Reklama

Reklama

Ważna jest rodzina, potem długo nic, a potem można coś zagrać

Jedna z najpopularniejszych i najbardziej lubianych aktorek młodego pokolenia. Utalentowana, piękna, naturalna. Nie jest typem celebrytki, bywalczyni salonów i modnych imprez. Ważniejsze niż kariera jest dla niej życie rodzinne, którym bardzo nie lubi dzielić się z mediami. I pomaganie tym, którzy pomocy potrzebują. Szczególnie, gdy chodzi o dzieci.

Już jako nastolatka, w rodzinnej Nowej Soli grała w teatrze amatorskim. Ale zanim skończyła warszawską PWST, studiowała informatykę i socjologię, a po drodze była też sprzedawczynią kosmetyków i protokolantką w sądzie. Sympatię publiczności zdobyła niełatwą rolą nadkomisarz Aldony Ginko w telewizyjnym tryptyku sensacyjnym o walczących z mafią policjantach ("Oficer", "Oficerowie" i "Trzeci oficer").

Serial był emitowany przez ponad trzy lata i cieszył się ogromną popularnością. Inne hitowe role Magdaleny Różczki to milionerka Monia z filmu "Lejdis" i bohaterska Wanda w "Czasie honoru". A już za chwilę obejrzymy ją w nowym serialu TVN "Usta, usta", gdzie wystąpi u boku Pawła Wilczaka. Nie czuje się gwiazdą, z dystansem podchodzi do własnej kariery. Medialną popularność stara się za to wykorzystać w szczytnych celach - chętnie angażuje się w najrozmaitsze akcje społeczne i charytatywne. Prywatnie jest mamą ponad dwuletniej Wandzi, z którą pokazała się na plakatach kampanii "Kocham, nie biję".

Reklama

W 2008 roku oglądaliśmy cię na bilboardach w kampanii przeciwko przemocy domowej. W tym zostałaś ambasadorką dobrej woli Unicefu i za chwilę będziesz promować akcję. Reszta w twoich rękach. Pomaganie innym ludziom to twoje hobby?
Magdalena Różczka:
Raczej potrzeba serca. Tak się w to "wkręciłam", że, czasami muszę sobie dozować informacje o różnych ludzkich nieszczęściach, żeby nie zwariował. Ale jeśli wiem, że swoją twarzą mogę zwrócić czyjąś uwagę i przy okazji komuś pomóc, to po prostu to robię. I wierzę, że to ma sens. Przez pierwsze dwa tygodnie od pojawienia się na ulicach bilboardów "Kocham, nie biję" na infolinię zadzwoniło ponad 200 osób. Ludzie czasem nie wiedz., że klaps to też przemoc. Często ktoś, kto sam był bity, uważa to za normę i też bije swoje dzieci.

Łatwiej pewnie dać dziecku klapsa niż wytłumaczyć dlaczego ma czegoś nie robić.
Dlatego takie kampanie to dopiero początek długiej drogi. Ważne jest nie tylko, żeby dorośli byli bardziej świadomi, ale żeby samo dziecko wiedziało, że jeśli ktoś je skrzywdzi, to ma prawo się poskarżyć. Bo jeśli osoba niepełnosprawna zrobi coś nie tak, nie przyjdzie nikomu do głowy, żeby ją uderzyć. A bezbronne dziecko można?

W biciu nie ma nic pozytywnego. Dziecko niczego się tą metodą nie uczy, spada mu tylko poczucie własnej wartości.

Złośliwi mogą powiedzie., że biorąc udział w akcjach charytatywnych, lansujesz się. W końcu twoja twarz wisiała przez wiele miesięcy na plakatach w całej Polsce.
Na szczęście nie muszę się lansować. Dużo pracuję, mam co robić. Teraz biorę udział w akcji "Reszta w twoich rękach", polegającej na tym, że robi się zakupy w sklepie oznaczonym specjalnym logo. Można tam będzie poprosić o resztę w "dobrych dukatach". Jeden "dukat" to 4 złote, równowartość ośmiu szczepionek na polio dla dzieci w Afryce albo czterech wysokokalorycznych posiłków! Drobiazg, a można uratować komuś życie.

Rzuciłaś też palenie i prowadzisz w internecie "odwykowy" blog. Napisałaś tam, że marzysz, by pojechać do ciepłych krajów, poleżeć na plaży, napić się szampana i... zapalić.
To cię dziwi? Ja rzucałam palenie już kilka razy i wracałam. Zresztą, każdy palący co chwila rzuca. Palacze stojąc w grupie zawsze licytują się, kto ile czasu nie palił. I opowiadają, jakie to niezdrowe. Oczywiście mówią o tym puszczając dymka!

Pomyślałam, że jeśli zrobię to tak spektakularnie, to będzie mi wstyd wrócić do nałogu. Czasem już myślę - jestem wyleczona, nie chce mi się palić! Ale za chwilę chce mi się krzyczeć. Pomagam sobie inhalatorem, sięgam po niego w krytycznych momentach.

Pomaga ci oszukać głód?
Poniekąd. Ma kontrolowaną ilość nikotyny.

Jesteś wegetarianką, segregujesz śmieci, nie nosisz naturalnych skór. I przy takim zdrowym podejściu do życia, palisz? Podobno już jako mała dziewczynka mówiłaś: "Zobaczycie, będę palić papierosy, bo to jest fajne".
Kiedyś brakowało wiedzy na temat biernego palenia. Dorośli palili, zawsze i wszędzie. Normalne było, że firanki w każdym domu były żółte. Dla mnie było oczywiste, że dorosłość oznacza palenie papierosów.

Ile miałaś lat jak zaczęłaś palić?
...naście

Nie powiesz, bo mama przeczyta?
No właśnie.

Sama jesteś mamą małej Wandzi. Paliłaś w ciąży?
Oczywiście, .że nie paliłam! Prawie przez całe dwa lata. I każdy mi mówił, że skoro tyle czasu się udawało, to już nie wrócę do nałogu. W ciąży było łatwo, bo działały hormony. Ale już przy karmieniu było gorzej...

Niejedzenie mięsa wiążesz z jakąś filozofią życiową?
Na początku nie, po prostu lepiej się z tym czułam. Ale nigdy nie byłam ortodoksyjna. Za to teraz, po kilku latach, nie wyobrażam sobie, że mogłabym na swoim talerzu położyć kawałek zwierzaka. Albo człowieka, to prawie to samo!

Córka też jest wegetarianką? Dla wielu babć byłoby szokiem, że twoja Wandzia nie zje zupki na cielęcince.
Wiesz, że dziś coraz więcej dzieci nie je mięsa? Ja jestem przekonana, że to zdrowsze dla mojego dziecka, dlatego tak robię, zresztą dziś potwierdza to wielu lekarzy. To samo jest z mlekiem. Moja pani pediatra uważa, że zapotrzebowanie na białko to sztuczny temat.

Kiedyś pilnowałam, żeby codziennie zjeść jajko, rybę, cokolwiek białkowego. Ale moja lekarka powiedziała, że to mit. Jako wegetarianka mam świetne wyniki badań i to najlepszy dowód, że mięso nie jest niezbędne. Poza tym odkąd go nie jem, nie muszę kontrolować wagi, choć ja nigdy nie miałam zapędów, by wyglądać jak modelka, zawsze chodziło mi o zdrowie.

Masz też jakąś własną metodę wychowawczą?
Dużo rzeczy robię intuicyjnie, ale kiedy spotykam kogoś mądrego, wypytuję. Wiem, że warto mówić do dziecka od samego urodzenia. To niesamowite, że ona już wszystko rozumie. Tłumaczę jej, opowiadam. Nie strofuję: "nie dotykaj, bo gorące", tylko biorę za rączkę i dotykamy ciepłego. I ona wie, co znaczy ciepłe.

Potem dotykamy zimnego, mówię jej: "to jest zimne". Skąd taki maluch, który niedawno jest na świecie ma wiedzieć, co to znaczy? Dla niego to czysta abstrakcja, ono dopiero poznaje świat.

Twoja córeczka jest dzięki temu wyjątkowa?
Jasne! Jest wybitna! Dodaje, odejmuje, mnoży... Oczywiście żartuję, ale jestem przekonana, że ona naprawdę dużo rozumie.

Widzę to też moi znajomi.

Twój mąż też jest taki zakochany w córeczce?
Bardzo. Bijemy się o to, kto ma się nią zająć. Kiedy jestem zajęta, jak choćby ostatnio przy kręceniu nowego serialu, i mam dla niej miej czasu, bardzo cierpię.

Gdybyś dostała taką propozycję, zagrałabyś w filmie z córką? Albo pozwoliłabyś jej zagrać?
Za żadne skarby! To ciężka praca. Dzieci mają czasem bardzo trudne role. Pamiętam dwugodzinną scenę dziewczynki z workiem na głowie, kiedy kręciliśmy sceny z jej porwania. Jak słyszę, że rodzice prowadzą dziecko na casting, bo dbają o jego karierę, to powiem szczerze - nóż mi się w kieszeni otwiera.

A gdyby to była rodzinna telenowela?
Gdyby scena polegałaby na piciu herbaty przy stole, to może tak... Ale generalnie uważam, że plan filmowy to nie jest najlepsze miejsce dla małego dziecka, nie polecam.

Słyszałam, że serial "Usta, usta" będzie hitem wiosny!
Będzie! Świetna, zaskakująca historia. O trzech parach i ich rozmaitych perypetiach. Bardzo dobrze napisana?

Często zdarza ci się odrzucać scenariusz?
Daj spokój, byłoby śmieszne, gdybym tak mówiła. W Polsce kręci się mniej więcej trzy filmy rocznie i kilka seriali. Ja naprawdę mam szczęście, zagrałam w "Oficerze", "Czasie honoru", teraz robię "Usta, usta". W tym zawodzie o powodzeniu często decyduje przypadek.

Gdy ktoś opowiada o drodze i konsekwencji w karierze aktorskiej, to albo coś mu się wydaje, albo po prostu oszukuje. No, może z małymi wyjątkami... Żyjemy w kraju nad Wisłą.

Nie jesteś typem aktorki, która kreuje się na gwiazdę.
Nie. Ja się wychowałam w Nowej Soli, w życiu nie widziałam na ulicy aktora. Kiedy troszeczkę dotknęła mnie popularność, poczułam się zagubiona. Przyznam, że dużo mnie kosztowało, żeby się w tej sytuacji odnaleźć. Myślę, że zawsze warto się w pierwszej kolejności zająć naprawdę ważnymi rzeczami. Rodziną. Potem jest długo, długo nic, a potem warto coś zagrać.

Nie jesteś typem celebrytki, nie bywasz na bankietach.
Bywam tylko na tych, które są związane z promocją moich filmów. Popularność mnie nie kręci. Być może to kwestia charakteru. Wiesz, że ja nawet nigdy nie przechodziłam fazy buntu jako nastolatka?

Drugą szansę na wywrócenie wszystkiego do góry nogami będziesz miała koło czterdziestki.
???I niby cóż takiego może mi się wtedy przydarzyć?

Psychologowie twierdzą, że możesz wtedy nabrać ochoty na zmianę męża, na podróż dookoła świata, na silikon tu i tam...

Eee tam... śluby miałam cztery, w różnych filmach. Silikon prawie zrobiłam sobie w "Lejdis". A świat zaczęłam zwiedzać, małymi krokami. Nie ma co wariować.

rozmawiała Joanna Kaniewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje