Reklama

Reklama

Zbuntowana baletnica

W wieku piętnastu lat zdecydowała: przenoszę się do innego miasta. Sama! Cztery lata później ruszyła z psem w podróż po Europie. Zawsze chodziła własnymi ścieżkami...

Stawanie na wadze kilka razy w roku, w obecności komisji złożonej z nauczycieli, przyprawiało uczennice o palpitacje serca. Za nadprogramowe kilogramy groziła nagana i nieprzyjemne komentarze w obecności całej grupy. Biżuteria, farbowanie włosów czy malowanie paznokci - surowo wzbronione! Obowiązkowa fryzura - skromny, gładki kok.

Gdy spotykało się na korytarzu profesora, należało zamilknąć i elegancko, z gracją dygnąć. Jak na scenie! "Per aspera ad astra" (przez cierpienie do gwiazd - przy. red.) głosiło motto szkoły. Posłuszeństwo i pracowitość były najważniejszymi cechami małych baletnic.

Reklama

Małgosia przekroczyła próg warszawskiej szkoły baletowej po raz pierwszy w wieku dziesięciu lat. W tym czasie niekwestionowaną gwiazdą wśród uczniów był już jej starszy o pięć lat brat Michał. Utalentowany i niezwykle pracowity. Szkolni znajomi rodzeństwa wspominają, że zawzięcie ćwiczył nawet w czasie wakacji. Rezerwował szkolną salę i spędzał przy drążku po kilka godzin dziennie.

Nic dziwnego, że młodsza siostra chciała iść w jego ślady. Zwłaszcza że dzieciom kibicowali rodzice. Stanisław i Zofia Kostrzewscy są z wykształcenia ekonomistami, ale zawsze kochali sztukę. "Często chodzili do teatru i zachęcali do tego dzieci. Marzyli o dobrych, elitarnych szkołach i wszechstronnym wykształceniu syna i córki" - mówi SHOW szkolna koleżanka Małgosi. Poza tym przyszła gwiazda od dziecka była bardzo drobna i szczupła, miała więc tzw. fizyczne warunki.

Małgosię zawsze łączyły wyjątkowo serdeczne i bliskie relacje z rodzicami (do dziś co roku spędza z nimi wakacje!), ale i tak nie ominęła jej faza poważnego buntu. W wieku piętnastu lat zamarzyła o tym, by wyprowadzić się z domu i spróbować bardziej samodzielnego życia. Wymogła więc na rodzicach, by zgodzili się na przeniesienie z warszawskiej szkoły baletowej do łódzkiej. Zamieszkała w bursie.

"Dzieliłyśmy pokój w kilka dziewczyn" - wspomina w rozmowie z SHOW jej koleżanka z tamtych lat. Każdy dzień mijał zgodnie ze sztywnym schematem. Śniadanie - najczęściej owsianka z jabłkiem. Potem cztery, pięć godzin zajęć na sali do ćwiczeń. Obiad złożony z kurczaka i warzyw. A po treningach nieraz występy w charakterze statystów w teatrze. "Wracaliśmy do bursy wieczorem. Na co był jeszcze czas? Na pranie kostiumów, może pierwsze papierosy na poddaszu, trochę plotek" - mówi nasza rozmówczyni.

Podkreśla, że przy takim trybie życia o szaleństwach, jak imprezy czy alkohol, nie mogło być mowy. Zdradza jednak, że Małgosia nawet w warunkach wybitnie surowej dyscypliny potrafiła się wyróżnić. Miała buntowniczy charakter, lubiła zwracać na siebie uwagę. Zgodnie z anegdotą z tamtych czasów, jedna z najbardziej wymagających profesorek w szkole miała powiedzieć do niej: "Nawet jeśli milczysz, to i tak słychać cię i widać!". 

Ból, nie raz połamane palce u nóg - to codzienność w szkole baletowej. W opowieściach absolwentek przewija się wspomnienie o nauczycielce, która trzymała pod nogami uczennic płonącą zapalniczkę, jeśli miały kłopot z podniesieniem i utrzymaniem nogi w prawidłowej baletowej pozycji. Inni pedagodzy też nie stronili od równie kontrowersyjnych metod wychowawczych, jak podniesiony głos czy podszczypywanie. Ale nikomu nie przyszło do głowy się buntować...

"O takich rzeczach nie opowiada się nawet rodzicom. Nie dyskutuje się wśród kolegów. Zaciska się zęby" - słyszymy. Małgosia również "zacisnęła zęby" i dotrwała do końca. Ale już przygotowując się do spektaklu dyplomowego wiedziała, że taniec to nie jest jej przyszłość. Odwrotnie niż jej brat, którego talent w tym czasie dostrzeżono już za granicą. Najpierw był solistą w Monte Carlo, dziś jest gwiazdą opery w Lyonie.

"Muszę odpocząć, zastanowić się, co dalej" - mówiła koleżankom tuż po uroczystym wręczeniu dyplomów Małgosia. Rodzice wykazali się wyrozumiałością i pozwolili dziewiętnastolatce na samodzielną podróż po Europie. Zapisała się na kurs gotowania, doskonaliła język francuski. "To było kompletne szaleństwo" - oceniają po latach jej koleżanki. "Tym bardziej, że w podróż zabrała ze sobą psa - jamnika o imieniu Maja" - dodają ze śmiechem.

Taki wyjazd z pozoru wygląda na fanaberię, ale akurat Małgosi pomógł w odnalezieniu nowego pomysłu na życie. "Po rocznej przerwie w nauce złożyła papiery na prawo. Losy uczennic szkoły baletowej są bardzo zróżnicowane, ale wszystkie bez wyjątku na całe życie zapamiętują surową dyscyplinę i ... przekonanie, że co ich nie złamie, to wzmocni" - dodają jej znajome.

Dominika Majewska

SHOW 4/2013

Show

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Rozenek | balet | baletnica | figura

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje