Patrzę na życie z radością

Młody, zdolny, ambitny. Zakochany bez pamięci w teatrze. Kacper Kuszewski opowiada o swojej pracy, patencie na udany związek oraz planach na najbliższą przyszłość.

Kiedy postanowiłeś, że zostaniesz aktorem?
Moi rodzice byli aktorami, więc poniekąd wychowałem się w teatrze. Spędziłem w nim całe swoje dzieciństwo (nawet nie pamiętam, kiedy byłem tam po raz pierwszy). Oglądałem spektakle, bawiłem się za kulisami, w pracowni fryzjerskiej. Teatr był moim drugim domem. Pierwszy raz na profesjonalnej scenie wystąpiłem, gdy miałem 6 lat w Teatrze Dramatycznym (dziś- Miejskim) w Gdyni. Do dziś pamiętam chwilę, kiedy stałem za kulisami czekając aż podniesie się kurtyna i słuchałem szmeru publiczności na widowni. A potem zabrzmiał gong, rozpoczął się spektakl i postawiłem pierwszy krok na scenie. Tamtego uczucia nigdy nie zapomnę.

Reklama

Gdy miałem 13 lat zagrałem pierwszą dużą rolę w Teatrze Muzycznym w Gdyni, w musicalu pt. Nędznicy (Les Miserables) w reżyserii Jerzego Gruzy. Teatr był zatem bardzo mocno obecny w moim młodzieńczym życiu. Ale... była w nim również obecna muzyka. Przez 12 lat uczyłem się w szkole muzycznej i przyznam, że decyzja, czy po maturze wybrać Akademię Muzyczną, czy szkołę teatralną była jedną z najtrudniejszych decyzji w moim życiu. Długo się nad tym zastanawiałem, rozmawiałem o tym z rodzicami. Ciągnął mnie teatr, ale ciężko było mi po tylu latach zrezygnować z muzyki.

Czy ktoś zachęcał cię do wyboru zawodu aktora?
Nikt nie musiał mnie zachęcać, teatr zawsze mnie fascynował, bawiłem się w teatr w domu, w szkole i z kolegami na podwórku. Znajomi i krewni moich rodziców ciągle powtarzali: " O ten, to na pewno będzie aktorem!". Rodzice byli bardziej powściągliwi. Bardzo dobrze znali blaski i cienie aktorstwa. Wiedzieli, że to trudny zawód, że często bywa niewdzięczny więc trudno zachęcać dziecko, by wybrało właśnie taką profesję. Moja mama marzyła chyba, żebym został wielkim pianistą, ewentualnie lekarzem albo prawnikiem. Ale sama została aktorką wbrew woli swojego ojca. Miała być architektem, jednak w tajemnicy pojechała na egzaminy wstępne do szkoły teatralnej w Krakowie.

Przysłała ojcu list, że została przyjęta i pojawiła się w domu dopiero po pół roku. Dziadek był wstrząśnięty. Należał do pokolenia, które uważało, że aktorki to kobiety upadłe. Mój ojciec, kiedy poprosiłem go o pomoc w podjęciu decyzji poradził mi, żebym wybrał sobie zawód, który będzie moją pasją, bo tylko wtedy będę miał szansę osiągnąć sukces i być naprawdę szczęśliwy. Krótko mówiąc radził mi, żebym poszedł za głosem serca. I tak zrobiłem.

Kocham muzykę i do dzisiaj jest mi ona bliska, ale na pewno nie zostałbym wybitnym muzykiem. Aktorstwo to była namiętność. Pociągało mnie również dlatego, że daje wiele możliwości. Można pracować w teatrze, telewizji, filmie, radiu, dubbingu...

Dowiedz się więcej na temat: przyszłość | rodzice | rzeczy | film | miłość | spektakl | serial | teatr

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje