Reklama

Reklama

​Wychowana w biedzie Natalia Vodianova współczuje własnym dzieciom, bo... niczego im nie brakuje

Historia Natalii Vodianovej przypomina nieco bajkę o Kopciuszku. Urodzona w Rosji topmodelka wychowywana była przez samotną matkę, która prócz niej miała pod opieką jeszcze młodszą córkę z porażeniem mózgowym. Mając niespełna 11 lat Natalia pomagała sprzedawać matce warzywa na targu. Jej sytuacja uległa zmianie, gdy trafiła do agencji modelek. Mimo to nie zamieniłaby swojego dzieciństwa na żadne inne.

"Szczerze mówiąc czasami bardzo współczuję swoim dzieciom" - przyznała modelka Natalia Vodianova w wywiadzie udzielonym "Harper's Bazaar". Jej zdaniem przywilej wychowywania się w zamożnej rodzinie daje wiele możliwości, ale oznacza także dużą presję. "Nie może być im łatwo, gdy patrzą na to, co osiągnęłam ja lub mój mąż - zauważa.

A trzeba dodać, że 39-letnia modelka nie startowała z uprzywilejowanej pozycji. Jej dzieciństwo w niczym nie przypominało sielanki. Ojciec opuścił rodzinę, gdy była niemowlęciem. Ojczym nie okazał się lepszy. Porzucił matkę po urodzeniu Oksany, jej przyrodniej siostry, która cierpi na porażenie mózgowe i ciężki autyzm. Matka - mimo że w tym czasie w Rosji było zwyczajem umieszczanie niepełnosprawnych dzieci w zakładach - odmówiła. Nie spotkało się to ze zrozumieniem także i innych. W szkole Natalia była piętnowana i zastraszana z powodu niepełnosprawnej siostry.

Reklama

"Moja mama pokazała mi zupełnie inną stronę życia. Nauczyła mnie wielkiej odporności. Była naprawdę wyjątkiem, decydując się na wychowanie poważnie niepełnosprawnego dziecka, ponieważ każdy rodzic był zachęcany do porzucenia ich po urodzeniu. Tymczasem moja mama była wojowniczką i nigdy nie zrezygnowała z Oksany. Chociaż było to bardzo trudne dla nas wszystkich, wytrwała i kochała nas jednakowo" - wspomina w rozmowie z "Harper's Bazaar".

"Zdecydowanie wierzę, że jedynym sposobem na edukowanie dzieci jest bycie przykładem dla nich" - mówi. "Mam pięcioro dzieci, to wielka odpowiedzialność. I prawdopodobnie najważniejszą rolą w moim życiu jest zbudowanie w moich dzieciach poczucia własnej wartości i upewnienie się, że przekażę im lekcje, których nauczyło mnie moje życie" - dodała. Choć jak sama zauważyła, jej pociechy wiodą uprzywilejowane życie, niczego im nie brakuje. "Myślę, że w jakiś sposób popadły w drugą skrajność... Nie chodzi o posiadanie wszystkiego lub nie posiadanie niczego. To bardziej presja, jaką wywierają na sobie, widząc kim jestem i jak żyję, a także ich ojczyma Justina, który jest wspaniałym wzorem do naśladowania.

Dla mnie najważniejsze jest nauczenie ich tego, by byli szczęśliwi. Zawsze wyjaśniam im, że mają swoje własne talenty i umiejętności... i właśnie tego muszą szukać. Myślę, że to jest rola rodzica, żeby być zawsze przy dzieciach, i starać się pomóc im odnaleźć siebie" - dodaje.

***
Zobacz również:


Izabel Goulart pręży ciało w basenie!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje