Tom Jones: niczego nie żałuję

O swoich piosenkach, show-biznesie, o małżeństwie, które trwa już pięćdziesiąt lat i o tym, jak się pije w Walii opowiada Tom Jones.

Małgorzata Domagalik: Mr Jones, w rzeczywistości wygląda Pan o wiele atrakcyjniej niż na tym plakacie, przy którym stoimy.

Reklama

Ton Jones: Tak?

Tak. Minęło trochę czasu, odkąd ostatni raz sam napisał Pan teksty piosenek.

Teraz zrobiłem to trochę z konieczności, ponieważ materiał, który mi zaproponowano, nie ekscytował mnie. Nie zawierał niczego, co byłoby naprawdę dobre, poza piosenkami Bruce´a Springsteena, Bono...

...świetne.

Więc pomyślałem sobie, że lepiej będzie, jak się w to mocniej zaangażuję. I im bardziej się w to zagłębiałem, tym łatwiej mi szło. Myślałem, że to będzie trudniejsze, ale pracowałem z kilkoma tekściarzami. Zabawne jest, że większość z nich to kobiety, poza Bono i The Edge´em. Siadaliśmy, rozmawialiśmy i one pytały o moje życie. Tak to wyglądało, pomysły przyszły ode mnie, np. "The Road", a one...

...to ta, którą zadedykował Pan żonie?

Tak, Melindzie. Dziewczyna, z którą pisałem tę piosenkę, w pewnym momencie zapytała: "Co powiesz o swoim małżeństwie, o tym, że jesteś żonaty ponad 50 lat?".

To taki trochę rekord Guinnessa...

Tak. Odpowiedziałem jej, że nieważne, gdzie byłem i co robiłem, bo droga zawsze prowadziła mnie z powrotem do Lindy. Tak powstał utwór "The Road".

Żona wie, że to dla niej i o niej?

Nie wiedziała, kiedy po raz pierwszy słuchała tej piosenki. Wreszcie powiedziałem jej, że jest o naszym związku, a ona na to: "Naprawdę? A co z tym "left you shattered on the ground" (zostawiłem cię roztrzaskaną na ziemi)?". Uspokoiłem ją: "Kochanie, nie bierz każdego słowa do siebie". Była zachwycona. W końcu śpiewam tam, że każda droga zawsze prowadzi mnie do niej, więc jest to bardzo ważne wyznanie uczuć.

Ileż milionów kobiet na świecie marzy o tym, aby ktoś pewnego dnia napisał dla nich piosenkę... Pańska żona musi być niezwykłą kobietą.

Wychowaliśmy się razem, byliśmy jeszcze dziećmi, kiedy się w sobie zakochaliśmy.

To szczęście, kiedy ma się kogoś, kto jest przy tobie zawsze.

Absolutnie. To powoduje, że masz na ziemi stały punkt odniesienia.

Oczywiście wie Pan, że podczas jutrzejszego koncertu będą owacje na stojąco?

Ach tak? Nie, nie wiem tego.

Możemy się założyć, że tak będzie. Myśli Pan czasem: "Dlaczego ludzie mnie tak lubią?".

Ja wiem dlaczego. To z powodu mojego głosu, sposobu, w jaki śpiewam. Ale to jest dar od Boga. To nie moja zasługa.

Kiedy Pan odkrył, że...

...gdy byłem dzieckiem. Śpiewałem już jako mały chłopiec.

W kościele?

W szkole, w kościele, na przyjęciach. Miałem dużo kuzynów, którzy brali śluby, więc było też mnóstwo wesel...

Jest Pan Walijczykiem?

Tak. I gdy tylko miałem szansę, żeby wystąpić, to występowałem. Z niektórymi dziećmi, jeśli są nieśmiałe, nie jest tak łatwo, żeby zmusić je do śpiewu. Marudzą, a potem lądują gdzieś w kącie.

Pan sam rwał się do występów?

W mojej rodzinie generalnie się śpiewa, ale mimo to ludzie pytali: "Co jest takiego wyjątkowego w Tommym, w jego głosie?". Ktoś wtedy stwierdził: "Wiesz, my tu wszyscy potrafimy śpiewać, ale on oprócz tego, że śpiewa, chce być jeszcze zauważony. Pierwszy z nas wskakuje na stół". Wie pani, o co mi chodzi?

Dowiedz się więcej na temat: matka | szczęście | szkoły | bono | myśli | żona | ojciec | tom jones | śmiech | jones

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje