Reklama

Reklama

Pan Torpeda i jego nierówna walka z neuroblastomą

Parafrazując słowa Janusza Korczaka chciałoby się powiedzieć, że gdy cierpi dziecko, cierpi cały świat. Naturalna kolej rzeczy zostaje zachwiana w momencie, gdy rodzice małego pacjenta muszą się zmierzyć z brzmiącą jak wyrok diagnozą. A gdy dowiadują się, że wyczerpali wszystkie dostępne opcje, mogą zrobić już tylko jedno - towarzyszyć dziecku w odchodzeniu. Tak jak dziś rodzice Natana, znanego szerokiemu gronu internautów jako Pan Torpeda.

We wrześniu 2018 roku Natan skończył cztery lata, miesiąc później trafił do lekarza z bólem brzucha, podstawowe badania budziły wątpliwości. W Górnośląskim Centrum Zdrowia lekarze zdiagnozowali neuroblastomę IV stopnia. 9-cio centymetrowy guz nadnercza rozlał się już na szpik, kości i węzły chłonne. Szanse na przeżycie kolejnych pięciu lat wynosiły 15 procent.

Natan przechodził kolejne zabiegi, operację i cykle chemi. Po jednej z nich, gdy lekarka oświadcza "Idziesz jak torpeda" zyskał pseudonim "Pan Torpeda", pod którym znają go użytkownicy mediów społecznościowych.

Reklama

Pan Torpeda walczy dzielnie, wspierany przez społeczność Twittera, którą skupiła wokół osoby siostrzeńca jego ciocia - Marta Witecka. W trakcie choroby na bieżąco informuje o losach Natana. Ona także odpowiada za facebookowy profil Pana Torpedy. To rodzaj zobowiązania, który razem z mamą małego wojownika podjęły podczas jednej z pierwszych zbiórek na ratowanie zdrowia chłopca. To właśnie dzięki mediom społecznościowym rodzina mogła w pierwszych miesiącach po diagnozie a także później liczyć na bezinteresowną pomoc internautów, czasem w sprawach tak prozaicznych, jak na przykład podwiezienie do szpitala.

Rodzina w mediach opowiada o niezwykłej dojrzałości Pana Torpedy, o tym jak szybko dojrzał i z godnością znosił kolejne zabiegi - chemioterapie, rozległą operację guza nadnercza, 14 cykli naświetlań, przeszczep szpiku kostnego, immunoterapię i usunięcie guza mózgu.

Przeczytaj także: Zabawa to konieczna terapia dla chorych dzieci

W międzyczasie społeczność zgromadzona wokół chłopca stara się pomagać w każdym momencie choroby Natana. Oprócz zaspokajania podstawowych potrzeb, czy wspólnego grania w ulubionego Minecrafta i Fortnite’a, internauci bezinteresownie oferują każdego rodzaju wsparcie. Wiele osób wciąż liczy na cud, jednak 3 lata po diagnozie nadzieja zaczyna gasnąć.

"Los bawi się z nami w kotka i myszkę, raz dając nadzieję, innym razem ją zabierając. Czasami trzeba uśmiechać się przez łzy. Trzecia wznowa... nie pytajcie co dalej, bo dalej nie ma już nic. Jest ściana aż do samego nieba. Ma ktoś cud na zbyciu?" - pytała retorycznie ciocia Natana w październiku zeszłego roku.

26.10.2021 lekarze i rodzina podejmują decyzję o zakończeniu leczenia Pana Torpedy i przejście w tryb opieki paliatywnej.

"Jak pewnie słyszeliście, Pan Torpeda zakończył leczenie. Teraz nadszedł dla Niego czas ze sceny zejść, niepokonanym. Chciałbym Was prosić o pomoc, by czas oczekiwania na chwilę, kiedy przyjdzie po Niego Zegarmistrz Światła Purpurowy, był dla Niego pełen szczęścia" - napisał Marcin Zasadowski, anestezjolog.

Na wieść o tym internetowa społeczność zaczyna spełniać marzenia Pana Torpedy. Te bardziej przyziemne, jak sprzęt elektroniczny i co ważniejsze, te tylko pozornie nieosiągalne. Natan ma między innymi okazję oglądać derby Krakowa z trybuny dla VIP-ów, spotkać się z piłkarzami reprezentacji Polski, zobaczyć na żywo Mam Talent, czy zjeść kolację z Magdą Gessler, a na bolidach zespołu Alfy Romeo podczas GP Abu Zabi pojawia się rysunek jego autorstwa.

W listopadzie jest jeszcze jedna, ostatnia szansa leczenia Pana Torpedy we Włoszech, niestety i ta iskierka także przestaje się tlić. W walentynki ciocia Pana Torpedy informuje, że Natan gaśnie, czuje się coraz gorzej, jest słaby i nie ma już siły. 

Ponad połowę swego życia Pan Torpeda spędził w szpitalach, dzielnie stawiając czoła chorobie, z którą toczy nierówną walkę. Ciągle inspiruje rzesze wspierających go ludzi do walki z przeciwnościami losu, które w obliczu tego, co sam przeżył wydają się często miałkie i nijakie. Jego historia budzi podziw i paradoksalnie daje też siłę. Takich wojowników jest więcej - corocznie w Polsce na nowotwory zapada około 1200 dzieci.

Czytaj także:

Połowa przypadków nowotworów u dzieci pozostaje niezdiagnozowana

Pomiędzy cudem a lękiem o życie matki i dziecka - onkociąże

Rak wątroby u dziecka. Jak się objawia?




 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy