Reklama

Reklama

Wychowuję i pracuję

Aż dwadzieścia procent pracujących kobiet nie chce rodzić dzieci w obawie przed utratą pracy

Coraz więcej Polek twierdzi, że ich pracodawca nie przyjąłby ze zrozumieniem wiadomości o zajściu w ciążę. Macierzyństwo odkładają na później. Słusznie?

Na początku jest radość, wręcz euforia. Będę matką! Przecież cały życie o tym marzyłam. Potem jednak nadchodzą wątpliwości, a nawet strach: co ja powiem w pracy? To pytanie zadaje sobie dziś co piąta pracująca kobieta w naszym kraju. - W moim przypadku to było jak najbardziej planowane dziecko, ale pojawiły się problemy. Od początku bałam się, że zostanę wyrzucona z pracy - wyznaje Katarzyna Traczyk, matka 3-letniej córeczki. - Bałam się, że zostaniemy bez środków do życia, bałam się rozmowy szefem. Nie wiedziałam, jak zareaguje całe moje otoczenie...
Pani Kasia przeczekała kilka miesięcy, aż zostanie objęta ochroną prawną. - Tak naprawdę kobieta, która zachodzi w ciążę, przestaje istnieć dla firmy. Mój szef, w momencie gdy dowiedział się, że jestem w ciąży, powiedział: o Boże, mamy problem! A dla mnie w firmie nie było po prostu miejsca. Zostałam poproszona o pójście na zwolnienie - kończy z goryczą młoda matka.

Reklama

Podobne doświadczenia ma Jolanta Kuc, mama 2-latka. - Przyszłość, która jest po ciąży, wydaje mi się największym stresem dla kobiety - ocenia. - Informując firmę, że jestem w ciąży, rozmawiałam z mężczyzną i to było dla niego kompletnie niezrozumiałe. Nie obyło się bez irytacji z jego strony, trzaskania drzwiami. To był jedyny moment, kiedy poleciały mi w pracy takie bezradne, kobiece łzy...

W przypadku pani Joli nie było gratulacji, zrozumienia, słów, że wszystko będzie dobrze. Według niej, już sama sytuacja, że przez ciążę wypada się z pewnego obiegu, jest poniżająca.

Tylko że kobieta nadal chciała pracować i jak do tej pory dawać z siebie wszystko. - Jeżeli jest się gotowym do pracy mentalnie i fizycznie, słyszy się, że przecież ciąża nie jest chorobą, to dlaczego jest się tak traktowaną?- pyta Jolanta.

- System pracy i tempo życia automatycznie taką osobę odstawia na boczny tor. Ze strony firmy zabrakło woli dostosowania do mojej sytuacji obowiązków pracy, wiary w to, że jeżeli ja chcę, to się da. Ja chciałam pracować, nie mogłam usiedzieć w domu. Ale zderzenie z tym, że najpierw idzie mój brzuch, a potem teczka z laptopem, było dla nich zbyt mocne.

A wydawałoby się, że mamy w naszym kraju wymarzone warunki do powiększania rodziny.

Tymczasem kobiety w Polsce wcale nie kwapią się, by same stać się matkami. Według badań, które przeprowadził Instytut Millward Brown SMG/KRC, współczesne Polki są pełne obaw, które związane są z macierzyństwem.

Aż 20 procent pracujących kobiet odkłada na później urodzenie dziecka w obawie przed utratą pracy. Co trzecia pracująca kobieta obawia się, że jeśli zajdzie w ciążę, będzie miała problemy w pracy. Szczególnie dotyczy to kobiet z wykształceniem podstawowym i zasadniczym. Co czwarta pracująca matka obawia się, że w związku z ciążą zostanie po prostu zwolniona!

- Podczas rozmowy kwalifikacyjnej do nowej pracy spotkałam się z pytaniem o moje plany macierzyńskie - opowiada Dagmara, sekretarka z Warszawy. - Odpowiedziałam, że na razie nie planuję powiększania rodziny. Na tym się skończyło, ale od koleżanek pracujących w innych firmach słyszałam, że były zmuszane do podpisania lojalki, że w ciążę nie zajdą. Głośno jednak żadna nic nie powie. Za bardzo cenią posady - kończy Dagmara.

Wymuszenie oświadczeń lub zmuszanie kobiet do badań wykluczających ciążę zdarzają się bardzo rzadko, choć z drugiej strony możemy też nic o nich nie wiedzieć. Według badań, co piąta pracująca kobieta twierdzi, że jej pracodawca nie przyjąłby ze zrozumieniem wiadomości o jej zajściu w ciążę.

- Ochrona prawna kobiet w ciąży jest w naszym kraju dość dobra - podkreśla ministerstwo pracy. Jeśli pracodawca zwolni kobietę za to z pracy, musi udowodnić, że nie zrobił tego z powodu jej stanu. Łatwo taką sprawę wygrać w sądzie. Tylko że większość kobiet nie pójdzie do sądu, a wyjdzie z pracy z opuszczoną głową i ze łzami w oczach...

- Szef był bardzo powściągliwy, ale przez dwa tygodnie podejmował decyzję, co ze mną zrobić - wspomina Sylwia Rokicka, dziś matka dwojga przedszkolaków.- Czułam się bezużyteczna, winna, gorsza od innych!

Często się zdarza, że osoby, które jakoś dały sobie radę do momentu porodu, i tak nie miały dokąd wrócić.

- To mnie bardzo uderzyło. Ja nie potrafiłam o tym spokojnie mówić przez 5 lat - denerwuje się pani Sylwia. - Urodziłam córkę, byłam szczęśliwa, ale to uczucie burzyła myśl, że kończy mi się umowa! Gdy jeszcze pracowałam, trudno mi było znieść to poczucie odrzucenia. Nie chciałam już nawet oglądać tego biurka, szefa. Ciąża jest w firmach traktowana jak choroba i to z ubocznymi skutkami. Gdybym po tym wszystkim, co mnie spotkało, miała na zimno kalkulować, czy zajść w ciążę, czy nie, chyba bym się nie zdecydowała - kończy kobieta.

Wszystkie te kobiety, mimo że spotkały je przykrości w miejscu pracy, są szczęśliwe. Bo są przecież matkami. Spełniły się, jakoś sobie radzą w zawodzie lub mają nadzieję, że uda im się odzyskać dawną pozycję. Wszystkie zgodnie twierdzą też, że macierzyństwo to coś najwspanialszego w życiu, ale też wyzwanie. Trzeba pogodzić bardzo wiele różnych dziedzin życia. Nie tylko obowiązki domowe, ale również pracę. Dopiero będąc matką, jest się pełnowartościowym człowiekiem.

Ewa pracuje, ale nie ma dzieci. - Ja tę decyzję wciąż odkładam, choć wiem, że czas leci. Większość moich znajomych nie ma dzieci, w firmie, gdzie pracuję, matką jest tylko jedna osoba na dwadzieścia. Ludzie się po prostu boją...

Jaki jest tego efekt? Polki rodzą najmniej dzieci spośród kobiet w krajach Unii Europejskiej, a przez 25 lat liczba urodzeń w naszym kraju spadła o połowę, z 701 tysięcy w 1980 roku do 366 tysięcy w 2005 roku. Według prognoz GUS do 2030 roku średnia wieku wzrośnie o około 25 lat i będzie nas 2,5 miliona mniej.

Na szczęście właśnie ruszyła kampania Mama w pracy, organizowana przez Fundację Świętego Mikołaja. - Celem programu Mama w pracy jest poprawienie sytuacji pracujących matek, a cel ten chcemy osiągnąć na dwa sposoby - mówi Karolina Błaszczyk z Fundacji Świętego Mikołaja. - Po pierwsze chcemy informować o sytuacji tych kobiet, jak również podwyższyć standardy ich traktowania przez pracodawców. Cały projekt kierujemy do szerokiej opinii oraz decydentów na rynku pracy, władz samorządowych itd. W związku z akcją dostajemy sporo maili, zarówno od kobiet będących w trudnej sytuacji, jak i ich mężów i pracodawców. Dowiadujemy się zarówno o drastycznych sytuacjach, jak i pełnym zrozumieniu ze strony szefów firm.

Mamy zatem przepisy, są organizacje, które chcą pomóc pracującym matkom. Coraz więcej firm pozwala młodym matkom na pracę w domu i kontakt z biurem przez internet, co umożliwia opiekę nad maleństwem. Wystarczy tylko chcieć je zrozumieć, wyjść naprzeciw, wyciągając pomocną dłoń.

- Zmiany obyczajowe są nieuniknione. Kobiety będą i pracować, i rodzić dzieci, bo bez tego nas po prostu nie będzie... My staramy się pomóc im te dwie role pogodzić - kończy Karolina Błaszczyk.

Krzysztof Beśka

Rewia
Dowiedz się więcej na temat: 5 lat | procent | matka | pracodawca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje