​500 dolarów za przymierzenie sukienki!

Tyle będą musiały zapłacić panny młode, które chcą przymierzać suknie ślubne w butiku Very Wang w Szanghaju.



Reklama

Po wpłaceniu kaucji w wysokości 3000 juanów, przyszła panna młoda może przymierzać kreacje przez 90 minut. Jeśli zdecyduje się na zakup, kaucja zostanie odliczona od ceny, jeśli nie - pieniądze przepadną.

Jak donosi Global Times decyzja sklepu wywołała oburzenie Chinek, które uważają, że są traktowane gorzej niż klientki w innych częściach świata.

Nowy typ turystyki - zwiedzamy przymierzalnie

Firma zapewnia, że chodzi jedynie o ochronę praw autorskich projektanta. Opłatom za przymierzanie towarzyszy także zakaz fotografowania w sklepie. 

Tak radykalne rozwiązanie ma też zapewne na celu ograniczenie napływu "sklepowych turystek", które chętnie przymierzają, ale nie mają zamiaru kupować. Rekordzistki mają całe kolekcje zdjęć w sukniach ślubnych z różnych sklepów. Zamieszczają je jako swoiste trofea na serwisach społecznościowych. W Chinach to zjawisko jest szczególnie popularne.

Czy wyrzucanie klientek się opłaca?

Kontrowersyjne posunięcie może zrazić klientki. Kto chciałby płacić niemal 500 dolarów (dokładnie 482) tylko za przymierzanie? Kto ma ochotę być traktowany jak oszust tylko dlatego, że wchodzi do sklepu danej firmy? A jednak specjaliści twierdzą, że sprzedaż może wzrosnąć. Snobistyczna klientela może wybierać suknie od Wang, tylko po to, aby pokazać:  "Tak, stać mnie na przymiarki za 500 dolarów".  

Dowiedz się więcej na temat: biała suknia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje