Reklama

Niwiński i Kuraś: Co porabiają po latach?

Serial „Polskie drogi” zyskał w latach 70. dużą popularność. Rozkręcił również karierę aktorów, którzy stworzyli w nim niezapomniany duet: Karola Strasburgera i Kazimierza Kaczora.

Karol Strasburger z początku uchodził za bardziej przystojnego niż uzdolnionego. Wprawdzie był członkiem zespołu Teatru Dramatycznego Gustawa Holoubka, lecz na scenie grywał epizody i czasem mówiono o nim ironicznie: "halabardnik", gdyż raczej statystował niż grał. Był jednak człowiekiem bardzo wysportowanym (w młodości uprawiał gimnastykę artystyczną), dzięki czemu odkryli go filmowcy.

Pewną popularność zdobył filmem "Agent nr 1" i serialem "Karino", ale i tak rozpowiadano za jego plecami, że przed kamerą najlepiej wychodzi mu... brodzenie w bajorze po nenufary, czego faktycznie dokonał w "Nocach i dniach". A jednak to właśnie jego reżyser "Polskich dróg", Janusz Morgenstern niemal od początku widział w głównej roli. I się nie pomylił!

Reklama

Strasburger jako Niwiński podbił serca widzów, a zwłaszcza pań. Wszyscy z zapartym tchem śledzili losy eleganckiego i szarmanckiego bohatera oraz jego serialowego partnera - sprytnego Kurasia, który doskonale dawał sobie radę w okupacyjnych realiach. Wprawdzie pan Karol już nigdy nie zagrał tak wielkiej roli jak w "Polskich drogach", ale na brak propozycji filmowych nie narzekał.

Poznał też Irenę Morcińczyk, z którą miał spędzić ponad 30 lat życia. Była wówczas "kobietą po przejściach", żoną kierowcy rajdowego Andrzeja Jaroszewicza (słynnego "czerwonego księcia"). Miała też za sobą małżeństwo z rzeźbiarzem Andrzejem Kendą. Pochodziła z zamożnego domu, jej ojciec był właścicielem kilku pralni na Śląsku, dlatego w środowisku nazywano ją... "piękną praczką".

- Była rzeczywiście efektowna - wspominała Maryla Rodowicz. - Z przyjemnością patrzyło się na jej dobrą figurę i naprawdę ładne, niebieskie oczy. Największe wrażenie zrobiła jednak swoim niesamowitym futrem. Rysie syberyjskie. Długi, jasny włos z ciemnymi kropkami. Jaroszewicz nie był wiernym parterem, wdał się w romans z Rodowicz i małżeństwo rozpadło się, a rozwód orzeczono ostatecznie w 1983 r. Irena znała już wówczas Strasburgera i niebawem wyszła za niego za mąż, co miało okazać się dla obojga znakomitym rozwiązaniem. Stworzyli bowiem niezwykle udany związek, wspólnie dzielili pasje sportowe i turystyczne, razem brylowali na salonach.

Pan Karol ugruntował swoją pozycję gwiazdy pierwszej wielkości jako prowadzący teleturniej "Familiada", który dotychczas został wyemitowany w liczbie prawie 2500 odcinków! Małżonka aktora ciężko zachorowała i zmarła w listopadzie 2013 r. Strasburger czuwał przy jej łóżku w szpitalu do końca. Po śmierci partnerki załamał się. Nie mieli dzieci, a Irena była dla niego wszystkim.

Życie nie znosi jednak próżni i po kilku latach związał się z młodszą od siebie o 40 lat Małgorzatą Weremczuk. Znali się od dawna, Weremczuk była jego menedżerem, a z czasem zastąpiła zmarłą żonę. Para kompletnie nie przejmuje się plotkami. Niedawno media obiegła informacja, że marzą o dziecku. Najwyraźniej na wielką miłość nigdy nie jest zbyt późno...

Kazimierz Kaczor miał jeszcze trudniejszą drogę na ekran. Wprawdzie odnosił sukcesy w teatrze, jednak jego pierwsza rola filmowa okazała się klapą. Dostał mały epizod w "Stawce większej niż życie", gdzie kompletnie się pogubił. Dlatego po kilku latach, jadąc na casting do "Polskich dróg", miał ogromne obawy, gdyż reżyserem obu seriali był Janusz Morgenstern. Ten rozpoznał, oczywiście, Kaczora, ale nie dał nic poznać po sobie i ostatecznie zatrudnił go do roli.

Ciekawostką pozostaje natomiast fakt, że początkowo Leon Kuraś miał zginąć w piątym czy szóstym odcinku, lecz reżyser i scenarzysta uznali, że Kaczor gra znakomicie i szkoda go przedwcześnie uśmiercać. Dlatego też postać Kurasia przetrwała do końca produkcji.

Udział w serialu wymagał od Kaczora wielu wyrzeczeń. Pierwsze dwa odcinki kręcono bowiem na Mazurach i Wybrzeżu, a on musiał grać niemal co wieczór w teatrze w Warszawie. Dlatego zaraz po zdjęciach, około godziny 15.00, wsiadał w taksówkę i jechał do stolicy, by po spektaklu i podróży powrotnej rano znów pojawić się na planie. Z czasem zaczął zabierać do samochodu koc i poduszkę, dzięki czemu mógł spać podczas podróży. Gdy sytuacja się unormowała i kolejne odcinki kręcono już w Warszawie, okazało się, że ciężko mu zasnąć bez... warkotu silnika.

W pierwszym odcinku Niwiński i Kuraś mieli sporo scen konnych. Dla pana Karola nie było to problemem, gorzej z Kazimierzem, który nie miał z końmi do czynienia. Instruktor, Jan Kowalczyk (przyszły złoty medalista olimpijski z Moskwy) powtarzał, że albo go nauczy jeździć w dwa miesiące, albo... zabije.

Dzięki sukcesowi "Polskich dróg" Kaczor dostał angaż do kolejnego serialu - "Jan Serce". Na planie odnowił znajomość z Bożeną Michalską, pełniącą rolę II reżysera, którą poznał wcześniej na Mazurach. Okazało się, że są dla siebie stworzeni, a chociaż pan Kazimierz miał za sobą dwa nieudane małżeństwa, to nie zawahał się zaryzykować poważnego związku. Zencia (jak nazywał partnerkę) okazała się kobietą jego życia.

Kaczor nie mógł też narzekać na brak nowych propozycji. Zagrał w serialach Stanisława Barei: "Alternatywy 4" i "Zmiennicy", potem m.in. w "Złotopolskich", a ostatnio w "Drugiej szansie". Ale wszyscy do dzisiaj kojarzą go jako obrotnego Leona Kurasia.

Sławomir Koper

Korzystałem m.in. z książek: P. Piotrowicz, K. Kaczor: "Nie tylko Polskie drogi", J. Szubrycht, M. Rodowicz: "Wariatka tańczy", M. Rodowicz: "Niech żyje bal".

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy