Reklama

Reklama

Mój świat wywrócił się do góry nogami

Jej kariera rozwija się od dwóch lat w błyskawicznym tempie. Jest jedną z najpopularniejszych polskich aktorek. Ma talent, wyrazistą urodę i intrygujący niski głos. Cieszy się, że teraz ma swój czas, ale stara się zachować do tego zdrowy dystans.

Widzów uwiodła rolą starszej posterunkowej Kaliny w "Złotopolskich", ale przełomowa w jej karierze okazała się postać Korby w kinowym hicie "Lejdis". Do dziś ma do niej ogromny sentyment, bo to od premiery tego filmu w jej życiu zawodowym wszystko się zmieniło.

Reklama

Prywatnie jest mamą półtorarocznej Lenki i partnerką życiową aktora Piotra Grabowskiego. Ostatnio mogliśmy ją oglądać w serialu "Naznaczony". Dołączyła do obsady "M jak miłość", a na dużym ekranie gra Amy w filmie "Nigdy nie mów nigdy". A już wkrótce na ekrany telewizyjne wchodzi "Klub szalonych dziewic" oraz "Ten ratuje cały świat". Jest aktorką bardzo szczęśliwą, bo... bardzo zapracowaną. Nie ma co ukrywać: Anna Dereszowska bije rekordy popularności. To jej czas!

Mimo napiętych terminów, znalazła chwilę, by porozmawiać z nami o tym, co jest dla niej w życiu najważniejsze.

To jest świetny czas dla ciebie zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Czujesz się kobietą sukcesu?
Anna Dereszowska: Rzeczywiście nie mogę narzekać. Mam mnóstwo bardzo interesujących propozycji. Dużo gram - w kilku filmach i serialach. To gorący moment w mojej karierze zawodowej. Błędem byłoby go przegapić, nie wykorzystać. Ale nie chciałabym, żeby ten sukces rozmienił się na drobne. No i wiem, że muszę być bardzo ostrożna, by nie przekroczyć takiej granicy, kiedy widzowie będą mieli mnie najzwyczajniej dość.

Jesteś nie tylko bardzo popularną aktorką, ale i młodą mamą. Twoja córeczka ma dopiero półtora roku.
Tak się złożyło, że Lenka pojawiła się w moim życiu trochę niespodziewanie. Myślę, że wiele kobiet, które uważają, że macierzyństwo to nie jest ich droga, w pewnym momencie orientuje się, że coś ważnego je ominęło. Za to po urodzeniu dziecka kobiecie świat się przewartościowuje.Mnie też to nie ominęło.

- Macierzyństwo to największe wyzwanie, jakie kiedykolwiek mnie spotkało! Ale jestem bardzo szczęśliwa w roli mamy, nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie mieć dzieci.

Dziecko zmieniło twoje podejście do życia?
Zmieniło niemal wszystko. Przede wszystkim po pracy od razu gnam do domu, by jak najdłużej być razem z rodziną. Zmieniło się także moje myślenie o przyszłości. Pracuję już nie tylko po to, żeby wyjechać na wakacje, czy kupić nową sukienkę, ale żeby zabezpieczyć mojej córce przyszłość. Myślę o jej wykształceniu, o tym, co będzie kiedyś robiła, gdzie pójdzie do szkoły.

- Zmieniło się też moje myślenie o relacjach domowych, tych bardzo intymnych. Pojawiła się Lenka i zaczęłam myśleć o nas już w kategorii rodziny. Tak naprawdę cały świat wywrócił się do góry nogami - dla mnie to bardzo pozytywne doświadczenie.

Tata Lenki cię wspiera? Pomaga w obowiązkach domowych?
Piotr bardzo mi kibicuje i bardzo intensywnie pomaga w opiece nad małą. Onma w sobie ogromnie dużo ciepła i cierpliwości, być może dlatego, że jest już doświadczonym ojcem, ma dwoje z poprzedniego związku. Staramy się dzielić obowiązkami.

Macie swoje wspólne, rodzinne rytuały, których za nic nie przegapisz?
Kąpiele Lenki są takim rytuałem. Misia jest po rodzicach "nocnym Markiem", chodzi późno spać, więc kąpiele są jedną z tych rzeczy, w których udaje mi się uczestniczyć nawet, kiedy mam dużo zajęć.

Słyszałam, że zdarza ci się zabierać małą na plan?
Usiłuję spędzać z nią każdą wolną chwilę, więc jeśli tylko mogę, zabieram ją do pracy. Jest bardzo grzeczna i niezwykle otwarta. To, że nie chowamy jej pod kloszem, tylko zabieramy wszędzie ze sobą, naprawdę procentuje.

Dowiedz się więcej na temat: dystans | rzeczy | miłość | świat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje