Reklama

Reklama

Sztuczki producentów żywności, czyli jak kupujemy mniej za więcej

Chcemy kupować produkty tanie i dobre, ale ich wytwórcy liczą bardziej na zysk. Niestety, o nasze portfele walczą nie zawsze jakością. W połowie puste opakowanie czy nagła zmiana gramatury to tylko drobne przykłady z całego arsenału manipulacji. Warto znać je wszystkie, aby nie dać się nabrać.

W mniejszych sklepach znajdziemy od kilkuset do kilku tysięcy różnych towarów. W marketach wielkopowierzchniowych produktów jest nawet kilkanaście tysięcy. Równocześnie klienci dzielą się na tych, którzy pozostają wierni ulubionym markom i zawsze kupują to samo oraz poszukiwaczy promocji sugerujących się przede wszystkim najniższą ceną.

Reklama

Producenci mają więc szerokie pole do popisu i chętnie z tego korzystają. Czasami w wyjątkowo podstępny sposób, bo stawką są sumienia oraz portfele kupujących. Wybierając asortyment, który ostatecznie trafia do naszego koszyka, musimy mieć oczy dookoła głowy. W przeciwnym razie dostaniemy mniej, płacąc więcej.

Stosowane przez nich sztuczki bywają mało wymyślne, ale bardzo skuteczne, choć zdarzają się też wyjątkowo podstępne zagrania. Każdy świadomy konsument powinien zdawać sobie z nich sprawę, żeby nie być stratnym.

Już nie tylko reklama, kolorowe opakowanie czy umiejscowienie na sklepowej półce mają nas przekonać do konkretnej rzeczy. Bywa i tak, że producenci nadwyrężają zaufanie także wiernych klientów, zmieniając reguły w trakcie gry. Przykładów nie brakuje, a tylko od nas zależy, czy w porę się zorientujemy. Na co szczególnie uważać?

Wersja light

Zamiennie slim lub fit. Wydaje się, że to jasny komunikat wskazujący produkt nie tylko mniej kaloryczny, ale też zwyczajnie zdrowszy. Domyślnie uznajemy, że jest pozbawiony cukru, konserwantów, barwników i innych mało pożądanych w ostatnich czasach substancji. W rzeczywistości może być dosłownie nafaszerowany sztucznymi słodzikami czy zagęstnikami, a te ze zdrowiem mają mało wspólnego.

Bez konserwantów

Obawiamy się ich i często bardzo słusznie, ale nie warto podążać ślepo za podobną etykietą. Brak sztucznych dodatków należy docenić, jednak w ostatecznym rozrachunku nie musi wyjść nam to na zdrowie. Produkty tego typu bardzo często mają w sobie mnóstwo soli czy cukru. Chcemy być fit i eko, ale znowu dajemy się nabrać.

Downsizing

Zjawisko, które robi w ostatnich latach furorę, ale raczej nie ma dobrej prasy. Na szczęście jesteśmy coraz bardziej świadomi, a podobne praktyki nie uchodzą producentom na sucho. Przynajmniej na chwilę, bo w ostatecznym rozrachunku i tak niewiele możemy. O co chodzi? Najlepszym przykładem jest czekolada ulubionej marki, której gramatura wynosiła zazwyczaj 100 gramów. Pewnego dnia producent zmniejsza ją jednak do 90 lub nawet 80, nie zmieniając ceny i nie informując o tym klientów. To downsizing w praktyce, który jest dziś powszechnie stosowany.

100%

Bez wątpienia jest to ulubiona liczba producentów. Oznacza coś pełnowartościowego, bo widujemy ją na opakowaniach np. dżemów owocowych, które mają być pozbawione sztucznych zagęstników. Lepiej jednak dobrze się przyjrzeć, bo czasami tuż pod nią widnieje dopisek w stylu "natury" albo "smaku". Tylko co to oznacza? Zupełnie nic. Mamy do czynienia z pustym sloganem, który ma się dobrze kojarzyć.

Odniesienie do tradycji

Lubimy i ufamy produktom, które wzbudzają nasz sentyment. Wytwórcy doskonale zdają sobie z tego sprawę, na co najlepszym dowodem są określenia typu wiejski, tradycyjny, babciny, domowy, staropolski, jak u mamy czy chłopski na opakowaniu. Kojarzą się pozytywnie, ale zazwyczaj niewiele znaczą. W końcu babcia nie dodawała do domowego majonezu konserwantów, a produkt nafaszerowany chemią raczej nie ma nic wspólnego z ekologiczną wsią.

Jakie inne triki stosują producenci?

***Zobacz także***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje