Reklama

Reklama

Uciekałam w świat marzeń

Była zamkniętym w sobie, ambitnym dzieckiem. Natalia Lesz (28) żyła we własnym świecie marzeń. Od najmłodszych lat pracowała nad ich spełnieniem. Oto mała baletnica, która wyrosła na piękną piosenkarkę.

Jest początek lat 90. W jej pokoju w mieszkaniu przy placu Konstytucji w Warszawie, wisi kilkanaście plakatów z różnych musicali, a z głośników magnetofonu słychać Raya Charlesa. W telewizji leci po raz nie wiadomo który serial "Czterej pancerni i pies"...
"Miałam szczęśliwe dzieciństwo, głównie dzięki mamie" - opowiada Natalia. Prawdziwa kobieta - tak ją określa. Najlepsza na świecie: ciepła, czuła, ale silna.

"Dziś kobiety są silne, ale inaczej, bo niezależne, chłodne, skoncentrowane na sobie i karierze" - mówi. "A mama potrafiła stworzyć mnie i bratu cudowny dom. Ojca prawie nie było w domu, dużo pracował" - opowiada.

Reklama

Najlepiej z chłopakami

Śródmiejskie warszawskie podwórko. Natalia wychodzi ze starszym o osiem lat bratem grać w piłkę nożną. Rolę bramki pełnią drzwi od śmietnika.

"Zawsze lepiej czułam się w towarzystwie chłopaków. Pamiętam, że na naszej działce nad Zalewem Zegrzyńskim chodziliśmy po drzewach, szaleliśmy na rowerach po Polach Mokotowskich. A wieczorami, kiedy do brata przychodzili koledzy, zakradałam się do jego pokoju, by podsłuchiwać ich rozmowy. Próbowałam używać swojego seksapilu, ale oni traktowali mnie pobłażliwie, jak małą dziewczynkę" - śmieje się.

Przyrodni brat Andrzej wyprowadził się z domu, kiedy Natalia miała trzynaście lat. "Choć mieliśmy kompletnie inne charaktery i nieraz ze sobą walczyliśmy, bardzo mi go brakowało. Andrzej ma umysł ścisły, jest konkretny. Ja raczej byłam zamkniętą w sobie, ale artystyczną duszą" - opowiada. Natalia jest wdzięczna mamie za to, że starała się traktować dzieci podobnie. "Choć Andrzej nie był jej synem, poświęcała mu dużo czasu. Czasem wydaje mi się, że nawet więcej niz mnie. To po niej odziedziczyłam ciepło, potrafię się opiekować ludźmi. Po ojcu natomiast jestem osobą zasadniczą i odporną psychicznie" - opowiada.

Zakochana w Teatrze Wielkim

Zapach kurtyny, gigantyczne schody, balkon, z którego można obserwować baletnice przez malutką lornetkę i smak oranżady w bufecie - to pierwsze wspomnienia Natalii o Teatrze Wielkim.

Mama zapisała ją do szkoły baletowej, gdy miała dziewięć lat. "Taniec zajmował szczególne miejsce w moim życiu. Kochałam balet jako dziecko, nienawidziłam jako dziewczynka. Nauczycielki nie traktowały nas ulgowo,obniżały ocenę za drobną niedoskonałość, kosmyk włosów, który wysunął się z koka" - opowiada.

Po sześciu latach powiedziała rodzicom, że nie zniesie dłużej tej dyscypliny.

Czytaj więcej w najnowszym wydaniu magazynu o gwiazdach "SHOW". W sprzedaży od 15 lutego.

Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy