Maria i mężczyźni

Mała, piegowata, w okularach, od dzieciństwie czuła się wyjątkowa. Dzięki ojcu, który nauczył ją, co to znaczy kobieca duma. Pozwalała się wielbić mężczyznom i zawsze dyktowała warunki. O tym, co dziś znaczy dla niej być kobietą, o wstydzie, bezwstydzie i namiętnościach Maria Peszek opowiada Magdzie Jaros.

Twój Styl: Kiedy odczuwasz wstyd?

Reklama

Maria Peszek: Jestem pod tym względem niespójna. Uwielbiam chodzić nago po domu, lesie, plaży i nie mam też oporów, żeby rozebrać się, prowokować na scenie. W pracy potrafię być ekshibicjonistką i bezwstydnicą. Mój wstyd wywołuje jednak wszystko to, co jest związane z biologią. Nie uczestniczę w rozmowach o ciążach, menstruacjach, chorobach. Nie jestem w stanie oglądać reklam tamponów albo podpasek. Dla mnie naruszają jakąś tajemnicę. W ogóle udaję, że fizjologia mnie nie dotyczy, więc kiedy czasem bierze górę, jestem wściekła. Na przykład jeśli mam sesję fotograficzną i budzę się z opryszczką, podkrążonymi oczami, mam poczucie winy. Jak to, ja nad czymś nie potrafiłam zapanować?!

A w relacji z partnerem wstyd istnieje?

Z Edkiem, moim narzeczonym, jesteśmy od szesnastu lat. I nawet z nim sfery, o których mówiłam, wymagają delikatności. Ale skala czułości i zaufania między nami jest tak wielka, że Edward to jedyna osoba, która może sobie pozwolić, by być naprawdę blisko. Chociaż myślę, że jest dobrze, jeśli ludzie po wielu latach się siebie wstydzą. Pewnych rzeczy przy moim mężczyźnie nie zrobiłabym na pewno, nawet jeśli teraz nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy.

Pamiętasz moment, w którym poczułaś się kobietą?

Jeszcze się nią nie czuję. Pewnie ze względu na mój charakter i typ urody. W środku mam dużo z chłopca, chuligana. Dlatego stereotypowe pojmowanie kobiecości mnie śmieszy. Lubię swoją płeć, ale mam problem z odnajdywaniem się w stricte damskim świecie. Źle znoszę tak zwane babskie tematy. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że nie mam żadnej przyjaciółki, nawet bliskiej koleżanki.

Lepiej ci wśród mężczyzn?

Zdecydowanie. To oni mnie inspirują, fascynują. Ale jako współpracownicy, kumple, a nie potencjalne ofiary. Nie mam zmysłu uwodzenia. Najczęściej to mężczyźni mnie zdobywali. W dodatku nie zauważałam tego, bo zawsze byłam czymś zajęta, dokądś biegłam. Więc jak się orientowałam, o co chodzi, byłam zazwyczaj totalnie zaskoczona.

Dowiedz się więcej na temat: ciało | rodzice | problem | dziecko | awaria | teksty | peszek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje