Reklama

Reklama

Piosenkarki, które nagle zamilkły

Ewa Demarczyk wycofała się z życia publicznego, Zdzisława Sośnicka zamilkła na wiele lat. Dlaczego podjęły taką decyzję i co robią teraz?

Dwie ważne indywidualności polskiej sceny muzycznej. Każda z nich ma do dziś rzesze fanów. Obie w latach 90. zrezygnowały z występów. Co się takiego stało?

Reklama

Ewa Demarczyk zniknęła na dobre

Była zjawiskiem estradowym lat 60. i 70. Nawet jeżeli ktoś nie lubił piosenek poetyckich, wiedział, kim jest Demarczyk. Jej "Karuzelę z madonnami", "Czarne anioły", "Wiersze wojenne" czy "Rebekę" często nadawały radio i telewizja.

Przez 10 lat była chlubą krakowskiego kabaretu "Piwnica pod Baranami". Później występowała sama, choć już nieco rzadziej. Aż tu nagle, pod koniec lat 90., przepadła jak kamień w wodę. Nie koncertuje, nie udziela wywiadów. Wyprowadziła się nawet z ukochanego niegdyś Krakowa do Wieliczki, gdzie zajęła się głównie przydomowym ogrodem.

Z jej wypowiedzi, które cytują inni, wynika, że... ma żal do świata. "Rośliny są bardziej oddane niż ludzie. Ja się na ludziach zawiodłam", powiedziała komuś. A chodzi o to, że przed laty władze Krakowa doprowadziły do zamknięcia jej teatru piosenki.

Faktem jest, że próbowała go prowadzić w złym czasie: we wczesnych latach 90. państwo pozbywało się instytucji kultury, "wciskając" je na utrzymanie biednym samorządom. W dodatku przedwojenni właściciele kamienic zaczęli domagać się ich zwrotu. Teatr Demarczyk dwa razy tracił siedzibę z tego powodu. Jeśli do tego dodać trudny charakter artystki (nie chciała prosić, tylko żądała) i pozbawione sentymentów podejście urzędników, którzy po prostu policzyli, że gwiazda ich za dużo kosztuje w porównaniu z efektami (w samym Krakowie dawała tylko parę koncertów rocznie), trudno się dziwić, że konflikt ten źle się skończył.

Demarczyk nie uznała żadnych argumentów i nie przyjęła innych propozycji. Swoim muzykom wypłaciła pensje, wręczyła pamiątkowe długopisy z napisem "Adieu" i... wycofała się z poczuciem krzywdy. Być może uzasadnionym, choć mniej życzliwi widzą też inną stronę tych wydarzeń.

Kto był na jej ostatnich koncertach, wie, że traciła głos, ponoć dlatego rzadko występowała. Plotkują, że wojna o teatr stała się dla niej okazją, by zejść ze sceny z podniesionym czołem. Jakkolwiek było, wszystko wskazuje na to, że artystka nie zamierza już nagrywać ani występować.

Zdzisława Sośnicka na szczęście wraca

Za to po długim milczeniu wydała płytę Zdzisława Sośnicka, wykonawczyni przebojów z lat 70. i 80., m.in. "Taki dzień się zdarza raz", "A kto się kocha w tobie", "Aleja gwiazd", "Julia i ja". Piosenkarka dwukrotnie znikała z estrady - najpierw pod koniec lat 90. (płyta "Magia serc", 1998), potem w roku 2007 zawiesiła działalność aż do 2015 r., kiedy ukazała się płyta "Tańcz, choćby płonął świat". Skąd takie przerwy? Ze słów artystki wynika, że... ze zmęczenia.

Debiutowała na początku lat 60. i ponad trzy dekady nieustannie występowała! Wchłonęła ją machina show biznesu i miała już tego dosyć. Wszak przez wiele lat od rana do nocy obracała się w świecie związanym ze sceną: - Ciągle tylko próby, koncerty, przejazdy, hotele i garderoby w piwnicach... Nie mogłam wyjść na spacer - zwierza się dzisiaj artystka. Dla pracy poświęciła nawet część życia rodzinnego, bo jest bezdzietna...

W końcu postanowiła odpocząć. - Po prostu żyć! - opowiadała w wywiadzie. - Mogłam pojechać, gdzie chciałam, być zwyczajną turystką, a nie osobą, która nie może zwiedzać choćby najpiękniejszego miasta świata, bo jest zobowiązana do zachowania kondycji na wieczorny koncert. Nagle okazało się, że mogę rano spokojnie wstać, napić się zielonej herbaty, zobaczyć w internecie, co dzieje się na świecie. A potem pojechać sobie nad Wisłę.

Sprawdziła się też w innej dziedzinie: zajęła się inwestycjami, które przyniosły jej godziwy zarobek. Wybudowała z mężem dom w przepięknym miejscu pod Warszawą. Z fanami kontaktuje się na portalu społecznościowym. Na żywo możemy ją obecnie usłyszeć podczas trasy koncertowej ku pamięci Zbigniewa Wodeckiego.

Dorota Filipkowska

Korzystałam m.in. z książki: "Czarny anioł", A. Kuźniak i E. Karpacz-Oboładze.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje