Reklama

Reklama

Maria Winiarska: Przeżywam drugą młodość

Mówi o sobie, że jest „68–letnią influencerką z Warszawy”, a do tego „aktorką, a kiedyś to nawet piosenkarką”. Ale Maria Winiarska jest też żoną Wiktora Zborowskiego i mamą dwóch córek - Hanny i Zofii.

W rozmowie z Karoliną Głogowską opowiada m.in. o tym, jak zdobyła ponad 100 tys. followersów na Instagramie oraz "szacun" młodzieży. Zdradza też, że teraz to córka uczy ją, jak postępować z mężczyznami.

Reklama

Karolina Głogowska: Prowadzi pani zabawny i ciekawy profil na Instagramie. Jak pani wpadła na to, że to medium jest dobrą formą kontaktu ze współczesnym światem?

Maria Winiarska: - To córki, Hania i Zosia, wprowadziły mnie w świat Instagrama. Trochę dla własnej wygody. Miały dosyć moich ciągłych telefonów i maili z pytaniami "Co jest? Co słychać?". Założyły mi konto na Instagramie, żebym mogła je podglądać i pokazały, jak go używać.

- Po jakimś czasie Zosia zaczęła mnie namawiać, żebym i ja spróbowała się na nim udzielać, bo mam dystans do siebie, poczucie humoru, niczego nie udaję, a ludzie mnie lubią. Żebym spróbowała pokonać kult młodości w mediach społecznościowych, bo brakuje tam osób starszych. Miałam opory, bo nigdy nie lubiłam gadać na żywo do kamery. Bałam się, że sobie nie poradzę.

- Pomogła mi Zosia. Pierwsze filmiki na Instastories kręciłyśmy razem. Tak było łatwiej. Ona mnie luzowała, bawiło mnie to, nakręcałyśmy się nawzajem. Potem próbowałam już sama. Ponieważ mi się spodobało, bawię się w to dalej. Wcześniej niczego nie wiedziałam o Instagramie. To była dla mnie nowość. Dopiero kiedy w to weszłam, zobaczyłam, ilu nowych, młodych ludzi poznałam, wirtualnie i nie tylko.

- Powoli odkrywałam, że Instagram jest dobrą formą kontaktu ze światem. Zaczęłam być zapraszana razem z Zosią do showroomów, na różne eventy, pokazy mody, promocje. Rozdzwoniły się telewizje śniadaniowe. Mam wywiady, sesje zdjęciowe, okładki - z córką i bez. Mam też więcej propozycji zawodowych.

- Do niedawna byłam cicha, skupiona na domu i dzieciach, potem na wnuczkach, a tu, proszę - "rozgwiazda"! Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak to jest, że ogląda mnie ponad 100 tysięcy osób. Czym ich tak przyciągam, że podążają za mną i lubią moje Instastories.

- Zauważyłam, że młodzi ludzie inaczej ze mną gadają. Najpierw lekkie pobłażanie, że nestorka ma Instagrama. Ale jak się dowiadują, że mam ponad 100 tysięcy podglądaczy, to wzbudzam w nich szacun, zaczynają ze mną rozmawiać, dają rady, chcą pomóc, jak czegoś nie kumam. A ja z kolei zaczynam mówić ich językiem, czyli przeżywam drugą młodość i to bez kochanka! Można? Można! A, i ostatnio doszły mnie słuchy, że podobno działam motywująco na moje pokolenie, namawiając do dbania o siebie i zajęcia się sobą. Do bycia aktywną babcią, a nie siedzącą w bamboszach i szlafroku przed telewizorem.

- Pamiętajcie, że Instagrama może mieć każdy, tylko trzeba spróbować. Dla mnie jest to fajna zabawa, choć staram się w moich filmikach zawsze coś cennego przekazać. Zabiera mi to sporo czasu, ale daje ogromną frajdę. Tak więc trzeba próbować nowości i iść z duchem czasu. Do czego gorąco zachęcam jako influencerka!

Dowiedz się więcej na temat: Maria Winiarska | Zofia Zborowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje