Reklama

Reklama

Nie taka zielona mama

Jeszcze niedawno gubiła się w gąszczu porad dla młodych mam. Dziś doradza innym, jak to jest być ekologicznym rodzicem.

Jest teraz pani w ósmym miesiącu ciąży. Planuje pani wypoczynek przed porodem?
Reni Jusis: - Tuż przed sylwestrem, razem z mężem i synkiem pojechaliśmy nad jezioro, w głuszę, by wyciszyć się i trochę zbliżyć do natury. Przydał nam się taki oddech. To ważne, bo za chwilę zostaniemy po raz drugi rodzicami.

Jak się pani czuje w ciąży?
- To czas naturalnej euforii. Pewnie nie napisałabym "Poradnika dla zielonych rodziców", gdybym nie była w ciąży. Ten stan przysporzył mi dodatkowej energii i mogłam pracować jakby na dwóch etatach. Książkę pisałam z moją znajomą, reżyserką i scenarzystką Magdą Targosz, blisko rok. Głównie po nocach i w czasie drzemki naszych dzieci. Skąd pomysł na tytuł: "Dla zielonych rodziców"?
- Trzy lata temu, gdy zaczynałam moją przygodę z macierzyństwem, czułam się bardzo zagubiona w zalewie sprzecznych informacji i rad. Kiedy urodził się Teoś, jeszcze nie wiedziałam, że zmierzam ku ekologicznemu rodzicielstwu. Czyli czułam się też "zielonym rodzicem". Poza tym wielu osobom wydaje się, że jest to styl życia wyłącznie dla zamożnych, którzy mają dużo wolnego czasu. A to są mity, z którymi próbujemy walczyć. Nasza książka nie jest zbiorem osobistych doświadczeń, bo jesteśmy jeszcze młodymi mamami. Są to wywiady z kilkunastoma największymi, naszym zdaniem, autorytetami w dziedzinie wychowywania, karmienia i zdrowego życia.

Reklama

Czy dziś bycie eko jest w Polsce modne?
- Wierzę, że rośnie nowe pokolenie, dla którego ekologia będzie czymś naturalnym. Na całym świecie właśnie odbywa się ekorewolucja. Najlepsi designerzy projektują meble z recyklingu, gwiazdy wybierają modę vintage. A u nas ten temat ciągle jest traktowany z dystansem. W Polsce znam wiele osób publicznych, które prowadzą ekologiczne życie, ale nie afiszują się z tym, bo boją się kontrowersyjnych komentarzy. Pranie w orzechach indyjskich, detergenty z sody. Czy pani naprawdę tego próbowała?
- Ekologiczny styl życia przychodził do mnie małymi krokami. Na początku moją pasją było zdrowe żywienie rodziny, bez toksycznej chemii, pestycydów i konserwantów. Potem zaczęłam powoli zgłębiać inne tematy, jak noszenie dzieci w chustach czy tworzenie zabawek z niepotrzebnych przedmiotów. To wszystko jest ekologia.

Przeciętna rodzina z dziećmi produkuje ogromne ilości śmieci w postaci starych zabawek i ubrań. Jak temu przeciwdziałać?
- Starajmy się udowadniać dzieciom, że konsumpcja nie musi być sensem naszego życia. Możemy przecież kupować na aukcjach internetowych używane meble, książki czy wózki. Wymieniajmy się z przyjaciółmi zabawkami. Ograniczmy jednorazowe opakowania, naczynia. Warto wiedzieć, że po Pacyfiku pływa wyspa wielkości Stanów Zjednoczonych złożona ze śmieci. Te wszystkie worki foliowe, butelki plastikowe czy pieluszki jednorazowe rozkładają się aż 300-500 lat! Na mnie to robi duże wrażenie.

Rozumiem, że świąteczną choinkę miała pani sztuczną?
- Plastikowa choinka właśnie rozkłada się około 500 lat, dlatego co roku mam żywą, w doniczce i z własnoręcznie wykonanymi ozdobami. Można ją po świętach przesadzić do ogródka. A jeśli ktoś woli cięte drzewko, to warto, by w przyszłym roku wybrał takie z certyfikatem FSC. W ten sposób będzie wspierał zrównoważone leśnictwo w naszym kraju.

Czy kobieta w imię ekologii może zrezygnować z luksusowych kosmetyków?
- Wśród moich znajomych coraz bardziej popularne staje się np. stosowanie do ciała olejów jadalnych zamiast syntetycznych balsamów. Kierują się zasadą, że bezpieczny kosmetyk to taki, który można zjeść. Mój ulubiony piling domowej roboty składa się z drobno mielonego cukru trzcinowego, oleju migdałowego i odrobiny olejku cynamonowego. Trudno opanować się, by go nie zjeść. Proszę wierzyć, że czasem wykonanie w domu ekologicznego kosmetyku zajmuje mniej czasu niż wyprawa do sklepu.

A czy zdarza się pani kupić dobry krem do twarzy z najwyższej półki?
- Od kiedy zaczęłam wnikliwie czytać etykiety na opakowaniach, mam większe wymagania. Unikam w składzie toksycznych parabenów czy pochodnych ropy naftowej, które dziś można znaleźć nawet w kosmetykach dla dzieci. Jeśli krem kilka miesięcy czeka na nas na półce w drogerii, musi zawierać również konserwanty. Dlatego szukam naturalnych kosmetyków albo robię je sama w domu, co, zapewniam, nie jest trudne. W naszym poradniku jest wiele ciekawych przepisów na to, jak zrobić takie kosmetyki.

Mąż nie buntował się, kiedy zmieniliście styl odżywiania na zdrowy?
- U nas wszystko działo się stopniowo. Kiedy na początku pierwszej ciąży lekarka medycyny naturalnej poradziła mi, bym chodziła spać przed północą i jadła więcej warzyw, parsknęłam śmiechem. Pomyślałam, że to nie jest możliwe w przypadku rodziny artystów, która prowadzi nieregularny tryb życia. Wróciłam do domu i razem z mężem zaczęliśmy zastanawiać się, czy tego rzeczywiście chcemy. Ale może nasze zdrowie tego wymaga, pytaliśmy sami siebie.

- Ponad rok zajęło nam obojgu przestawienie się na zdrową kuchnię. To trudne, gotować co innego dla siebie, co innego dla męża i jeszcze dla Teosia. Ale przeważyły względy zdrowotne, a pozytywne efekty widzimy każdego dnia.

Jest pani ortodoksyjną wegetarianką?
- W domu nie przyrządzam mięsa, ale gdy jadę z wizytą do dziadków, jem to, co jest na stole, bo szanuję zwyczaje gospodarzy. Mam jednocześnie nadzieję, że goszcząc w moim domu, zrozumieją, kiedy podam im kaszę z warzywami.

Gdzie pani kupuje ekologiczne jedzenie?
- W sklepach ze zdrową żywnością ceny są zawrotne. Ale są sposoby na tańsze zakupy. Ostatnio razem z Magdą Targosz promowałyśmy "Poradnik..." w Białymstoku. Okazało się, że tam prawie każdy ma rodzinę na wsi i dostęp do "niepryskanej" jabłoni czy też wolno biegających kur. W miastach można też zebrać chętnych wśród sąsiadów i dotrzeć bezpośrednio do ekologicznych rolników, którzy przywiozą w ustalone miejsce dla większej grupy ludzi skrzynki z ekologicznymi produktami. Zaoszczędzamy wtedy na marży sklepów i na transporcie.

Pani dzieci i tak pójdą do szkoły, gdzie w stołówce dostaną typowy polski obiad.
- Wierzę, że przez pierwsze trzy lata życia jesteśmy w stanie, dzięki zdrowemu odżywianiu, wzmacniać naturalną odporność u dzieci. Nowe pokolenia, niestety, rodzą się coraz słabsze. Dzieci z alergiami pokarmowymi czy skórnymi to dziś codzienność. Ale to my, rodzice, jesteśmy odpowiedzialni za kształtowanie ich organizmów. Nie zaprzepaszczajmy więc naszej szansy. Warto dbać o dobrą dietę maluchów. Z drugiej strony wierzę, że również w kwestii zdrowego jedzenia w szkołach i przedszkolach możemy wiele zmienić na lepsze. Tylko musimy sami zakasać rękawy jako rodzice, bo żadne dyrekcje za nas tego nie zrobią!

Późne macierzyństwo to dobry pomysł?
- Należę do tego pokolenia, które najpierw chciało się spełniać zawodowo, a później założyć rodzinę. I nie uważam, że to jest dobra kolejność.

Ale z drugiej strony, teraz jestem bardziej świadomym rodzicem. Jako dwudziestolatka pewnie inaczej podchodziłabym do macierzyństwa. Teraz mam chyba więcej czasu i cierpliwości. W kilku tematach szła pani ostro pod prąd. To wzbudzało kontrowersje... Na przykład nosiłam syna w chuście i spotykałam się z komentarzami, że przyzwyczaję dziecko do noszenia na rękach. Dopiero gdy syn miał pół roku, trafiłam na książkę "W głębi kontinuum", w której antropolożka Jean Liedloff opisuje swoje spostrzeżenia z Ameryki Południowej, gdzie matki od wieków noszą swoje dzieci w chustach. Dopiero po tej lekturze byłam w stanie poradzić sobie z tzw. dobrymi radami, z którymi spotyka się każdy niedoświadczony rodzic.

Jak pani znajduje jeszcze czas na działalność charytatywną?
- Najbardziej aktywne ekomamy, które znam, mają po troje, czworo dzieci! Ja też nigdy nie potrafiłam siedzieć z założonymi rękoma. A podczas pracy przy DD TVN poznałam wielu inspirujących ludzi: położne, lekarzy, doule, których akcje społeczne staram się wspierać w miarę swoich możliwości, chociażby poprzez swój portal ekomama.pl.

Kim są współcześnie doule?
- To doświadczone mamy, również położne, które wspierają rodzące kobiety, często zamiast ich mężów. Muszę się pochwalić, że ja również miałam ten zaszczyt i rok temu towarzyszyłam mojej przyjaciółce podczas porodu. Nigdy tego nie zapomnę. To doświadczenie bardzo zbliża kobiety. Słyszałam też, że Erykah Badu jest doulą z powołania.

Kiedy wejdzie pani do studia?
- Nie chcę stwarzać sobie takiej presji. Nagrywanie płyty wymaga nienormowanych godzin pracy. Gdy byłam w pierwszej ciąży, wydawało mi się, że wrócę do pracy natychmiast. Ale kilka tygodni po porodzie zadzwoniłam do menedżera i powiedziałam: "Wybacz, ale sama sobie udzielam urlopu macierzyńskiego na czas nieokreślony".

Szybko znalazła pani wsparcie w rodzinie?
- Nasi rodzice najczęściej przekonują się do ekologicznego stylu życia, kiedy zdadzą sobie sprawę, że oni są bardziej ekologiczni niż młode pokolenia. Kiedy byli młodzi, mieli przecież dostęp do lepszej żywności, kąpali się w czystych jeziorach i oddychali zdrowszym powietrzem. Dziś widzą, że my o te wszystkie rzeczy, które oni mieli na wyciągniecie ręki, musimy zabiegać. Wtedy łatwiej liczyć na ich pomoc i zrozumienie.

Wierzy pani, że zatrzymamy się w niszczeniu świata oraz własnego zdrowia?
- Niektórzy nazywają ekologię wyrazem patriotyzmu. Powinniśmy żyć wolniej, lepiej jeść i walczyć o lepszą jakość życia z szacunku do nas samych i w trosce o przyszłe pokolenia. Wierzę, że właśnie dokonuje się pewien kulturowy przełom. Już nie satysfakcjonują nas zupy w proszku. Ludzie nagle zaczynają tęsknić za naturą. Na szczęście możemy się poszczycić tym, że jako jedyni w Europie mamy pierwotną Puszczę Białowieską, gdzie dęby pochylają się do ziemi i nikt ich nie wycina. To jest nasz wielki kapitał.

Iwona Zgliczyńska

Show
Dowiedz się więcej na temat: Reni Jusis | ekologia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje