Reklama

Reklama

Ból życia?

Na bladej, wycieńczonej i naznaczonej zmęczeniem twarzy siedemnastolatki nie pojawia się uśmiech, choć inne pacjentki usiłują choć trochę ją rozbawić.

Wszystkie wiedzą, że dziewczyna ma za sobą nieudaną próbę samobójstwa - w szpitalu o żadnej tajemnicy nie ma mowy - ale ten temat nie istnieje w rozmowach we wspólnej sali.

- O, tyle brakowało - mówi pielęgniarka, pokazując mikroskopijną odległość między kciukiem a palcem wskazującym. - Taka młoda i ładna, a mogłoby jej już nie być. Może cierpienie ją czegoś nauczy i już nie będzie próbowała...? Wszyscy zastanawiają się: dlaczego...

Rodzice postanowili wszystko utrzymać w tajemnicy, szkolną nieobecność córki tłumacząc chorobą i pobytem w szpitalu. Wieści się jednak szybko rozchodzą, toteż tajemnica przestała być tajemnicą. Niektórzy szkolni znajomi znają prawdę, ale postanowili nic nie rozgłaszać, aby ludzie dziwnie później na dziewczynę nie patrzyli. Na początku nie chcieli wierzyć, że Ania próbowała się zabić. - Przecież ona nie miała żadnych problemów, przynajmniej nic o nich nie mówiła - mówi koleżanka z klasy. - Za wesoła to ona nigdy nie była, ale też nie żaden "smutas". W szkole jakoś jej szło, choć z matematyczką była skonfliktowana... Wiem, że miała jakieś kłopoty ze swoich chłopakiem, ale przecież to nie powód do samobójstwa...

Reklama

- Ja wiem...? - zastanawia się kolega Ani. - Ona jest taka trochę dziwna, ciągle chodzi z jakimiś książkami albo czasopismami, czyta na przerwach, nie chodzi do dyskotek... Może jej się coś w głowie poprzestawiało?

Rodzice Ani nadal są w szoku, nie mogą wyobrazić sobie, że ich jedynaczka targnęła się życie. - Naprawdę nie wiem, co mogło być tego przyczyną - mówi mama Ani - bo chyba nie te dwie jedynki z matematyki? Dbaliśmy o nią, nic jej nie brakowało, dostawała zawsze ubrania, które chciała, wyjeżdżała na zagraniczne wakacje... Przecież mogła przyjść, porozmawiać, opowiedzieć o swoich problemach. Tak, wiem, że miała chłopaka, chodził klasę wyżej, coś się ostatnio kłócili, ale to przecież nie z tego powodu...

Damian, uchodzący za chłopaka Ani, odwiedził ją w szpitalu, dość długo rozmawiali, ale bardzo niechętnie o tym mówi. - Kiedy dowiedziałem się o całej sprawie jakiś tydzień po fakcie poczułem się, jakby mnie ktoś łopatą zdzielił w głowę - opowiada Damian. - Pomyślałem sobie: "Jezu, przecież chyba to nie dlatego, że się rozstaliśmy?". Czułem się potwornie źle z tą myślą, czekałem na możliwość wizyty w szpitalu. Porozmawialiśmy, wytłumaczyła mi, że to nie z mojego powodu i odetchnąłem. Nie, nie wiem dlaczego, mówiła, że była zmęczona i miała wszystkiego dosyć, ale to chyba nie tak...

- To jest bardzo wrażliwa i dojrzała dziewczyna - mówi polonistka, która uczyła Anię. - Ale ta jej wrażliwość była jakaś taka... mroczna. Pisała wiersze i kiedyś pokazała mi kilka prosząc o ocenę. Podobały mi się, choć przebijał z nich niepasujący do nastolatki dekadentyzm. Przy czytaniu można było dojść do wniosku, że napisała je osoba z bagażem doświadczeń życiowych, zmęczona, jakby uwikłana w ciągłe poszukiwanie sensu wszystkiego...

Czy powodem targnięcia się na życia była właśnie ta wrażliwość nastolatki, jakiś zbieg okoliczności, które spowodowały, że powiedziała "dość", niechęć do świata? Będąc jeszcze w szpitalu Ania długo nie chciała o tym rozmawiać. Ani z rodzicami, ani ze znajomymi, ani z psychologiem. Dopiero po wyjściu ze szpitala odbyła kilka sesji, dzięki którym rodzice choć w części mogli poznać przyczynę desperackiego kroku. Później zgodziła się też na rozmowę z dziennikarzem.

Ania faktycznie sprawia wrażenie osoby dojrzałej, gdyby nie młoda buzia i drobna sylwetka można by powiedzieć, że swoje sądy wypowiada doświadczona przez życie kobieta. - W pewnym momencie poczułam się, jakbym przez cały czas funkcjonowała gdzieś na marginesie. Bez powodu, bez przyczyny, bez związku z tym co dookoła - opowiada dziewczyna. - To było takie...nagłe i dziwne, jakby życie zaczęło boleć... Wcześniej nie miałam żadnych samobójczych myśli, w co nie chce dotychczas uwierzyć psycholog, z którym się spotykam. Czy nie miałam dobrego kontaktu z rówieśnikami? Może i nie miałam... Ja mam chyba trochę inną hierarchię wartości, inne zainteresowania, może faktycznie stałam trochę z boku...

* * *

- Samobójstwo to nie zawsze jest krzyk "ja nie chcę żyć". Najpierw jest "ja nie chcę TAK żyć" - mówi Anna Sieminska, zajmująca się problemami samobójstw młodzieży psychoterapeutka z Zespołu Pomocy Psychoterapeutycznej w Warszawie. - Samobójstwo to wołanie o ratunek, sygnał, że z człowiekiem dzieje się coś niedobrego. Szczególnie narażone na zachowania samobójcze są osoby, które mają słabą kontrolę impulsów - nie umieją objąć refleksją tego, co się dzieje, a na wszystko reagują bardzo impulsywnie. Szukając metod zredukowania napięcia mogą posunąć się do samobójstwa. Na samobójstwa narażona jest też młodzież, która nie ma świadomości upływu czasu, który leczy rany. Okres młodości jest pełen silnych emocji i wielkich problemów, będących dla młodych ludzi prawdziwymi tragediami, których nie sposób rozwiązać. Brakuje im również oparcia w rodzinie, ponieważ czas młodości to przede wszystkim bunt przeciwko rodzicom.

* * *

Z opowieści Ani wyłania się powoli obraz osoby, która bardzo chciała mieć kogoś bliskiego, kogoś z kim mogłaby porozmawiać o swoich problemach, lekturach, przemyśleniach, podzielić się wrażeniami, usłyszeć potwierdzenie swoich racji, nawet pokłócić się... - Ona jest bardzo inteligentna, bardzo wrażliwa i bardzo... samotna - mówi psycholog, który spotyka się z Anią. - Z uwagi na swoje zainteresowania literaturą, ambitnym filmem, poezją miała dość słaby kontakt z rówieśnikami, w szkole średniej nie miała żadnej bliskiej przyjaciółki. Gdy pojawił się ten chłopak myślała, że to jest właśnie to, potem przyszło rozczarowanie. No i brak większego zainteresowania rodziców jej osobą.

Damian wydawał się Ani pokrewną duszą, można z nim było porozmawiać o książkach, wspólnie obejrzeć film, pójść na spacer. - Wydawało mi się, że wreszcie trafiłam na odpowiedniego człowieka, przyjaciele, może coś więcej... Okazał się zwykłym pozerem, którego podstawowym celem było "zaliczanie" kolejnych panienek. - mówi Ania. - Byłam nim zauroczona przez prawie trzy miesiące, do momentu, gdy zaczął naciskać, abyśmy sypiali ze sobą. Gdy odmówiłam i próbowałam mu tłumaczyć, że jeszcze za mało się znamy, że mało wiemy o swoich uczuciach, natychmiast stracił całe zainteresowanie moją osobą i zajął się moją koleżanką z klasy. Potem dowiedziałam się, że to jego stała metoda: gdy spotyka się z odmową - zmienia obiekt zainteresowania. Bolało mnie to, bardzo chciałam z kimś o tym porozmawiać, ale nie miałam z kim.

Rodzice? On żyją trochę w innym świecie. Rodzice Ani zajmują się prowadzeniem własnej firmy i to im zajmuje prawie cały czas. Córce zapewniali dostatnie życie, ale bliższego kontaktu z nią raczej nie mieli. - Oni obracają się w świecie rzeczy - mówi Ania - i rzeczy wszystko im przesłaniają. Nowy komputer, nowy discman, pieniądze na nowe płyty, wakacyjny wyjazd do Afryki... Odnosiłam wrażenie, że przy pomocy rzeczy kupują sobie jakby spokój ode mnie i moich problemów. Gdy zaczynałam kilkakrotnie jakąś poważniejszą rozmowę zainteresowanie było raczej na zasadzie uprzejmości, z reguły słyszałam: "Ty się dziecko ucz, to dla ciebie teraz najważniejsze".

* * *

"Według mnie, samobójstwo nie jest problemem - pisze psycholog T. Mitchel Anthony w swojej książce pt. "Dlaczego" ("Vocatio" ). Sądzę natomiast, że jest ono symptomem innych problemów, sytuacji i tendencji, których nie potrafimy odpowiednio rozpoznać i rozwiązać. (...) Samobójstwo jest symptomem, za którym stoją problemy zawsze aktualne: poczucie własnej wartości, wiara, sens i cel istnienia, umiejętność radzenia sobie z trudnościami i rozczarowaniami. Myśli samobójcze ma prawie każdy. Przychodzą o różnych porach dnia i w różnych okresach życia. Jedni zapominają o nich szybko, w innych kłębią się aż do momentu, kiedy wydaje się, że ból życia jest nie do zniesienia. Splot przypadków, dramatyczne przeżycia, nadwrażliwość: wiele jest dróg, które prowadzą do samobójstwa.

* * *

Z opowieści Ani wynika, że gdy nadeszło "to" popołudnie, była zdruzgotana, mocno odczuwała swoją samotność i niedostosowanie. Dwa dni wcześniej zostawił ją Damian, nie udało jej się o tym porozmawiać z matką, w tym dniu "złapała" kolejną jedynkę z nielubianej matematyki, a na dodatek usłyszała od nauczycielki kąśliwy komentarz, że nie tylko poetki z niej nie będzie, ale matematyka też, co wzbudziło wybuch śmiechu w klasie.

Wróciła do domu i z wielkim spokojem doszła do wniosku, że to wszystko nie ma żadnego sensu. Zamknęła okna, wyszperała w szafce ojca tabletki, łyknęła całą fiolkę, odkręciła gaz, włączyła płytę i usiadła z książką w fotelu w kuchni. Ocknęła się po czterech dniach w szpitalu.

Życie zawdzięcza przypadkowi, w postaci niezamkniętych drzwi i niespodziewanej wizyty syna pracownika firmy rodziców, który chciał przekazać zwolnienie lekarskie ojca. Gdy nikt nie reagował na dzwonek do drzwi, a w środku słychać było muzykę chłopak nacisnął klamkę, wszedł do środka i natychmiast poczuł woń gazu. Błyskawicznie otworzył okna, zadzwonił po pogotowie i zaczął robi dziewczynie sztuczne oddychanie.

Rodzice przenieśli Anię do innej szkoły, gdzie nie wiedzą o jej samobójczej próbie, sama postanowiła się trochę bardziej dostosować do środowiska, zawarła nowe znajomości... - Gdy jeszcze leżałam w szpitalu byłam zrozpaczona, że mi się nie udało. Teraz patrzę na to trochę inaczej - mówi Ania. - Widzę przede wszystkim tragedię moich rodziców, którzy - mimo wszystko - bardzo mnie kochają. Teraz poświęcają mi naprawdę bardzo dużo czasu, aż za dużo. Mam nadzieję, że to nie przerodzi się w jakaś nadopiekuńczość. Nie, nie zrobiłabym tego drugi raz. Chyba jednak cieszę się, że żyję. To mnie trochę... przewartościowało. Teraz zauważyłam, że są ludzie, którzy mają naprawdę wielkie problemy w życiu. Może warto im pomagać? Może to jest cel?

- Myślę, że nie była to jakaś manifestacja, ona naprawdę chciała to zrobić - konkluduje zajmujący się Anią psycholog. - Była trochę niedostosowana, miała typowe dla wrażliwych nastolatek problemy, przechodziła okres dojrzewania, miewała depresyjne nastroje - to się wszystko skumulowało, a drobne niepowodzenia urosły do rangi nierozwiązywalnych problemów. Była to jednak także podświadoma chęć zwrócenia na siebie uwagi, przede wszystkim rodziców. Ale to mądra dziewczyna i wiem, że najgorsze już za nią.

microway

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje