Reklama

Reklama

​Michelle i Barack Obama w sobotnie popołudnie pożegnali swojego psa Bo

Ukochany Bo pojawił się w ich rodzinie tuż po pierwszej nominacji Baracka Obamy. "Nie mieliśmy pojęcia, ile będzie dla nas znaczył" - napisała w sobotę na swoim profilu instagramowym Michelle Obama, żegnając się z ukochanym pupilem. Z jej słów można wywnioskować, że po 12 latach spędzonych razem był traktowany niemal jak członek rodziny, W podobnym tonie o odejściu psa chorującego na raka pisał Barack Obama.

W Polsce psów tej rasy jest niewiele. W zależności od źródeł podaje się, że jest ich od kilku do kilkudziesięciu sztuk. Ale w USA cieszą się popularnością i są bardzo cenione. I to mimo że wodołazy portugalskie, inaczej psy portugalskie wodne nie są proste w wychowaniu a wobec innych psów bywają agresywne. Z postów zamieszczonych w sieci przez byłą parę prezydencką wynika jednak, że Bo, który pojawił się w Białym Domu w 2009 roku, był wyjątkowy.

Jak przekazał magazyn "People", Michelle Obama była wdzięczna za to, że przez te 12 lat spędzonych razem Bo zawsze witał powracające ze szkoły dziewczęta (Malię i Sashę), im zaś pomógł odnaleźć się w pustym domu, gdy córki wyprowadziły się z niego, aby studiować. Barack Obama był zaś pod wrażeniem stoickiego spokoju psa wobec dzieci i jego pocieszającej obecności, gdy oni - dorośli - mieli kłopoty lub byli zdenerwowani.

Reklama

Bo był prezentem, jaki była rodzina prezydencka otrzymała od jednego z senatorów - Teda Kennedy'ego z Massachusetts, który ma hodowlę psów tej rzadkiej rasy. Nieprzypadkowym prezentem, gdyż jedna z córek (Malia) jest alergiczką i tylko pies tej rasy nie wywoływał w niej reakcji alergicznej.

Imię "Bo" otrzymał zaś na cześć piosenkarza zmarłego w tym samym roku, w którym on pojawił się w Białym Domu, Bo Diddleya.

PAP life

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje