie zagrałam tu, to zagrałam tam.

U ciebie szklanka jest zawsze do połowy pełna?

- Tak, zdecydowanie!

Mówisz o pracy jak o misji. Bardzo poważnie. A teraz przecież pracujesz w rozrywce.

- Ale rozrywka, komedia jest niezwykle istotna! W życiu i w pracy wyznaję zasadę "joy over perfection". To jest moja droga, nie wyobrażam sobie, że miałabym nie mieć powietrza i luzu. Sztuka wypełnia 80 procent mojego życia. Poza pracą staram się luzować - w sytuacjach przyjacielskich, towarzyskich, w domu, w zaciszu z książką w ręce, z dobrym filmem, bo uwielbiam kino. Natura, rodzina, przyjaciele, sporty. Uwielbiam wodę, pływam, żegluję. Nad wodą się regeneruję, to jest mój żywioł. To jest pozostałe 20 procent.

A polityka Cię interesuje?

- Tylko na tyle, na ile jest ważna w życiu każdego obywatela, ale rano włączam dobrą muzykę, jazz, nie kanały informacyjne.

Jakie są twoje zawodowe marzenia?

- Chciałabym zagrać w filmie kostiumowym. Jak Cate Blanchett w "Elizabeth". A w przyszłości może produkować filmy. To fantastyczne marzenie i kolejne pole do rozwoju. Ale na razie zbieram jeszcze doświadczenia. 

Zobacz więcej! 

Klara Williams o tremie w programie. "Czuję raczej ekscytację!"

Sprawdź, co nowego u bohaterów twojego ulubionego programu. Oglądaj, kiedy chcesz na PolsatGo»

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje