Mawia się, że kropla drąży skałę i jest w tym powiedzeniu coś bardzo uniwersalnego, co można odnieść do wielu życiowych sytuacji. Najmocniej chyba jednak odczuwają znaczenie tego przysłowia osoby w wieloletnich związkach, nieważne czy partnerskich, czy małżeńskich. Niewielkie, irytujące zachowania, wypowiedziane w przypływie emocji słowa, gesty, których nie da się cofnąć. Nawet jeśli ich ilość nie zwiększa się znacząco z czasem, zadry, które pozostawiają w sercu, pogłębiają się wraz z upływającym czasem. Ich powtarzalność może irytować, ranić, podburzać naszą pewność siebie i wiarę w sens relacji. Psychoterapeutka Jourdan Travers, która pracowała z ponad stoma parami, zauważyła pięć najbardziej frustrujących nawyków, które najczęściej doprowadzają do zakończenia nawet z pozoru najtrwalszego związku. Warto je poznać i zapytać siebie, czy któreś z nas nie postępuje w ten sposób w partnerskiej relacji, zanim będzie za późno.
Zobacz również:
Oczekiwanie, że partner się "domyśli"
Wiele, zbyt wiele osób, zakłada, że ich druga połowa po prostu domyśli się: co czujemy, o czym myślimy, co planujemy albo co ich zachowanie dla nas oznacza i jak może być przez nas odbierane. Brzmi sztampowo, niczym z kabaretowych słabych żartów, bo przecież zawsze "kobieta myśli, że facet będzie jej czytał w myślach". Ale zagłębiając się nieco w ten proces, można zauważyć nieco więcej. Psychologowie nazwali to zjawisko "złudzeniem przejrzystości", bo wydaje nam się, że nasze oczekiwania i przemyślenia powinny być dla naszego partnera oczywiste, zwłaszcza jeśli mamy za sobą ogrom spędzonego razem czasu i setki godzin rozmów. A to niestety błąd. Zamiast zakładania, że partner domyśli się na podstawie ruchu brwi, albo niejednoznacznych wskazówek, po prostu zacznijmy prosto i konkretnie komunikować to, co leży nam na sercu. Unikniemy w ten sposób spirali wzajemnych pretensji i niezrozumienia, które z czasem mocno osłabią więź, którą udało się wypracować.
Tworzenie bilansów związkowych

Jeśli w myślach nieustannie prowadzimy dziennik tego, co kto włożył do związku, co zrobił, co poświęcił, ile z siebie dał i porównujemy to z tym, co sami z siebie dajemy, możemy być pewni, że prędzej czy później nasz rachunek będzie wyglądał nierówno: jedna osoba z pewnością będzie miała "dług", czyli okaże się, że włożyła w relację mniej niż z niej czerpie. A wtedy i ona poczuje się źle, i my poczujemy się wykorzystani, zmęczeni, tworząc w głowie przeświadczenie, że jako jedyni "ciągniemy ten wózek". A prawda jest taka, że gest gestowi nierówny. Wielu rzeczy nie da się zmierzyć, przeliczyć. Emocje nie są pieniędzmi, które możemy dotknąć i przewartościować. Z czasem w trybie ciągłego porównywania i przeliczania dojdzie do tego, że będziemy oczekiwali czegoś w zamian za wsparcie, życzliwość czy miłe słowo. A nie na tym powinien przecież opierać się zdrowy, dojrzały związek. Najlepszym wyjściem będzie po prostu nieoczekiwanie niczego w zamian. Bo w końcu wszystko, co robimy, robimy dla... miłości.
Pasywno-agresywne bolesne zagrywki
To niby był żart, ale zabolał. Zaczepka z uśmiechem, nic poważnego. A jednak czujemy ją głęboko w sobie. Choć nie doprowadziła do otwartej kłótni, może wyrządzić ogromne szkody, zwłaszcza jeśli będzie się powtarzać. Wszelkie zachowania pasywno-agresywne są nieprawdopodobnie obciążające osobę, która ich doświadcza. Jeśli takie uszczypliwości zaczną dotykać coraz to większych obszarów, związek romantyczny prędzej czy później zacznie tracić fundamenty, bo zaufanie, szczerość i wzajemna życzliwość to absolutne podstawy, których nigdy nie wolno naruszać. Jeśli więc doświadczasz lub stosujesz techniki pasywno-agresywnych zaczepek, należy zdać sobie sprawę z możliwych konsekwencji, których możemy w przyszłości żałować.
Rządzenie życiem partnera

Czy jest na sali ktoś, kto lubi, gdy mówi mu się, jak ma żyć, zachowywać się, co ma robić? Prawdopodobnie nie, dlaczego więc tak często w długoterminowych związkach uzurpujemy sobie prawo do zarządzania partnerem? Określanie, czy coś robi dobrze, wybieranie za niego posiłków, hobby, filmów, randek, a w końcu wmawianie mu co czuje. Brzmi kiepsko? Z czasem jest jeszcze gorzej, bo taki rodzaj kontroli i pełnej decyzyjności przybiera postać relacji rodzic-dziecko, a nie równych sobie partnerów. Takie działanie szybko obniża komfort w związku i po pewnym czasie może doprowadzić do rozstania. Warto pamiętać, że każde z nas ma prawo głosu, decyzji i wyboru.
Brak aktywnego słuchania
Jeśli wysłuchujesz partnera tylko po to, by po wszystkim dorzucić swoje trzy grosze do danej kwestii, skrytykować ją, odnieść do swojej osobistej historii - to ogromny błąd. Brak tak zwanego aktywnego słuchania, czyli chęci dowiedzenia się faktycznie co myśli i uważa bliska osoba bez osądzania jej i sprowadzania tematu na siebie jest kluczowe podczas budowania poczucia bezpieczeństwa, bliskości i zrozumienia. Owszem, ważna jest wymiana poglądów, ale w momentach trudnych, emocjonalnych, często wystarczy tylko wysłuchać strapionej drugiej połówki, przytulić i zwyczajnie być obok. Inaczej mają się sprawy, gdy zostaniemy konkretnie poproszeni o poradę lub komentarz - wtedy droga wolna. Aby nie być postrzeganym jako arogancki czy samolubny, warto powstrzymać się od komentarza, a częściej po prostu wysłuchać, co druga strona ma do powiedzenia.











